Ciekawy wywiad z Jerzym Gorzelikiem

Adam Zawadzki dziennikarz, społecznik, miłośnik gór, roweru i skoków spadochronowych 09.01.2012 14:53 17 Jerzy Gorzelik:RAŚ niczego nie musi,ani nie stara się udowodnić Czy Ruch Autonomi Śląska to separatyści czy autonomiści? Dlaczego warto bronić Kazimierza Kutza? Gdzie szukać dowodów na istnienie "narodowości śląskiej"? Specjalny wywiad z Jerzym Gorzelikiem liderem RAŚ Warto przypomnieć, że 21 grudnia sędzia Katarzyna Czajka w Opolu zarejestrowała Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej w Kotorzu Małym. Ruch Autonomi Śląska nie kryje zadowolenia z tego powodu. Adam Zawadzki: .„Przyłączyć Górny Śląsk do Polski to tak, jakby małpie dać zegarek. Po 80 latach, widać, że małpa zegarek zepsuła” – czy nadal podtrzymuje Pan to zdanie? Jerzy Gorzelik: Trudno bym podtrzymywał prognozę Lloyd George’a sprzed kilkudziesięciu lat, która stanowi pierwszą część cytatu. Mam ten komfort, czy raczej w tym przypadku dyskomfort, że mogę oceniać trafność tej prognozy z perspektywy kilku dekad. I w oparciu o doświadczenie dane każdemu mieszkańcowi Górnego Śląska z dłuższym stażem oraz o elementarną wiedzę na temat najnowszej historii mojego regionu podtrzymuję swą diagnozę sprzed dziesięciu lat, stanowiącą komentarz do słów brytyjskiego premiera i zawartą w drugim cytowanym przez Pana zdaniu. Obrońcom haniebnej polityki, prowadzonej wobec Górnego Śląska i jego mieszkańców przez sanację, a w największym stopniu przez władze komunistyczne, słowa te się nie podobają, ale nie zamierzam się im przypochlebiać. Nadszedł czas nazywania rzeczy po imieniu. Jeżeli relacje między Górnoślązakami a państwem polskim mają stać się normalne, należy budować je na prawdzie. A prawda o tych relacjach na przestrzeni większej części XX wieku daleka jest od wyidealizowanych obrazków rodem z Gomułkowskiej propagandy. Legendarna postać dla Ślązaków, Wojciech Korfanty postrzegał „śląskość” jako wyraz polskości. RAŚ za wszelką cenę stara się udowodnić, że istnieje naród śląski z odrębnym językiem – dlaczego? Wojciech Korfanty jak każdy miał prawo postrzegać swoją śląskość jako wariant polskości. Podobnie jak każdy miał i ma prawo tak swej śląskości nie postrzegać. Zresztą sam Korfanty dostrzegał również Ślązaków niemieckich jak i tych, którzy nie uważali się ani za Polaków, ani za Niemców. RAŚ niczego nie musi, ani nie stara się udowodnić – no może poza tym, że politycy i urzędnicy nie mają żadnych merytorycznych kompetencji, by rozstrzygać o tożsamości obywateli. Dowodów na istnienie śląskiej opcji narodowej dostarczają spisy powszechne. Być może będzie to dla niektórych zaskoczeniem, ale nie organizuje ich RAŚ. Jednym z orędowników „autonomii” Śląska jest Kazimierz Kutz, którego wypowiedzi od dawna wyznaczają standardy języka nienawiści. Z kolei lider opolskiego RAŚ Piotr Długosz w sklepie internetowym sprzedawał koszulki: „Nie Polak. Ślązak” , „Silesian Rebel” oraz niemieckojęzyczne „Mein Vaterland ist Oberschlesien”, książki o żołnierzach Wehrmachtu, mapy z czeską dziś Opawą w granicach Śląska. Czy wzbudzanie kontrowersji i poruszanie się na granicy dobrego smaku to jedyny pomysł RAŚ na politykę? Kazimierz Kutz nie potrzebuje w mojej osobie adwokata, sam doskonale sobie radzi. Mimo, że w zakresie upowszechniania standardów języka nienawiści mógłby najwyżej terminować u niektórych zionących miłością samozwańczych obrońców polskich i chrześcijańskich wartości. Oburzenie wywołane asortymentem sklepu prowadzonego przez mojego kolegę jest smutnym świadectwem bezmiaru ignorancji w sprawach śląskich. Smutnym, ponieważ w oparciu o wiedzę, nazwę ją delikatnie skromną, formułuje się kategoryczne sądy i oskarżenia. I jeżeli coś może budzić niesmak, czy raczej zażenowanie, to właśnie takie praktyki. Jestem wdzięczny za Pańskie pytanie, bowiem daje mi ono okazję do ich obnażenia. Zacznijmy od sprawy najbardziej oczywistej – Opawa leży w granicach Śląska. Śląsk to kraina historyczna, obejmująca także część Republiki Czeskiej, o czym jasno mówi zresztą preambuła konstytucji tego państwa. Nieuwzględnienie na mapie Śląska Opawy byłoby po prostu błędem. Wiedzą o tym autorzy najnowszej „Historii Górnego Śląska”, w której ziemie śląskie znajdujące się za południową granicą RP, znalazły swe poczesne miejsce. Książki o żołnierzach Wehrmachtu? Chodzi zapewne o dzieła Alojzego Lyski, byłego posła PiS, którego ojciec zginął na froncie wschodnim. A o jakim historycznym doświadczeniu mieliby pisać Górnoślązacy? Moglibyśmy zapewne jak w „Roku 1984” Orwella wymazywać niewygodne fakty z naszej przeszłości. Ale w imię czego? Poza tym, proszę sobie wyobrazić, że w wypożyczalni DVD, z której korzystam, udostępniane są filmy takie jak „Stalingrad”, „Łódź”, „Młode lwy” czy „Krzyż żelazny”. Proszę zgadnąć o żołnierzach jakiej armii opowiadają? Irytacja wywołana hasłem „Mein Vaterland ist Oberschlesien” wśród nadgorliwych polskich patriotów jest o tyle zabawna, że dorównuje jedynie tej, która jest udziałem nadgorliwych patriotów niemieckich. Dla niemieckiego Górnoślązaka Vaterland to Niemcy, a Górny Śląsk to Heimat. I prawidłowo odczytuje on napis na koszulce jako wyraz dystansu wobec niemieckości. Polski nadgorliwiec denerwuje się natomiast dlatego, że tych rozróżnień nie rozumie. Koszulkę z napisem „Nie Polak, nie Niemiec, Ślązak” – bo tak brzmi napis - sam czasem zakładam. Nie widzę powodów, by ukrywać swoją tożsamość. A jeżeli komuś się to nie podoba, niech zada sobie pytanie, czy tak samo zareagowałby na deklarację „Nie Francuz, nie Niemiec, Alzatczyk”, albo jeszcze lepiej „Nie Litwin, nie Białorusin, Polak”. Reasumując. Pomysłem RAŚ na politykę jest zmuszanie do myślenia oraz walka z arogancją i głupotą. Zapowiedział Pan, że do 2020 roku Polska będzie krajem regionów. Art. 3. Konstytucji RP mówi wyraźnie „Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym”. Aby hasła głoszone przez RAŚ weszły w życie trzeba by zmiany Konstytucji, oraz wsparcia partii rządzącej. Jak RAŚ zamierza zrealizować ten plan? Plan jest prosty. Przekonać ludzi w regionach, że przejęcie odpowiedzialności za swoje sprawy to szansa na poprawę jakości życia. Jeżeli komuś wydaje się to nierealne, niech zapyta sam siebie, czy dziesięć lat temu przypuszczał, że autonomia stanie się jednym z głównych tematów debaty publicznej na Górnym Śląsku i że na temat tej idei wypowiadać będą się najważniejsi politycy w państwie. Nasz plan to konsekwencja i cierpliwość. Władze centralne nieustannie dostarczają nam argumentów – coraz więcej obywateli RP widzi beznadzieję centralizmu. W polityce znane jest pojęcie ruchomego horyzontu. To osiąganie radykalnego celu przez ukrywanie intencji. Przesuwanie dalej i dalej żądań. Zaczynał Pan od apeli o szacunek dla inności swojego regionu. Dziś publicznie wyrzeka się polskości. RAŚ teraz walczy o „autonomię”, a zagwarantuje Pan, że na tym poprzestanie? Zgrabny retoryczny zabieg. Odwracając go, mógłbym wyrazić obawę, że ci, którzy dziś odmawiają uznania narodowości śląskiej, docelowo zamierzają pozamykać Ślązaków w obozach. Moja wyobraźnia ma jednak swoje ograniczenia. Być może zawodzi mnie pamięć, ale nie przypominam sobie, bym zaczynał od „apeli o szacunek dla inności swojego regionu”, by potem znienacka się zradykalizować. Nie licząc lat licealnych w Solidarności Walczącej, rozpocząłem swoją polityczną drogę w roku 1996 wstępując do Ruchu Autonomii Śląska i obejmując funkcję pełnomocnika komitetu założycielskiego Związku Ludności Narodowości Śląskiej. Wypowiadałem się wówczas jednoznacznie zarówno w kwestii autonomii jak i swojej tożsamości. To, że dziś nie angażuję się w starania o rejestrację ZLNŚ mogłoby być nawet postrzegane jako wyraz przyjęcia bardziej umiarkowanej linii. I to byłoby jednak nadużyciem. Nie zmieniłem poglądów w kwestii potrzeby uznania narodowości śląskiej. Stojąc przed wyborem uznałem jednak, że ważniejsza jest dla mnie działalność w organizacji, która skupia ludzi różnych narodowych opcji, podzielających wizję Polski jako państwa autonomicznych regionów - wśród nich Górnego Śląska. A taką organizacją jest Ruch Autonomii Śląska. Sąd Najwyższy w 1998 r. odmówił rejestracji stowarzyszenia Związek Ludności Narodowości Śląskiej, uznając, że narodowość śląska nie istnieje. Nie zarejestrowano także Stowarzyszenia Osób Deklarujących Przynależność do Narodowości Śląskiej (Sąd Najwyższy odmówił w 2007 r.), choć powoływano się na spis powszechny sprzed dziewięciu lat. Ostatnio jednak sąd w Opolu zarejestrował Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej. Czy tego typu działania nie są naginaniem obowiązującego prawa. Po co istnieć będzie takie stowarzyszenie? Nie, wręcz przeciwnie. To wyraz poszanowania prawa. Uzasadnienia wcześniejszych orzeczeń sądowych obrażały ludzką inteligencję. Powoływały się na definicje pojęć, które w statutach ubiegających się o rejestrację stowarzyszeń w ogóle nie figurowały. Narodowość jest natomiast definiowana jedynie w ustawie o spisie powszechnym - jako subiektywne poczucie. Tak więc opolski sąd postąpił tak, jak rzetelny sąd postąpić powinien. Rejestracja stowarzyszenia nie oznacza jeszcze oficjalnego uznania narodowości śląskiej. Uzyskanie tego ostatniego będzie zapewne głównym celem nowego stowarzyszenia.