Ślązakiem jest ten, kto chce nim być

Śląsk to moje życie

Śląsk to moja dusza

Śląsk to moja miłość

Śląsk to moje dziedzictwo

Śląsk to moje miejsce

Śląsk to moja kultura

Śląsk to moja energia

Ziemia Tarnogórska w legendach i podaniach

Na wykładzie Benka Szczecha

Projekt Historia lokalna na przykładzie wybranych powiatów, miast i gmin

Wykład Bernarda Szczecha o legendach górnośląskich

Wykład 20 grudnia 2011 r

Publiczność dopisała wyjątkowo

Początek nowej ery

POCZĄTEK NOWEJ ERY?*

W końcu listopada odebrałem zdawkowy faks z zaproszeniem na posiedzenie Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, z porządkiem dziennym: "Ślązacy ? dynamika tożsamości, aspiracje językowe, identyfikacje narodowe". Przyznaję, nie miałem ochoty tam jechać, spodziewając się bezproduktywnego "bicia piany". Na baczność postawił mnie dopiero telefon od Kazimierza Kutza, wiceprzewodniczącego komisji, który z pasją przekonywał, że może to być kluczowy moment starań o śląską sprawę. Po tym telefonie już nie miałem wyboru, więc kupiłem bilet na pociąg, wdziałem świąteczny ancug i wybrałem się do stolicy. 

W porannym ekspresie spotkała się kilkunastoosobowa reprezentacja wszystkich znaczących organizacji regionalnych. Był Jerzy Gorzelik z obstawą Ruchu Autonomii Śląska, za nim Dietmar Brehmer ? dyżurny Niemiec z Katowic, Józef Buszman w imieniu Związku Górnośląskiego, Jan Hahn z Przymierza Śląskiego, nieoceniony Alojzy Lysko z Bojszów, który jest sam dla siebie instytucją; byli przedstawiciele wszystkich stowarzyszeń działających na rzecz śląskiego języka. Na miejsce dotarła też grupa z Opola. Na liście znalazło się w sumie 26 zaproszonych gości.

(...)To posiedzenie komisji nie ma żadnych automatycznych skutków prawnych. Jednak zakończono je dwiema ważnymi konkluzjami. Po pierwsze: w obecnym stanie "politycznej świadomości i woli" realne stało się wpisanie języka śląskiego do ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych jako języka regionalnego. A ściślej mówiąc: Ślązaków można uznać - obok Kaszubów - za "mniejszość językową", co automatycznie spowoduje nadanie naszemu językowi statusu języka regionalnego. Dalej idące postulaty, a zwłaszcza uznanie narodowości śląskiej, na dzisiaj są nierealne.

Po drugie: choć nie jest to warunek sine qua non, najpoważniejszym argumentem na rzecz szybkiego przeprowadzenia tej zmiany w ustawie byłoby przedstawienie choćby wstępnej dokumentacji kodyfikującej śląski język, nasamprzód jego pisownię, w dalszej kolejności elementarną gramatykę i słownictwo. Posłowie gorąco zachęcali nas do szybkiego przeprowadzenia tych prac.

Niewykluczone, że byliśmy świadkami zdarzenia bez mała epokowego. Możemy tę chwilę twórczo wykorzystać i rozpocząć proces, który zaprowadzi nas w miejsca, o których nam się dotąd nie śniło. Z logiki zdarzeń wynika, iż w krótkim czasie (dwa, trzy miesiące) należałoby zwołać Kongres Śląskiej Mowy z udziałem wszystkich zainteresowanych. Na nim z grona powszechnie uznanych autorytetów wyłonić komitet kodyfikacyjny i wyznaczyć mu czas na zakończenie kolejnych etapów prac. Wszystko powinno być ukończone w 2009 roku!

Możemy tę szansę utopić w prowincjonalnych gierkach i przepychankach. Niestety, już słychać o konkurujących ze sobą komitetach na rzecz kodyfikacji języka, z których każdy uznaje się za jedynie prawdziwy i uprawniony. Regionalni grafomani pospiesznie wydają przeróżne śląskie elementarze i podręczniki, każdy też jest "jedynie słuszny". Grozi nam, że wszystko skończy się... jak zawsze. Mówiąc najkrócej: teraz wszystko zależy od nas samych. Potem niech nikt nie sięga po starą śpiewkę, że warszawka... itd.

Michał Smolorz

*Całość tekstu ukazała się w „Gazecie Wyborczej" („Gazeta Lokalna" - Katowice nr 287, wydanie z dnia 09/12/2008, str. 2).