Nie chodzi o politykę
Nie chodzi o politykę
Jako uczestnik konferencji "Śląsko godka - jeszcze gwara czy jednak już język" i prezes Towarzistwa Piastowanio Ślonskij Mowy "Danga" czuję się w obowiązku odnieść do tekstu p. senator Marii Pańczyk. Mówiłem już wiele razy, ale widocznie trzeba to ciągle powtarzać, żeby przebiło się do powszechnej świadomości, że uporządkowana forma pisana mowy śląskiej nie jest nam potrzebna do politycznej manifestacji! Jest ona nam niezbędna do (samo)edukacji, a bez niej nasza mowa nie przetrwa.
Gwary ludowe mogły istnieć samoistnie, a przekaz językowy z pokolenia na pokolenie był niezakłócony w czasach naszych pradziadów. W epoce, kiedy za dotknięciem pilota mamy 59 programów telewizyjnych nie ma miejsca na gwary ludowe w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.
Zwrócił na to uwagęę podczas konferencji dr Artur Czesak z UJ, przewrotnie nazywając się postdialektologiem. W dzisiejszych czasach język, który nabywa młode pokolenie, nawet w połowie nie pochodzi z przekazu w rodzinie. Krok po kroku, słówko po słówku, nasza śląszczyzna poddawana jest erozji, a stare śląskie słowa i zwroty zastępowane są przez ich ogólnopolskie odpowiedniki. Nie trzeba być naukowcem, żeby ten proces zauważyć. Wystarczy po prostu przyjrzeć się uważnie językowi młodego pokolenia i porównać go z językiem naszych ojców i dziadów zapisanym w pracach naukowych prof. Zaręby, Nitscha, Olescha.
Różnice regionalne typu "co wieś to pieśń" bledną w porównaniu z różnicami międzypokoleniowymi. Na te fakty zwrócił uwagę na konferencji Grzegorz Wieczorek, reprezentujący nasze towarzystwo. Obecnie nie jest problemem ilość materiałów, które powstają w założeniu, po śląsku. Problemem jest ich jakość. Wielu ludzi utożsamia mówienie po śląsku po prostu z niedbałym i byle jakim mówieniem po polsku, z wplecionymi kilkoma śląskimi końcówkami i okraszonym paroma zabawnymi ausdrukami. Maria Pańczyk zacytowała słowa 70-letniego Ślązaka. Ludziom w tym wieku żadne śląskie pismo nie jest potrzebne, bo nie jest im potrzebna językowa edukacja. Ci ludzie mówią po śląsku dobrze i będą mówili dobrze do końca swoich dni, bo wychowali się w innych czasach. Ci ludzie mogą stanowić dla nas wzorzec i źródło prawdziwej śląszczyzny. Tylko co będzie, gdy ich zabraknie?
Ja mam niecałe 40 lat i widzę zarówno po sobie, jak też po mojej rodzinie i znajomych, że pamięć i wyczucie językowe coraz częściej nas zawodzą. Kiedy chcę coś powiedzieć po śląsku, zastanawiam się, czy mówić "do Zabrzo", czy "do Zobrzo", "nasza", czy "naszo"? A nie chcę, by moje mówienie po śląsku było bełkotem. Chcę, żeby moja mowa była spójna i piękna. Nasza pamięć i wyczucie językowe muszą być wsparte formami przekazu bardziej precyzyjnymi niż tylko przekaz ustny. Potrzebujemy więc pisma. Z kolei jeśli pismo ma być medium wygodnym, jeśli nie chcemy w pocie czoła sylabizować przy czytaniu każdego śląskiego zdania, pismo musi być uporządkowane. Uporządkowanie nie musi oznaczać całkowicie ujednolicone.Wiele z różnic regionalnych można zachować, odpowiednio konstruując ortografię według zasady:"jedno pismo, rostomajto wymowa".
Podobnie nie trzeba dzielić włosa na czworo i arbitralnie decydować, czy poprawne jest "prodło", "rompla" czy "waszbret". Wszystkie te słówka są poprawne, a czym więcej różnych określeń na tę samą rzecz mamy, tym bogatsza nasza mowa i bogatsze środki wyrazu. Ochrona małego "języka", takiego jak nasz, wymaga świadomego wysiłku używających go ludzi. Do tej edukacji potrzebujemy słowników, podręczników, popularnych poradników, na których będziemy mogli się wzorować. Jaką radę miałaby organizatorka konkursów na Ślązaka roku dla mnie, gdybym chciał się zgłosić do konkursu? Niekoniecznie, żeby go wygrać, ale żeby się zmotywować do tego, żeby się podciągnąć w znajomości śląszczyzny. Muszą być przecież jakieś zasady, według których jury ocenia uczestników. Czy nie dałoby się tych zasad opisać i podać do publicznej wiadomości, żeby ludzie w moim wieku i młodsi mogli je sobie przyswoić.
W moim wywodzie ani razu nie padło żadne z groźnie brzmiących słów: "naród", "autonomia", "separatyzm". W naszych dążeniach nie ma polityki. Jest tylko szczere pragnienie ocalenia tej części dziedzictwa kulturowego naszej ziemi, które jest w wielkim niebezpieczeństwie.
Józef Kulisz prezes Towarzistwa "Danga" - Polska Dziennik Zachodni 9 lipca 2008