Ślązakiem jest ten, kto chce nim być

Śląsk to moje życie

Śląsk to moja dusza

Śląsk to moja miłość

Śląsk to moje dziedzictwo

Śląsk to moje miejsce

Śląsk to moja kultura

Śląsk to moja energia

Ziemia Tarnogórska w legendach i podaniach

Na wykładzie Benka Szczecha

Projekt Historia lokalna na przykładzie wybranych powiatów, miast i gmin

Wykład Bernarda Szczecha o legendach górnośląskich

Wykład 20 grudnia 2011 r

Publiczność dopisała wyjątkowo

Eksplozja narodowego rozwolnienia

Michał Smolorz: Eksplozja narodowego rozwolnienia

Michał Smolorz
2010-12-06, ostatnia aktualizacja 2010-12-06 12:53

Już drugi tydzień odbieram telefony przerażonych przyjaciół z różnych stron Polski, którym ze strachu nawalają jelita - dzwonią z autentyczną troską, że oto nastąpił pierwszy krok do "dekompozycji państwa" - czytaj: Ruch Autonomii Śląska znalazł się u władzy.

Michał Smolorz
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Michał Smolorz
Cudowne są te płaczące głosy: "Jezus Maria, co wy robicie, dopiero 20 lat jak odzyskaliśmy niepodległość, a wy już rozpieprzacie młode państwo". Albo takie: "Najpierw Konrad Mazowiecki i rozbicie dzielnicowe, potem Wielki Fryc z Katarzyną i rozbiory, później Hitler ze Stalinem, a teraz Gorzelik". I wreszcie takie: "Skoro chcecie oderwania Śląska od Polski i przyłączenia do Niemiec, to po co wasi dziadkowie walczyli w powstaniach?".

Cóż się dziwić ludziom skazanym na media i wypowiedzi polityków, że popadają w przerażenie, bo oto "mamy największy kryzys polityczny od 1989 roku". Lokalni politycy, choć dobrze wiedzą, o co toczy się gra, z całym cynizmem podbijają bębenek. PiS-owski poseł Wojciech Szarama, człowiek skądinąd światły, świetny prawnik, bez zająknięcia łże w żywe oczy z radiowej anteny, że "RAŚ chce oderwania Śląska od Polski".
Lider SLD Grzegorz Napieralski, peregrynujący po województwie ze wsparciem dla własnych kandydatów przed II turą wyborów, z pogardą mówi o "tak zwanym RAS-iu", idealnie wpisując się w retorykę Jerzego Urbana (ów w stanie wojennym też mówił o "tak zwanej opozycji"). Ale to są polityczni przeciwnicy, można dyskutować nad skalą krytyki, ale trudno mieć wielkie pretensje. Najbardziej bolą strzały w plecy, bo oto na alarm uderzył sam... prof. Jerzy Buzek, który ma ze swoją śląską tożsamością sporo kłopotów. U progu politycznej kariery, jako AWS-owski premier w latach 1997-2001, zdecydowanie unikał rozmów o swoich korzeniach. Przypomniał sobie o nich po come backu, gdy kandydował do parlamentu europejskiego w 2004 roku, w kolejnych wyborach wręcz przymilał się do Ślązaków, uparcie powtarzał "jestem stąd". A teraz nagle ex cathedra z fotela przewodniczącego europarlamentu potępia autonomistów w czambuł. Śmieszność jest podwójna, zważywszy że jego przodek, prof. Józef Buzek, był autorem przedwojennej ustawy o statucie organicznym województwa śląskiego, faktycznym twórcą śląskiej autonomii.

Dajmy prawo wątpiącym do wyrażania swoich obaw i tłumaczmy im pieczołowicie, o co w tym dziele chodzi. Ale stanowczo piętnujmy tych polityków, którzy z premedytacją straszą Polskę autonomistami. Bo w takich Suwałkach trudno pojąć, jak fizycznie przyłączyć Górny Śląsk do Niemiec, skoro do najbliższej niemieckiej granicy mamy 200 km. Wykroić kawałek terytorium, podpiąć do wielkich helikopterów i przenieść gdzieś nad Nysę Łużycką?

Najważniejsze jednak są przeszkody nie polityczne, a mentalne. Zarówno rdzenni mieszkańcy tej ziemi, ich sąsiedzi oraz obywatele innych regionów przywykli, że Ślązakom wolno jedynie jeść krupnioki i pić piwo na festynie, świętować Barbórkę oraz składać wieńce pod pomnikiem powstańców. Stawanie do wyborów, wygrywanie ich i sięganie po władzę jest "streng verboten". A już formułowanie przez Ślązaków żądań konstytucyjnych woła o pomstę do nieba i wymaga wkroczenia ABW w asyście antyterrorystów.

Nie wiem, co Jerzy Gorzelik i jego dwaj kompani zwojują w wojewódzkim sejmiku i na fotelu wicemarszałka. Nie wiem, czy ktoś poważnie potraktuje ich śmiałe wizje, by w 2020 roku powstała nowa ustawa autonomiczna. Ale byliśmy świadkami - i to nam zostanie - jak po raz pierwszy w powojennej historii Ślązacy stanęli pod własnym szyldem i coś konkretnego ugrali. Nie oszukujmy się, na razie jest tego niewiele, wszystkie karty trzyma Platforma Obywatelska, której potrzebne były głosy RAŚ-owców do sformowania sejmikowej większości; mało prawdopodobne, by chciała angażować się w grę pod tytułem "autonomia". Ale nic nie jest na zawsze, PRL też upadł, choć nikt się tego nie spodziewał.


Więcej... http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,8774401,Michal_Smolorz__Eksplozja_narodowego_rozwolnienia.html#ixzz17cAbIHhX