Kalejdoskop Śląski cz.2.

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Wydawnictwo współfinansowane przez Powiat Tarnogórski

Redaktor wydania: Jan Hahn

Wydawca: Przymierze Śląskie Tarnowskie Góry

42-600 Tarnowskie Góry, Ks. Siwca 4B/15

tel. 600 72 30 60

Skład i druk: Wydawnictwo Piotr Kalinowski, Kalety

ISBN 978-83-65324-38-2

ISSN 2534-8824

2

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Spis treści

Jan Hahn Od redakcji …......................................................................................5

Jan Hahn Przymierze Śląskie …..........................................................................7

Arkadiusz Kuzio – Podrucki Europejskie korzenie śląskiej szlachty ….........15

Jan Hahn Bitwa pod Grunwaldem a Śląsk. Wtedy i teraz ….........................21

Bernard Szczech Bytomskie tramwaje miejskie ..............................................29

Franciszek Wiegand Instytut Pamięci Rodzinnej Franciszka Wieganda …..37

Henryk Sporoń List do córek w Ameryce …....................................................49

Józef Tyrol Nakło Śląskie. Panowie …..............................................................55

Jan Hahn Rozwój reformacji na Śląsku ….......................................................77

Marek Ziaja My i Wy ….....................................................................................81

Kalendarium tarnogórskie …...........................................................................85

Notatki o autorach …........................................................................................91

3

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

4

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Od redakcji

Mamy już (przy drugim numerze) do czynienia z kontynuacją, zbieraniem

i wykorzystywaniem doświadczeń, uczeniem się na błędach, gromadzeniem

uwag krytycznych, jak i głosów przychylnych. Wiernych czytelników (o ile

można na tym etapie edytorskim takiego określenia użyć) może zaskoczyć fakt

zamieszczenia ponownie historii naszego stowarzyszenia. Uznaliśmy, że mamy

prawo do reklamy, ponadto uzyskujemy możność poinformowania

o najnowszych wydarzeniach w Przymierzu i ponowienia apelu o kontakt

z nami. Ponadto osób, które po raz pierwszy zetknęły się z tytułem, jest

zdecydowanie więcej.

Numer „Kalejdoskopu śląskiego” ukazuje się w maju, w rocznicę

wydarzenia najważniejszego dla dziejów Górnego Śląska – tak zwanego III

powstania śląskiego. Piszę „tak zwanego”, albowiem współcześnie większość

badających i rozpatrujących w inny sposób historię tych działań bojowych nie

widzi już w nich samorzutnego zrywu ludu śląskiego. Przeczą temu fakty,

dokumenty, świadectwa, wolne od ideologicznych nacisków i manipulacji.

Prezentujemy refleksję na ten temat Henryka Sporonia. Z uwagi na wiedzę

i doświadczenie autora zebrane w trakcie burzliwego i intrygującego życia,

uwagi skierowane do córek w Ameryce uznać można za prawdziwy obraz

działań powstańczych na zapleczu dowództw. Pan Henryk zgodził się na

zamieszczanie w naszym czasopiśmie swoich wspomnień i przemyśleń.

Pozyskaliśmy także do współpracy innego (bez żadnej przesady użyję tu

słowa: wybitnego) autora: Bernarda Szczecha. Już krótka notka biograficzna

zamieszczona na końcu, powinna dać Państwu wyobrażenie o formacie tej

postaci. Zabrakło miejsca na opis jego dokonań i listę jego publikacji. Jego

artykuły, które obiecał zamieszczać w następnych numerach, będą z pewnością

ozdobą kwartalnika.

Artykuły Arka Kuzio – Podruckiego, Benka Szczecha i Józka Tyrola

zaświadczają, że wyszły spod piór autorów bazujących na starych kronikach

i dokumentach, opierających się przede wszystkim na materiale

faktograficznym. Z jakże inną materią mamy do czynienia w pozostałych

5

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

tekstach! I ta właśnie różnorodność stylistyczno-tematyczna sądzę, może

świadczyć o wartości tego numeru „Kalejdoskopu śląskiego”.

Jan Hahn

6

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Przymierze Śląskie

Organizacja nasza powstała w 2002 roku z potrzeby chwili i w wyniku

określonego zapotrzebowania społeczeństwa śląskiego. W tamtym roku odbył

się Śląski Okrągły Stół, po nim próba utworzenia Jedności Górnośląskiej –

organizacji, która by łączyła i reprezentowała na zewnątrz liczne regionalne

stowarzyszenia. Na Górnym Śląsku ta piękna idea wtedy nie powiodła się,

z przyczyn aż do bólu prozaicznych i trywialnych. Postanowiliśmy wcielić ją

w życie w Powiecie Tarnogórskim. Od tamtych dni członkowie Związku

Górnośląskiego, Ruchu Autonomii Śląska, Stowarzyszenia Społeczno-

Kulturalnego Niemców, zgodnie i owocnie działali na rzecz rozwoju swej małej

ojczyzny. Wraz ze Starostwem i Domem Współpracy Polsko-Niemieckiej

organizowaliśmy przez wiele lat cykl wykładów projektu „Historia lokalna na

przykładzie wybranych powiatów, miast i gmin”. Na jakim poziomie stały one

i jakie osoby w tych spotkaniach brały udział, niech zaświadczy przykład

spotkania, które odbyło się w auli Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. St.

Staszica 24 lutego 2003 roku. Tematem był „Górny Śląsk po wkroczeniu Armii

Czerwonej – represje wobec rodzimej ludności w powiecie tarnogórskim po II

wojnie światowej”. Referat wygłosił Dietmar Brehmer – prezes Niemieckiej

Wspólnoty Pojednanie i Przyszłość, koreferat Jerzy Gorzelik. Spotkanie

prowadził i dyskusję panelową moderował Wojciech Czech. W tej samej szkole

pod tym samym prowadzeniem odbyła się Debata Oksfordzka o Śląsku,

rzecznikiem jednej grupy młodzieży był dr Jerzy Gorzelik, drugiej – prof. Ewa

Chojecka. Inne wykłady ukazywały postaci związane z Tarnowskimi Górami

a prawie całkiem zapomniane (Robert Kurpiun, Valeska von Bethusy-Huc).

Profesor Grażyna Szewczyk, które twórczość tych pisarzy przybliżyła, była

wielokrotnie jeszcze naszym gościem.

7

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Cały ten cykl wykładów otwarty został prelekcją A. Kuzio-Podruckiego:

Czy Jerzy Hohenzollern zasłużył na pomnik w Tarnowskich Górach?”. Po nim

nastąpiły kolejne – wspomagane w międzyczasie licznymi publikacjami,

odkłamujące historię i zwalczające zainfekowaną w PRL germanofobię.

Powstał nawet z naszej inicjatywy „Komitet Budowy Pomnika Książąt

Założycieli Tarnowskich Gór – Jerzego Fryderyka von Ansbach i Jana II

Dobrego”. Wszystko to wywołało zainteresowanie reporterów i publicystów ze

stolicy regionu. Chcąc być najbliżej prawdy, zaznaczyć należy, że na przykład

wizyta reporterki rozgłośni radiowej nastąpiła po oświadczeniu miejscowego

historyka, w którym wyraża obawę przed zalewem grodu gwarków przez rzesze

gejów, bowiem (jego zdaniem) obaj książęta byli ich najsławniejszymi

i najdostojniejszymi przedstawicielami.

Wypada też zwrócić uwagę na cykl wykładów poświęcony szlachcie

i arystokracji śląskiej, szczególnie zaś rodowi Henckel von Donnersmarck.

8

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Wykłady te a także wizyty głównego prelegenta – dra A. Kuzio-Podruckiego

w ościennych miastach, zaowocowały nadaniom ulicom, placom Piekar

Śląskich, Rudy Śląskiej i Zabrza imienia tego zasłużonego rodu. Jego senior –

książę Guidotto Henckel von Donnersmarck otrzymał na nasz wniosek tytuł

Honorowego Obywatela Tarnowskich Gór. Pod jego też honorowym patronatem

(jak również jego przyjaciela – szefa śląskich arystokratów księcia Joachima

Birona von Kurland i tarnogórzanina - arcybiskupa Bolesława Pylaka) i we

współpracy z Urzędem Miejskim zorganizowaliśmy 11 września 2010 roku

I Światowy Zjazd Tarnogórzan.

Wykłady – szczególnie w początkowym okresie, połączone były

z występami artystycznymi. Ich rodzaj był różny: od występów zespołów

rockowo-bluesowych („Koala Band”) poprzez folklorystyczne („Miedarzanie”),

muzyki klasycznej („Classical”), po mieszane: z pokazem filmów Klucznioka

i występem kabaretowym „Tolusia” Skupińskiego i Jerzego Cnoty. Najbardziej

9

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

okazałą oprawę miał wykład o hrabim Redenie i jego zasługach. Ponieważ

włączono go w ramy powiatowych obchodów barbórkowych, znalazły się

pieniądze na przepiękny koncert Orkiestry Lirycznej z Wrocławia w kościele

św.św. Piotra i Pawła. Występ Skupińskiego i Cnoty odbył się w pałacu w Nakle

Śląskim. Pałac ten, jeszcze przed remontem, stał się miejscem dziesiątek imprez

kulturalnych organizowanych przez Powiat Tarnogórski wespół z Przymierzem

Ślaskim. Tutaj odbył się wernisaż wystawy malarstwa Erwina Sówki, który

zgromadził czołowe postacie życia artystycznego regionu. To tutaj odbyła się

pierwsza ceremonia wręczenia „Górnośląskich Tacytów” – nagród im.

Ks. Agustina Weltzla w dziedzinie kultury. W 2006 roku otrzymali je prof. Ewa

Chojecka i Henryk Waniek. Laudacje w tym niezapomnianym dniu wygłosili

prof. Zbigniew Kadłubek i Jerzy Gorzelik.

Oprócz działalności oświatowo-popularyzatorskiej mocno

zaangażowaliśmy się w sprawę ustawowego uznania śląskiego języka

regionalnego. Przedstawiciel naszego stowarzyszenia był – na zaproszenie posła

Kazimierza Kutza na posiedzeniu odpowiedniej komisji sejmowej.

Ukoronowaniem tych działań było zorganizowanie 30 czerwca 2007 roku pod

auspicjami naszej organizacji – choć lwią część prac wykonał Andrzej

Roczniok, historycznej już konferencji pod patronatem Krystyny Bochenek

w Sali Sejmu Śląskiego: „Ślonsko godka – gwara, czy może język”. Wydarzenie

to zainicjowało wzmożeniem prac nad językiem śląskim – komisji pod

kierunkiem prof. Jolanty Tambor (z naszym udziałem) i wydaniem „Ślabikorza”

elementarza do nauczania ślonskij godki (Urząd Marszałkowski dał nam na to

15 000 zł). Skoro jesteśmy przy wydawnictwach: wydaliśmy także „Roladę”

powieść obyczajową Jana Drechslera, „Ilustrowaną historię Śląska w zarysie”

Jana Hahna i tegoż autora „Śląsk w Europie” i „Lux ex Silesia”. Te trzy ostatnie

pozycje stanowiły najważniejszy element projektów edukacyjnych „Przymierza

Śląskiego” polegających na lekcjach w szkole na temat historii Śląska

i rozdawaniu książeczek.

10

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Zajmowaliśmy się też filmem. W ramach I Festiwalu filmów o Śląsku

zorganizowaliśmy pokazy filmów dokumentalnych w Klubie 22 w Czarnej

Hucie i w Kopalni Zabytkowej, odbyło się spotkanie z założycielami

niezmiernie zasłużonego klubu filmowego z Pyskowic. Ceremonię wręczenia

nagród (Grand Prix otrzymał Bartłomiej Zylla) przeprowadziliśmy w pałacu

w Rybnej.

Wiele satysfakcji dostarczyła nam współpraca ze stowarzyszeniem „Śląski

Dzwon Nadziei”. Jego prezes – Gabriela Horzela-Szubińska, zresztą członek

i naszego stowarzyszenia, stworzyła spektakl „To ja – Twoja Marysieńka”

cieszący się ogromnym powodzeniem. W przedstawieniu – obok władz

i najpopularniejszych postaci Tarnowskich Gór, a potem Zabrza, udział brał

prawie cały zarząd Przymierza. Razem z „Dzwonem …” odwiedziliśmy

siedzibę hrabiego Andreasa Henckel von Donnersmarck i księcia Guidotto.

Zajmowaliśmy się także sportem. Wiceprezes Roman Boino miał wykład

w Galerii „Inny Śląsk” o „Początkach klubów piłkarskich na Górnym Śląsku”.

11

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Wydaliśmy też jego kompendium wiedzy o skacie, bardzo pomocne

w turniejach skatowych, które organizowaliśmy.

Proszę mi wierzyć, że wymienione wyżej imprezy i wydarzenia stanowią

część naszej działalności. By podkreślić jej różnorodność i fakt, że siłami

naszych członków „ogarnąć” potrafimy każdą dziedzinę, niech świadczy prosta

wyliczanka: wmurowanie w mur, okalający „Dworek Goethego” tablicy

z napisem: „Ślązakom – jacy by nie byli” (pomysł Jana Drechslera), otwarcie

we wrześniu 2012 roku „Ślonskij rompel-kamery” w klubie „22” w Czarnej

Hucie, gdzie swoje skarby pokazali Walenty Mosch, Roman Gatys, Andrzej

Wiegand, spotkanie z wybitnym śląskim aktorem Bernardem Krawczykiem

w Sali Rycerskiej Kompleksu Zamkowego w Starych Tarnowicach. Roman

Gatys przetłumaczył pamiętniki barona Furstenberga z Kopaniny. W 2012 roku

byliśmy nawet organizatorami Dni Kultury Hippisowskiej w Tarnowskich

Górach!

Przymierze Śląskie jest członkiem Rady Górnośląskiej – grupującej dziś

14 organizacji regionalnych, będącej (lub mającej być) wyrazicielem opinii

przeważającej części Ślązaków. Jako znaczące ogniwo tej Rady, bierze udział

w marszach i zgromadzeniach w których fizycznie trzeba było okazać swoje

poparcie. W tym roku był to Marsz na Zgodę w ostatnią niedzielę stycznia

i 19 marca opolski marsz w obronie samorządów.

12

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Osoby pragnące poświęcić się takiej działalności, przyjmiemy serdecznie

i ochoczo. Stawiamy tylko jeden warunek: współpracownikiem naszym musi

być osoba, poczuwająca autentyczną więź emocjonalną ze swą Małą Ojczyzną –

hajmatem. I nie może należeć do żadnej partii.

Jan Hahn – prezes Przymierza Śląskiego

13

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

14

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Europejskie korzenie śląskiej szlachty

Niektóre rody związane są ze Śląskiem od zarania swych dziejów. Inne

osiedlały się kupując tutaj majątki, dziedzicząc je poprzez małżeństwa, itp.

Jedne po jakimś czasie wymierały lub emigrowały dalej w Europę. Wszystkie

łączy jedno: ich nazwiska na zawsze pozostaną związane ze Śląskiem, gdzie

pozostawili kawałek swojej historii.

Śląscy Strachwitzowie

Najstarszym przedstawicielem rodu jest Wojsław ze Strachowic (dziś

dzielnica Wrocławia), po raz pierwszy wymieniony w dokumencie z 1285r.

Na pierwsze zaszczyty jego potomkowie musieli czekać bardzo długo.

W 1630r. w Ratyzbonie cesarz Ferdynand II Habsburg nadał Krzysztofowi

i Maksymilianowi von Strachwitz tytuł baronów (niem. Freiherr) von Groß-

Zauche (= Sucha Wielka koło Trzebnicy). Pod koniec wieku XVIII Karol

uzyskał od króla pruskiego tytuł hrabiego (niem. Graf) Strachwitz von Groß-

Zauche und Camminetz (= Kamieniec koło Pyskowic).

Poprzez koligacje odziedziczyli zamek i dobra w Kamieniu Śląskim.

Historia nowej posiadłości nierozerwalnie związana była z rodziną Odrowążów

i pochodzących z niej Św. Jacka (patrona archidiecezji katowickiej) i błog.

Bronisławy.

Imię świętego stało się niemalże dynastycznym wśród kolejnych

właścicieli. Jacek (II) był protektorem wielkich uroczystości w 1857 roku

z okazji 600-lecia śmierci świętego. Jacek (IV) w 1894 roku był natomiast

protektorem uroczystości 300-lecia kanonizacji św. Jacka. W Kamieniu Śląskim

zebrały się wielkie tłumy. Na transparentach po polsku i niemiecku wypisano

najważniejsze wydarzenia z życia świętego. Jego grób znajduje się w Krakowie.

Tam także zorganizowano uroczystości: „...Okazale przebiegała uroczystość

w Krakowie, w której uczestniczył kardynał Kopp z Wrocławia i obydwaj

hrabiowie Strachwitzowie z Izbicka, szczycący się pochodzeniem z rodziny

świętego. Najbardziej podniosłym momentem uroczystości była prowadzona

15

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

przez kardynała Koppa procesja z relikwiami św. Jacka, udająca się do katedry

wawelskiej...”.

Równie odległe są dzieje

Schaffgotschów z Miśni.

Najpewniej w otoczeniu niemieckiej księżniczki z Meranu Jadwigi

Andechs (żony ks. Henryka Brodatego, zmarła w 1243r. w 1267 kanonizowana),

przybył praprzodek tej rodziny. Od księcia legnickiego Bolesława Rogatki

otrzymali zamek Stara Kamienica. Gotsch II Schoff, prawie 150 lat później

dostał od ks. Agnieszki, wdowy po Bolku II świdnicko-jaworskim zamek

Chojnik (niem. Kynast). Potem przyszła kolej na dalsze zamki i posiadłości.

Po zdobyciu majątku przyszedł czas na zadbanie o pozycję rodziny. Hans

Ulryk pojął za żonę księżniczkę legnicko-brzeską, Barbarę Agnieszkę. Teraz

jako książęcy zięć stał się zdecydowanie ważniejszym. Niestety związki te nie

uchroniły go w czasie wojny 30-letniej, gdy jako stronnik Wallensteina naraził

się cesarzowi. Aresztowano go i stracono w 1635r. w Ratyzbonie.

Skonfiskowano majątki, a państwo stanowe Żmigród (niem. Trachenberg)

przekazano rodzinie Hatzfeld.

Syn Hansa Ulryka, Krzysztof Leopold odzyskał dobra przodków, ale bez

Żmigordu. Jego pozycja jednak na tym nie ucierpiała. Chrzestną jego córki

miała zostać królowa Polski Marysieńka. Nie zgodził się na to cesarz

i Schaffgotsch ustąpił.

W 1708r. spotkał rodzinę wielki zaszczyt. Cesarz jako król czeski i pan

Śląska wyraził zgodę, aby Schaffgotschowie, jako najbliżsi krewni wygasłej

dynastii Piastów połączyli swój herb z herbem wymarłego rodu.

Hescy Hatzfeldowie

pochodzą z Górnej Hesji, gdzie na rzeką Ederą był dawniej zamek

Hatzfeld. po raz pierwszy zapisano o nich wiadomości w XII w. Twórca potęgi

rodu był Melchior (zm. 1658r.). W czasach wojny 30-letniej poparł cesarza. Ten

odwdzięczał się jak mógł i nadawał swemu generałowi kolejne włości:

Rosenberg we Frankonii, hrabstwo Gleichen w arcybiskupstwie Moguncji, itd.

Najważniejszym jednak było przekazanie w 1641r. państwa Żmigród na Śląsku.

Z ta włością związane zostały losy rodziny na następne stulecia.

16

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Hatzfeld gromadził nie tylko posiadłości ziemskie, ale również

arystokratyczne tytuły. W 1635r. razem z bratem Hermanem i kuzynem

Wilhelmem Henrykiem został wywyższony do godności hrabiów cesarstwa

(niem. Reichsgraf). Kilka lat później Melchior z bratem mógł dodać do swego

nazwiska godność hrabiego Gleichen. W 1643r. Żmigród został podniesiony do

statusu wolnego państwa stanowego. Teraz Hatzfeld, choć nie z nazwy, był

równy książętom.

Melchior pomagał nie tylko cesarzowi. gdy wybuchła wojna polskoszwedzka

nam znana jako „potop” – walczył po stronie króla Jana Kazimierza.

Z dumą podkreślają jego potomkowie, że spośród 18 bitew, wygrał 16. Melchior

pochowany w Prusicach na nagrobku ma wykuty napis „Liberator Poloniae”.

Gdy polskiemu królowi ofiarował swe umiejętności poddany cesarza,

bywało i na odwrót. W służbę cesarską wstąpił

Polak - Gaszyn

Melchior Ferdynand. Chyba służył wiernie bo cesarz wynagradzał go

hojnie. W 1631r. otrzymał majątek Żyrowa koło Góry Św. Anny. Tuż po

świętach Bożego Narodzenia w 1632r. wraz z braćmi został wyniesiony do

godności czeskiego barona Gaschin von und zu Rosenberg (= Olesno Śląskie).

Nieco ponad tydzień później dodatkowo uzyskali oni tytuł hrabiów austriackich,

w 1635r. hrabiów czeskich, a 24 lipca 1653r. w Ratyzbonie tytuł hrabiów

cesarstwa.

Najbardziej trwałym pomnikiem pozostawionym przez potomków

Melchiora Ferdynanda jest klasztor franciszkański i kalwaria na Górze Św.

Anny. Powstał na przełomie XVII i XVIII wieku. Stał się symbolem wspólnych

dziejów Śląska. Każdy z przybyłych, czy to po niemiecku, polsku, czy też

czesku modlił się o pomyślność swą i ziemi rodzinnej, tj. Śląska.

Wiernie swa gotówką cesarzowi służyli

Henckel von Donnersmarckowie ze Spisza.

Donnersmarckt to niemiecka wersja nazwy miejscowości Spiski

Czwartek, skąd się wywodzili. Na Spiszu mieszkali obok siebie Słowianie,

Żydzi, Sasi i Węgrzy. Kim byli Hencklowie? Tego oni sami nie mogą nawet

powiedzieć.

17

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

W 1417r. w czasie soboru w Konstancji zostali uznani przez Zygmunta

Luksemburga króla Węgier (a także władcy Czech i cesarza) za szlachtę

węgierską.

Na Śląsku pierwszym był wybitny humanista Jan II Henckel, który

w 1531r. został kanonikiem we Wrocławiu. Zmarł osiem lat później i spoczął

w kryptach tamtejszej katedry.

Przez następne sto lat na Śląsk przybywali jego krewniacy. Dopiero

działanie dwóch Łazarzy, ojca i syna, doprowadziło do przeniesienia się rodziny

już na stałe na Górny Śląsk. W 1603r. formalnie, a 20 lat później faktycznie

objęli władzę nad Bytomiem, Tarnowskimi Górami i Boguminem. W kolejnych

latach zdobywali także arystokratyczne tytuły: barona, a potem hrabiego

cesarstwa. Później coraz bardziej rosła ich fortuna i znaczenie, aż do czasów

1. księcia von Donnersmarck, Guido ze Świerklańca (zm. 1916r.), drugiego

najbogatszego człowieka w cesarstwie niemieckim.

Czescy Lobkowicze

Najstarsze wzmianki o przodkach tego znanego rodu pochodzą

z przełomu XIV i XV w. i dotyczą niejakiego „Nicolaus de Ujezd alias de

Lobkowicz”, pochodzącego z terenów północnych Czech. Początek wielkiej ich

historii związany jest z imieniem Zdenka Wojciecha (zm. 1628r. czasami pisano

jako Zdenko Adalbert). Nie był najbogatszym w momencie swych urodzin.

Wybuch wojny 30-letniej dał mu szansę. W czasie gdy wielu Czechów

opuszczało Habsburga, on pozostał mu wierny. Ferdynand II przywilejem

z 17 sierpnia 1624r. wyniósł Zdenka do godności księcia cesarstwa (niem.

Reichsfürst). Obdarzony wspaniałym tytułem zmarł cztery lata później.

Poczynania Zdenka kontynuował syn, Wacław Euzebiusz (zm. 1677r.).

W 1641r. otrzymał dobra Neustadt w południowych Niemczech o statusie

księstwa. Wraz z tą godnością został włączony do kurii książęcej sejmu Rzeszy.

9 lipca 1646r. nabył od cesarza Ferdynanda III śląskie księstwo Żagań,

z kolejnym tytułem książęcym Herzog zu Sagan (Herzog to najwyższy tytuł

książęcy w niemieckiej hierarchii feudalnej).

18

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Jego potomkowie rządzili w Żaganiu, aż do 1786r. gdy zdecydowali się

sprzedać śląskie włości (dostały się one pod rządy pruskie) i przenieść do

rodzinnych Czech. Nabywcą Żagania byli

Bironowie z Kurlandii.

Ich kariera zaczęła się w... alkowie Anny Romanow, księżnej Kurlandii,

a później carowej Rosji.

W 1710r. Anna został wydana za mąż za kurlandzkiego księcia Fryderyka

Wilhelma. Zaledwie kilka miesięcy później owdowiała. 18-letnia księżniczka

właśnie wówczas poznała o trzy lata starszego szlachcica Jan Ernesta Birona. To

on właśnie stał się najważniejszą postacią w jej otoczeniu gdy w 1730r. wróciła

do Petersburga i objęła tron carów. Za wierną służbę był sowicie wynagradzany.

W 1737r. po śmierci ostatniego z książąt Kurlandii z rodu Kettlerów za jej

poparciem sejm Rzeczypospolitej (księstwo było polsko-litewskim lennem)

opróżniony tron przekazał faworytowi carowej. Ten jednak na tym nie

poprzestał i dalej gromadził fortunę. W 1734r. kupił śląskie państwo stanowe

Syców (niem. Wartenberg). Jego dziedzic Piotr (ostatni książę Kurlandii)

dokupił do tego w 1786 księstwo żagańskie od Lobkowiczów. Po śmierci Piotra

w 1800r. Syców natomiast odziedziczył bratanek księcia Gustaw Kalikst. Żagań

odziedziczyły jego córki. Z ręką najmłodszej przeszedł na rodzinę

francuskich Talleyrandów.

Należą do jednej z najstarszych arystokratycznych rodzin Francji.

Wywodzą się z rodu hrabiów de Perigord, rządzący w tej południowej

francuskiej krainie od IX wieku. Najsłynniejszym przedstawicielem był Karol

Maurycy de Talleyrand-Perigord. U szczytów władzy pozostawał kilkadziesiąt

lat. Od czasów Ludwika XVI, przez początek rewolucji francuskiej, rządy

Dyrektoriatu, Konsulatu, cesarstwo Napoleona, restaurację Bourbonów aż po

rewolucję lipcową i początki monarchii Orleanów. Zaiste imponująca lista. Był

jednym z najbardziej wpływowych ludzi swej epoki.

Prawdopodobnie za namową Karola Maurycego doszło do spotkania,

a później mariażu jego bratanka Edmunda z księżniczką Dorotą Kurlandzką.

W 1845r. odziedziczyła ona książęcy Żagań. Po jej śmierci w 1862r. Edmund

jako regent rządził tamże w imieniu swego syna Ludwika Napoleona.

19

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Poprzez mariaż na Śląsk dostali się także

włoscy Ballestremowie.

Jednym z najstarszych znanych nam przodków jest Francesco Ballestrero,

mieszkający w Astii koło Turynu. Jego potomkowie odziedziczyli dobra di

Castellane i związany z nimi tytuł hrabiowski. Odtąd nazywali się Conte

Ballestrero di Castellengo.

Pierwszym na Śląsku był Giovanii Baptista Angelus. Długo nie pozostał

w rodzinnym Piemoncie. Najpierw służył na dworze księcia Weimaru, po czym

przeszedł na służbę do armii cesarskiej. Gdy w 1740r. wybuchła wojna o Śląsk

między Austria i Prusami, Giovanii służył w wojsku ale pruskim. Po

zwycięstwie pozostał w armii Fryderyka Wielkiego i dosłużył się stopnia

oficerskiego. Kilka lat później ożenił się z Marią Elżbietą Augustą von Stechow.

Mariaż ten miał przynieść w 1798r. po śmierci jej brata, dziedzictwo majoratu

Pławniowice-Ruda-Biskupice. Pierwszym z Ballestremów władającym tym

majątkiem był Karol Franciszek.

Śląskie dzieje wszystkich wymienionych wyżej rodów, jak i wielu innych,

skończyły się w

1945 roku.

Pod koniec II wojny światowej – o ile wcześniej nie wymarli bądź

wyemigrowali – uznani zostali za obcych na Śląsku. Jeżeli dziś nadal chcemy

im odmawiać określenia śląska szlachta, przez analogię miana polskich powinne

zostać pozbawione takie rodziny jak: Czartoryscy, Jagiellonowie, Wazowie,

Tyszkiewiczowie, Kościuszkowie, Platerowie, Traugutt, Hauke-Bosak,

Chodkiewiczowie, Sanguszkowie, Radziwiłłowie, itd., itp.

Arkadiusz Kuzio-Podrucki

20

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Bitwa pod Grunwaldem a Śląsk. Wtedy i teraz.

Zbliża się kolejna rocznica przełomowej, symbolicznej i mitotwórczej jak

rzadko która, bitwy. Już widzę te karkołomne zabiegi prawdziwych patriotów

obozu rządzącego wokół kluczowej dla nich rocznicy. Pamiętajmy bowiem, że

kampania wyborcza PiS w 2005 roku rozpoczęła się na tle obrazu Matejki

Bitwa pod Grunwaldem”. O ile jednak Adenauera można było przyoblec

w płaszcz krzyżacki, to z kanclerz Merkel sprawa się komplikuje.

Stosunek Ślązaków do tej bitwy (tak samo jak i do czasów II wojny

światowej i wojen napoleońskich) jest różny od tego, jaki mają pozostali

obywatele Polski. Ich pojmowanie świata związane jest z kulturą zachodnią,

z którą byli ściśle związani przez wieki, podczas gdy od czasów Jagiełły do

Piłsudskiego Polska orientowała się na wschód. Z tysięcznych powodów, tak

w średniowieczu, jak i teraz, Ślązaków nie dręczy germanofobia.

W średniowiecznej Europie dominowało jedno państwo: Cesarstwo

Rzymskie Narodu Niemieckiego, którego częścią było królestwo Czech, a jego

perłą w koronie – Śląsk. Jego książęta, potomkowie królewskich dynastii

(Piastów i Przemyślidów), grali pierwszoplanowe role na dworze w Pradze

(Przemysław I Noszak), lub na dworze króla Węgier (Władysław Opolczyk). Za

swe usługi otrzymywali nadania ziemskie, najwyższe tytuły i funkcje

(namiestnika, palatyna). Polska była krajem nieustabilizowanym, o potencjale

równym największym księstwom śląskim. Sprawa korony ziem śląskich

i polskich wydawała się otwarta. Kazimierz Wielki Polskę wzmocnił, lecz

dopiero Władysław Jagiełło i jego plany unii z Litwą mogły uczynić z niej

drugą potęgę w tej części Europy. Książęta śląscy nie mieli zamiaru być między

młotem i kowadłem, pionkami w grze mocarstw.

Pierwszy zareagował książę opolski Władysław. Opracował on plan

cokolwiek radykalny: rozbioru Polski przez Węgry, Śląsk, Morawy

i Krzyżaków. Oczywiście miał zgodę swego pryncypała – Zygmunta

Luksemburskiego. W 1392 roku przedstawił tę koncepcję Wielkiemu Mistrzowi

Konradowi Wallenrodowi. Ten, plan .... odrzucił (czyżby teoria Mickiewicza,

21

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

nie poparta przez historyków, o słowiańskim pochodzeniu Konrada była

prawdziwa?). W odwecie Jagiełło skonfiskował wszystkie ziemie Opolczyka w

Polsce, najechał Górny Śląsk i zmusił księcia do kapitulacji. Jego bratankom

pozwolono władać większością księstwa po złożeniu przysięgi, że przeciw

królowi Polski walczyć nie będą. Stąd brak zaangażowania się tego księstwa

w wojnie polsko-krzyżackiej.

Zatarg Polski z państwem krzyżackim doprowadził do wielu rozmów,

prób załagodzenia konfliktu, żmudnych, trudnych negocjacji. Zgodnie

z ustaleniami obu stron, rozjemcą został król Czech. Do prowadzenia

pertraktacji wybrał on książąt: wrocławskiego, świdnickiego i oleśnickiego.

Rozjemcą z ramienia króla Węgier był książę cieszyński Przemysław Noszak.

Już wtedy Ślązacy językowo, mentalnie i kulturowo dobrze byli obeznani

z trzema kulturami: polską, czeską i niemiecką, mediatorami byli więc

idealnymi.

Ich chwalebne wysiłki poniesione w walce o pokój spełzły na niczym.

Nowy mistrz zakonu nie był targany wątpliwościami, jak mickiewiczowski

Konrad. Dążył zdecydowanie do starcia.

Do momentu bitwy sojusznikiem Jagiełły był Wacław IV, król Czech.

Z tego też względu w obozie króla Polski znalazł się silny zaciąg rycerzy

z Czech pod dowództwem Jana Żiżki, „złapanego w kadrze” przez Matejkę.

Śląsk też przeprowadził zaciąg. Był to winien królowi Czech (nie stanom

czeskim, lecz królowi, jak dobitnie podkreślano na Śląsku). Zaciężne wojska

z Czech i Śląska, jak także chorągiew smoleńska skierowane zostały do centrum

wojsk polskich, gdzie wkrótce zaczęły się toczyć najkrwawsze walki –

o chorągiew z białym orłem.

22

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

I o ile straty wśród polskiego rycerstwa były stosunkowo małe, to

chorągwie: smoleńska, czeska i śląska straty poniosły straszliwe. Można by więc

twierdzić zgodnie z historyczną prawdą, że Ślązacy złożyli na Polach

Grunwaldu krwawą ofiarę w obronie Polski i jej flagi narodowej. Jej znaczenia

nie powinien umniejszać fakt, że ponieśli ją niejako pod przymusem

i z obowiązku.

Gdyby bowiem nie sojusz króla Czech i zaciąg wojska na Śląsku, Ślązacy,

jak jeden mąż walczyli by u boku krzyżaków. Dlaczego?

1. W ówczesnej Europie, by okryć się chwałą i zasłużyć na zbawienie, można

było walczyć ( po klęsce krucjat i wchłonięciu Ziemi Świętej przez państwo

arabskie): z Maurami w Hiszpanii, z Turkami na Bałkanach, lub z Litwinami,

23

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Prusami, Żmudzinami w komturiach krzyżaków. Tę trzecią możliwość wybierali

nie tylko śląscy rycerze. Do wspaniałych zamków przybywali rycerze

z Niemiec, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Anglii, Szwajcarii, Skandynawii.

W 1392 roku walczył na Żmudzi z poganami Henryk, książę Derby, przyszły

Henryk IV Lancaster – król Anglii. Na tzw. rejzy, czyli wypady na pogan,

wybierał się razem z krzyżakami sam książę Witold, ochrzczony przez nich

i nazwany Wigandem. Władysław Opolczyk wraz z innymi dolnośląskimi

książętami przyłączył sporo ziem do swej wtedy Rusi halickiej. Z jednej z nich

(z Bełza) pochodzi Czarna Madonna.

2. Z krzyżakami łączyły Ślązaków interesy. Zasadźcami (założycielami

i pierwszymi wójtami) prawie wszystkich miast w posiadłościach Zakonu, byli

mieszkańcy śląskich miast. Wyspecjalizowali się oni też w budowie z cegły

imponujących warowni (zamek np. w Malborku zbudował Bartosz z Nysy).

3. Nie widzieli ani jednego powodu, by przyłączyć się do polskiej koalicji, na

czele której stał król - jedyny taki w Europie, nie przynależący do jakiejkolwiek

znanej dynastii, czy nawet z nią spokrewniony. Król znikąd, wczoraj jeszcze

poganin. Towarzystwo zbrojnych też jakieś podejrzane i nie wiadomo skąd

wzięte: ludzie w skórach i z dzidami, Tatarzy, Rusini, Serbowie. Byli

przekonani, że rycerze zakonni czynią to, do czego zostali powołani: prowadzą

misję chrześcijańską i cywilizacyjną.

Z własnej, nieprzymuszonej woli, korzystając ze swej prawie

nieograniczonej niezależności, po stronie krzyżackiej walczyli rycerze księstw

dolnośląskich. Księstwo oleśnickie walczyło pod swoją chorągwią i pod

dowództwem księcia Konrada VII Białego. Pod jego sztandarami walczyli też

nasi praprzodkowie – do Konrada należała też ziemia gliwicka i bytomska. Jego

rycerz (herb jego widniał na zbroi) przekazywał Jagielle dwa nagie miecze

(według reżysera Forda). Drugim posłem był rycerz księcia szczecińskiego

Kazimierza (stąd ich znajomość polskiego). Miecze zaś należały do komtura

z Tucholi, który miał zwyczaj wożenia ze sobą takiego sprzętu. Po stronie

krzyżackiej walczył też książę ziębicki i nieokreślona liczba śląskich panów

feudalnych i rycerzy.

24

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Bitwa pod Grunwaldem i jej rezultat – miażdżące wręcz zwycięstwo

Polaków, wywarła wrażenie na całej Europie i uruchomiła cały szereg

interwencji i akcji dyplomatycznych. Zygmunt Luksemburski, król Węgier,

wzywał wręcz do krucjaty. Wacław IV, król rzymski i czeski zmienił swe

stanowisko wobec Jagiełły i złożył już w sierpniu obietnicę nowemu mistrzowi

krzyżackiemu, że przybędzie na pomoc wraz ze śląskimi książętami i margrabią

morawskim Jostem.

Cała Europa nastawiona była negatywnie do zwycięzców. Nie tylko

dlatego, że w bitwie zginęli przedstawiciele rycerstwa wielu krajów. Ważna dla

nich była oficjalna, prawna wykładnia konfliktu polsko-krzyżackiego. Po

wieloletnich pertraktacjach, obie strony oddały się pod osąd Wacława IV

(początkowo sojusznika Jagiełły). W lutym 1410 roku, po długich obradach,

wydał on orzeczenie, w którym m.in. obie strony zostały zobowiązane, by nie

korzystać w walce przeciw sobie z pomocy niewiernych. Dalsze postanowienia

miały być podjęte w maju we Wrocławiu. Werdykt ten rozsierdził stronę polską

i zbojkotowała ona dalsze etapy rokowań pokojowych. Wkrótce „niezliczone

zastępy Litwinów, Żmudzinów, Rusinów i Tatarów oraz innych znanych

wrogów i prześladowców krzyża Chrystusowego i całej religii chrześcijańskiej”

(słowa króla Zygmunta) pojawiły się pod Grunwaldem.

Strona polska próbowała ukazać żarliwość wiary króla Jagiełły i księcia

Witolda, uczestniczących w modłach i w mszy świętej przed i po bitwie,

gotowość przyjęcia chrztu przez pozostałych członków koalicji (o Tatarach nie

wspominano). Rozpowszechniano także „świadectwa” ciurów obozowych

krzyżackich o unoszącej się nad pobojowiskiem świetlistej postaci w szatach

biskupa, błogosławiącej Polakom.

W Polsce zaś, wojna i bitwa (jak zwykle) zrodziła potwory. Imiona ich to:

nienawiść i zaślepienie. Wróg był jeden: Niemce. W obliczu tego wroga każdy

sojusz był dopuszczalny, każda metoda dozwolona. W trakcie kilkudziesięciu lat

wojny strona polska dopuściła się wielu okrucieństw. Do literatury polskiej

trafiła „poezja” z tego okresu z dumą odnotowująca, że: „bito Niemce jako

cielce i Nemkinie jako świnie i Niemczęta jako psięta” – te dźwięczne i pełne

uzasadnionej dumy słowa powstały wcześniej – po rzezi dokonanej przez

Łokietka na zbuntowanych mieszczanach krakowskich, którzy – jak pisze

25

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

ówczesny kronikarz:” trawieni szałem wściekłości germańskiej, przyjaciele

zdrady, plewy ludzkie, ukryci wrogowie pokoju, podobnie jak Judasz

pocałunkiem Chrystusa zdradzili Łokietka”. Założyciele zaś i obywatele

Krakowa ze Śląska, Czech i Niemiec woleli po prostu utrzymywać stosunki

handlowe z najbogatszym krajem regionu – Czechami i Śląskiem Henryka

Probusa a nie z biednym jak mysz kościelna kalekim książątkiem z Kujaw.

W odwecie, za nieznajomość języka polskiego (konkretnie za

nieumiejętność wypowiedzenia słów: soczewica, koło, młyn, miele) włóczeni

byli końmi po ulicach i wieszani na szubienicach poza miastem. Jak widać – za

używanie języka niemieckiego można było stracić życie w XIV wiecznym

Krakowie i zostać pobitym w Warszawie w 2016 roku.

Było nieistotne, że małopolskimi Niemcami byli Zyndram z Maszkowic –

hetman wojsk koronnych pod Grunwaldem, Marcin z Wrocimowic – chorąży

królewski, obrońca sztandaru z białym orłem, o który toczyła się tak zażarta

walka, że większość w polskich miastach stanowili Niemcy, a bankierzy

26

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

i patrycjusze (jak krakowscy Bonnerowie), lojalni wobec króla, finansowali

wojnę z krzyżakami. Bez znaczenia był fakt, że na polach Grunwaldu do

Niemców zaliczyć można by jedynie 250 braci (203 padło) Zakonu

Krzyżackiego. Tak liczna była ta „nawała krzyżacka”. Resztę z 8 tysięcy

poległych i 14 tysięcy wziętych do niewoli walczących po stronie Zakonu,

stanowili goście z wielu państw Europy, Czesi, Ślązacy, Polacy z chorągwi

chełmińskiej, pospolite ruszenie z Prus i Pomorza. Wróg musiał być wyraźnie

określony i nazwany.

Nienawiść nie żywi się prawdą, kompleksów nie leczy się faktami.

Germanofobia zagościła w Polsce na stałe i na wiele stuleci. Ma się dobrze

i czasami rozkwita, jak dzisiaj. Po krzyżaku był Niemiec panoszący się

w miastach, zajmujący najważniejsze urzędy, pyszniący się swym bogactwem,

potem był Prusak grzebiący niepodległość Ojczyzny i tępiący język ojczysty.

I zawsze, z najciemniejszych mroków przyświecało światełko nadziei, dumy

z przeszłości – Polak potrafi! Wiktoria pod Grunwaldem! Gdy w XIX wieku do

obróbki tego symbolu - mitu stanęli tacy artyści jak: Słowacki („Zawisza

Czarny”) Mickiewicz („Konrad Wallenrod”), Sienkiewicz („Krzyżacy”),

Konopnicka („Rota”), Matejko („Bitwa pod Grunwaldem”), stał się on nie tylko

powszechnie obowiązującą wykładnią dziejową, pokrzepicielem znękanych

serc, przesłaniem, lecz także i przestrogą (Niemca należało „dobić”, Jagiełło

tego nie uczynił i doszło do zaborów – Kraszewski) łączącą wszystkich

Polaków. Do wspólnej walki z Niemcami nawoływał nawet po wybuchu I wojny

światowej wielki książę Mikołaj, namiestnik cara, argumentując: „by nie

zardzewiał miecz spod Grunwaldu”.

Straszakiem krzyżackim posługiwał się też Stalin (eisensteinowski

Aleksander Newski”). Co i ile można wyczyniać z tak wyrazistym i tak

pojemnym symbolem, pokazały czasy Polski Ludowej. Bitwa znalazła naczelne

miejsce w podręcznikach historii, Krzyżacy awansowali do roli czołowych

przedstawicieli międzynarodowego imperializmu walczącego z postępowymi

siłami świata słowiańskiego. Przesłanie i spuścizna ojców teraz dopiero zostało

urzeczywistnione: w gniazdach prusactwa rozmościł się orzeł biały, Polacy,

Litwini, Rusini i Tatarzy – potomkowie wojów spod Grunwaldu, ze zwycięską

Armią Czerwoną dobili teutońską hydrę w Berlinie wieńcząc tysiącletnie boje

z nawałą germańską. Grunwald dał nazwę fabrykom, ulicom i mostom, klubom

27

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

sportowym (na Litwie – Żalgiris – także nazwa 75 procentowego alkoholu). Do

pomocy w indoktrynacji zaproszono najmłodszą z muz. Nakręcono

o krzyżakach i bitwie parę filmów. Grunwald stał w tle najdonioślejszego

i niosącego największe nadzieje wydarzenia – uchwalenia autonomii śląskiej

15 lipca 1920 roku. Data ta nie została ustalona przypadkowo. Miała nieść –

i niosła, określone skojarzenia i przestrogi. Bardzo szybko okazało się, że

przyniosła kres oczekiwań Ślązaków i ich wyobrażeń o demokratycznej,

sprawiedliwej Polsce.

Można było żywić nadzieję, że w państwie nowoczesnym

i demokratycznym, jakim stała się Polska, wykorzystywanie w taki sposób

wydarzeń historycznych nie będzie już miało miejsca. Szczególnie, że

znaleźliśmy się w rodzinie państw Europy i w takim gronie nie wypada się

drażnić i wychodzić na prymitywów. Nie doceniliśmy jednak trwałości i siły

polskich kompleksów i uprzedzeń. Wbrew rozsądkowi i słowom wybitnego

pisarza Tomasza Łubieńskiego, że : „wojenne symbole są aktualne w czasie

wojny. W czasie pokoju nie mają sensu, zastosowania. Zachowania

ostentacyjnie patriotyczne – wymachiwanie sztandarami, przysłowiową

szabelką przed nosem o wiele silniejszych narodów, jest śmieszne

i anachroniczne” , znów do głosu dochodzą stare upiory. Przywołuje się

dziadków z Wermachtu, polityków sąsiedniego, najsilniejszego i najbogatszego

państwa w Europie obraża się w najprymitywniejszy sposób.

A przecież nawet Grunwald nie musi być symbolem tysiącletniej walki

z nawałą germańską. Równie dobrze może być symbolem skuteczności

(miażdżące zwycięstwo), operatywności i nowatorstwa (budowa mostu przez

Wisłę) pozytywnym symbolem średniowiecznych struktur unijnych, jakie

wówczas wypracowały elity Korony Polskiej i Litwy.

Jan Hahn

28

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Bytomskie tramwaje miejskie

Uważa się, że pierwszą linią miejską w Bytomiu był odcinek długości 1.740

m łączący dworzec kolejowy z Pogodą na Rozbarku, jednak powstał on

znacznie wcześniej, już w 1894 roku, razem z linią prowadzącą z Pogody do

Niemieckich Piekar wybudowaną przez Oberschlesische Dampfstarssenbahn

(Górnośląskie Tramwaje Parowe) i oddaną do użytku 27 maja tegoż roku.1

W 1896 roku drezdeńska spółka Actien-Gesellschaft für elektrische Anlagen

und Bahnen złożyła wniosek o zezwolenie na budowę linii wąskotorowego

tramwaju z Rynku w Bytomiu do Miechowic oraz tramwaju okrężnego wokół

centrum miasta. Opracowano projekty. Prasa pisała: 11 listopada 1898 roku,

poczytny na Górnym Śląsku „Katolik” z Bytomia doniósł, że „Plan kolei

ulicznej z miasta do Miejskiej Dąbrowy uzyskał zezwolenie ministerialne.

Odnośne papiery odesłał minister do rejencji w Opolu i spodziewać się należy,

iż w niedługim czasie rozpoczną się roboty około nowego toru.” Po kilkunastu

miesiącach w tejże gazecie z 11 stycznia 1900 roku, ukazała się kolejna

informacja, że: Magistrat postanowił zgodzić się na wybudowanie kolei

elektrycznej z Bytomia przez Karb do Miechowic według planów przedłożonych,

lecz żąda aby pod mostem kolei był zawsze urzędnik kolejowy, który ma uważać

na to aby się nieszczęście nie zdarzyło. I nic wyszło z planów zbudowania linii

do Miechowic, w terminie do lipca 1900 roku. Wspomniana spółka z Drezna

w czerwcu 1901 roku ogłosiła upadłość.

W 1909 roku gmina Rokitnica2 chciała poprowadzić linię tramwajową do

Miechowic, w związku z czym powstało stowarzyszenie pod nazwą Verkehrs-

Verein Rokittnitz, któremu przewodniczył Moritz Gruschka. Prowadzone

rozmowy z magistratem bytomskim nie przyniosły jednak oczekiwanych

1Artykuł jest fragmentem niewydanej drukiem obszernej pracy o dziejach komunikacji tramwajowej i autobusowej na

Górnym Śląsku do połowy XX w., napisanej dla KZK GOP. Publikowany jest za zgodą KZK GOP w Katowicach.

2Silne związki Rokitnicy z Miechowicami i Wieszową wynikały z racji historycznych. W przeszłości Rokitnica przynależała

w połowie do parafii w Miechowicach a w połowie do Wieszowy.

29

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

rezultatów, tym bardziej, że pozostałe gminy wiejskie (w tym Mikulczyce) nie

były ówcześnie zainteresowane taką inwestycją.

W Bytomiu dopiero w 1911 roku przystąpiono do budowy linii tramwajowej

prowadzącej z centrum miasta przez Karb do Dąbrowy Miejskiej.

Bytomskie Linie Tramwajowe otwarte i przekazane zostały do użytku

20 listopada 1913 roku. Z chwilą tą powstała w Bytomiu miejska sieć

tramwajowa. Jeszcze w tym samym 1913 roku, magistrat bytomski

wydzierżawił firmie Becker & Co linie tramwajową Bytom – Karb – Dąbrowa

Miejska. Firma jednocześnie zobowiązała się do wybudowania linii

tramwajowej łączącej Miechowice z Wieszową, Rokitnicę z Osiedlem Helenka

oraz Bytom z Kopalnią „Bleischarley”, późniejszą kop. „Orzeł Biały”.

W początkowym okresie, poczynając od 1913 roku Bytomskie Linie

Tramwajowe posiadały trzy linie, które prowadziły: z bytomskiego Rynku do

Karbia, z Karbia do Miechowic oraz z Karbia do Dąbrowy Miejskiej3:

Linia I liczyła 5.436 m oraz 3 mijanki długości 270 m. Ogółem 5.706 m.

Linia II liczyła 6.131 m oraz 4 mijanki długości 360 m. Ogółem 6.491 m.

Na odcinku z Karbia do Dąbrowy Miejskiej znajdowały się tylko trzy

przystanki: Karf Zollhaus, Victoriagrube i Stadtwald Dombrowa.4

Linia III licząca 1.100 m posiadała 2 mijanki długości 180 m. Ogółem

1.280 m.

W sumie długość linii miejskich tramwajowych w 1913 roku wynosiła

12.667 metrów torów oraz 9 mijanek długości 810 metrów czyli w sumie 13.477

m. Linie te obsługiwało w tym roku 7 wozów silnikowych oraz 5 doczepnych.

Tomasz Rzeczycki w artykule zamieszczonym w „Kronice Bytomskiej”

napisał: „Linia z Karbia do Dąbrowy Miejskiej pod pewnymi względami różniła

3 Statistisches Handbuch der Stadt Beuthen Oberschlesien. 1927 Jahrbuch /1. Folge. Druck: Oberschlesische Zeitung /

Beuthen O.-S [1929] s. 92, tab.141 Strassenbahn V.

4Według Tomasza Rzeczyckiego, odcinek linii tramwajowej z Karbia do Dąbrowy Miejskiej liczył 2.550 m a czas przejazdu

wynosił 12 minut, zaś po drugiej wojnie światowej 10 minut. Linia miała być uruchomiona 23 listopada 1913 roku. Zobacz:

Tomasz Rzeczycki: Był tramwaj na Celnej… (w:) Kronika Bytomska Nr 2 z 8 czerwca 2001, s. 19.

30

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

się do innych. Nigdy nie wybudowano pętli tramwajowej ani na jednym, ani na

drugim końcu linii. Tą trasą jeździł bowiem tramwaj posiadający drzwi i kabiny

motorniczego z obu stron. Kiedy przyszedł czas nadawania numerów

poszczególnym relacjom przewozowym, tramwaj kursujący ulicą Celną otrzymał

nr 34. […]. Końcowy przystanek tramwaju linii 34 w Dąbrowie Miejskiej

znajdował się w lesie. Niedaleko też w lesie, stała restauracja. Jak powiadają

starsi pracownicy Przedsiębiorstwa Komunikacji Tramwajowej, nieraz się

zdarzało, że podchmieleni goście wychodzili stamtąd z nożem i zmuszali

motorniczego, aby napił się z nimi pół litra. Cóż miał taki motorniczy robić?

Później tylko dojeżdżał do Karbia i zgłaszał, że jest „nawalony” i nie może

dalej pełnić służby.”5

W październiku 1913 roku prywatna firma Felixa Madeiskiego uruchomiła

linię autobusową na trasie Miechowice – Rokitnica, będącą nietypowym

przedłużeniem niedługo później otwartej linii tramwajowej. Rozkłady jazdy

autobusów wywieszone były również w tramwajach linii Bytom - Miechowice,

ponieważ nie stanowiły dla tramwajów konkurencji.6

W 1916 roku miejskie linie tramwajowe powiększyły się jeszcze o jedną,

czwartą mijankę długości 90 m, wybudowaną na linii I w pobliżu kopalni

Karsten – Zentrum (późniejszej kop. Dymitrow). Budowa mijanki przyczyniła

się między innymi do zwiększenia częstotliwości kursów tramwajów na tej linii

z 15 minut do co 7,5 minuty. Inwestycja ta zwiększyła długość linii I do 5.796 m

torów wraz z mijankami a całość bytomskich linii tramwajowych wyniosła

13.576 m. Pasażerów obsługiwało już 11 wozów motorowych i 5 doczepnych.

W 1926 roku, po poprowadzeniu linii I z Miechowic przez Rokitnicę do

Wieszowy, której budowa ukończona została w końcu 1925 roku, długość torów

wydłużyła się do 12.310 m oraz powiększyła się o piątą na tej trasie mijankę,

klasycznej długości 90 m. Odbiór techniczny wybudowanego odcinka

Miechowice – Rokitnica nastąpił 31 października 1925 roku a z dniem

następnym nastąpiło jego uroczyste otwarcie. Odbiór kolejnego odcinka

5 Tomasz Rzeczycki: Był tramwaj na Celnej… s. 19.

6Nadolski: Przemysław Nadolski: Zarys dziejów komunikacji tramwajowej na terenie obecnego miasta Zabrza (do 1945

roku). (w:) Kroniki miasta Zabrza. Rocznik Muzeum Miejskiego w Zabrzu. Nr 1. Zabrze 2009 s.141.

31

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Rokitnica – Wieszowa nastąpił 19 maja 1926 roku zaś jego uruchomienie

nastąpiło w dniu następnym (20 maja 1926). Z tą chwilą trasa liczyła ogółem

12.760 m, zaś ogólna długość linii miejskich zwiększyła się do 20.531 m. Sieć

bytomskich linii tramwajowych w 1926 roku obsługiwana była przez 14 wozów

motorowych oraz 7 doczepnych.

W roku następnym, na przełomie lata i jesieni 1927 roku, na linii

w Rokitnicy zbudowano dwie kolejne mijanki. Pierwsza umiejscowiona była

przy dawnej Castellengoweg (ul. Szyb Zachodni), zaś druga przy tak zwanym

osiedlu powiatowym (skrzyżowanie z obecną ul. Władysława Andersa).

Ostateczny ich odbiór nastąpił 4 lipca 1928 roku.

W tymże samym 1927 roku I linia tramwajowa Bytom (Rynek) – Wieszowa,

wydłużona została o odcinek prowadzący z bytomskiego Rynku do kopalni

Bleischarley” (późniejsza kop. Orzeł Biały) przy granicy z Polską, do długości

14.810 m wraz mijankami, których od 1927 na tej linii było już 9. W końcu

tegoż roku ogólna długość bytomskich linii tramwajowych, które obsługiwane

były przez 17 wozów motorowych i 10 doczepnych, wynosiła 22.581 metrów

wraz z 45 mijankami.7 Jednocześnie w związku z zamówieniem

normalnotorowego taboru typu Bremen, w Bytomiu przy ul. Piekarskiej

urządzona została dla potrzeb konserwatorskich i remontowych zajezdnia

tramwajowa.8

Statystyka miasta Bytom za rok 1927 podaje w dwóch zestawieniach

tabelarycznych wykaz sprzedanych biletów jednorazowych oraz biletów (kart)

tygodniowych i szkolnych za lata od 1914 do roku 1926 oraz w miesiącach

styczeń – grudzień 1927 roku. Jest to równoznaczne z ilością przewiezionych

pasażerów tramwajami na Bytomskich Liniach Miejskich (Linia nr I oraz Linia

nr II).

7 Statistisches Handbuch , s. 92, tab.141 Strassenbahn V.

8 Jan Wyrwich: Kronika komunikacji tramwajowej. (w:) Zeszyty Gliwickie. Tom XXIII. Gliwice 1994 s.87.

32

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Częstotliwość kursów bytomskich tramwajów9

Rok

Kursy tramwajów w kierunku …

Karb

z Rynku

Miechowice Wieszowa Dąbrowa

Miejska

Kopalnia

Bleischarley

Wszystkie kursy co …. minut

1913 15 15 - 15 -

1916 7,510 15 - 15 -

1926 7,5 15 3011 15 -

1927 7,5 15 15 15 1512

W 1927 roku przewieziono ogółem 2.760.268 pasażerów z czego na linii nr I

2.039.482 pasażerów, którzy wykupili bilety jednorazowe, zaś na linii nr II

373.542 osoby. Pozostali to osoby z biletami tygodniowymi i uczniowie.13

Śmiało możemy również stwierdzić, że w ówczesnych warunkach, inne

pojazdy mechaniczne nie stanowiły dla komunikacji miejskiej Bytomia

konkurencji, gdy przeanalizujemy dane z tabeli ukazującej ich stan ilościowy

w latach 1925 – 1928 na podstawie poniższej tabeli: 14

9Statistisches Handbuch … s. 92, tab. 141.

10Z chwilą wybudowania mijanki przy kopalni Karsten-Zentrum.

11Przedłużenie linii z Miechowic do Wieszowy przez Rokitnicę.

12Przedłużenie linii Bytom – Wieszowa o odcinek z Rynku do kopalni Bleischarley.

13Zobacz: Aneksy Tabela nr II i tabela nr III.

14Źródło: Statistisches Handbuch der Stadt Beuthen Oberschlesien. 1927 Jahrbuch. 1 Folge. Druck: Oberschlesische Zeitung.

Beuthen O.-S [1929] s. 94 tab. 144.

33

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Ilość pojazdów mechanicznych w Bytomiu

Stan na: 1.07.1925 1.07.1926 1.07.1927 1.07.1928

Pojazdy osobowe ciężarowe osobowe ciężarowe osobowe ciężarowe osobowe ciężarowe

Samochody

Motocykle

211

76

121

-

218

114

88

-

452

383

121

-

499

386

131

-

Ogółem 287 121 332 88 835 121 885 131

Na przełomie lat 1927 i 1928 ceny biletów Obowiązujących za przejazd w

tramwajach komunikacji miejskiej w Bytomiu ukazuje poniższa tabela: 15

Długość stref Ceny biletów w

Reichmarkach

strefy km Bilety

jednorazowe

Bilety

dziecięce

Bilety

tygodniowe

Bilety

szkolne

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11 i 12

= 2.63

= 3.67

= 4.77

= 5.83

= 6.58

= 7.76

= 9.01

= 10.43

= 11.46

= 13,08

0.15

0.20

0.25

0.30

0.35

0.40

0.45

0.50

0.55

0.60

0.10

0.10

0.15

0.15

0.20

0.20

0.25

0.25

0.30

0.30

1.20

1.60

2.00

2.40

2.80

3.20

3.60

4.00

4.40

4.80

4.50

5.00

5.50

6.00

6.50

7.00

7.50

8.00

8.50

9.00

Po latach bytomskie tramwaje w dalszym ciągu fascynują, nie tylko

pasjonatów historii tego środka lokomocji, lecz również i artystów plastyków.

Duża zasługa i w tym, że na co dzień, nie tylko mieszkańcy, lecz również rzesze

przyjezdnych gości ma okazję w Bytomiu do kontaktu z zabytkowym wozem

15Źródło: Statistisches Handbuch der Stadt Beuthen Oberschlesien. 1927 Jahrbuch. Beuthen O.-S [1929] s. 92, tab. 140.

34

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

motorowym linii 38 poruszającym się ul. Piekarską, który niczym wehikuł czasu

przenosi nas w dawno mienione czasy.

Magdalena Kuźniak „Bytom Rynek”, 2012. akwarela.

Bernard Szczech

35

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

36

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Instytut Pamięci Rodzinnej Franciszka Wieganda

Klienci ojca a moje refleksje

W czasie wojny pierwszeństwo w obsłudze klientów poza kolejnością

mieli wojskowi z frontu. Polacy powinni być obsługiwani na końcu. Ponieważ

byli sprytni i zaradni, mieli swoje metody i atrakcyjny towar wymienny,

składający się głównie z artykułów żywnościowych, często udawało im się

skrócić oczekiwanie.

Ojciec nie był zwolennikiem reżimu hitlerowskiego i nie należał nigdy do

żadnych organizacji politycznych. Na ścianie w warsztacie prowokująco

i bardzo ryzykownie powiesił nawet mały obrazek w oszklonej ramce

z wizerunkiem goryla. Każdy mógł się domyśleć, że chodzi o fuhrera. Oficer,

który pewnego razu przyszedł z naprawą zegarka, zauważył wiszący obrazek,

trafnie dopatrzył się prowokacji i kazał natychmiast zdjąć ten portret i zapewnił

że jak jeszcze raz to zobaczy wyciągnie odpowiednie konsekwencje.

Po wyparciu wojsk niemieckich, nowymi klientami byli żołnierze

radzieccy. Oni – ma się rozumieć, za naprawy zegarków nie płacili, ale

w zamian przynosili z sąsiedniej rzeźni, nawet połówkę świni. Nie raz rozsiadali

się wygodnie i długo i szczegółowo opisywali warunki jakie u nich na

wschodzie panują. Moja matka też chciała ich częstować chlebem z masłem, ale

oni nie chcieli masła tylko wskazywali na pudełko z biała pasta do butów,

a zazwyczaj mieli swoje jedzenie. Po wojnie, gdy nastała nowa władza,

przychodzili z naprawami przede wszystkim miejscowi klienci i z najbliższych

okolic. Ponieważ Tarnowskie Góry były miastem kolejarzy i stacjonowały tu

dwie jednostki wojskowe, to wśród klientów przeważali kolejarze (raczej ci

zamożniejsi – maszyniści) i oficerowie.. Często zatrzymywali się na dłuższe,

przyjacielskie rozmowy. Ojciec zawsze posługiwał się językiem niemieckim

lub gwarą śląską. Niektórzy znali język niemiecki, ale niepoprawny akcent, lub

kaleczenie mowy zdradzało, że pochodzenie ich nie jest miejscowe, wtedy

zazwyczaj pytał - chodziliście do szkoły niemieckiej? Jak nie chodził, to znaczy,

że był przybyszem.

37

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Przy warsztacie ojciec zawsze siedział przy tak zwanym szymlu (krzesło

bez oparcia). Podobne krzesło dla klientów stało obok. W trakcie dłuższych

pogawędek klienci palili papierosy i gasili je na kuchennym kaflowym piecu.

Zauroczony tym majestatycznym puszczaniem dymków, sam chciałem tego

doświadczyć, dlatego w czasie nieobecności rodziców, skrycie robiłem skręty

z pozostawionych sztomli (niedopałków ). Ale nakrył mnie z papierosem ojciec

i bez słowa jakiejś nagany na drugi dzień sprezentował mi woreczek tabaki

i fajkę. Bez zbędnych komentarzy powiedział: „ jetzt kanst du rauchen wiefill

du wilst” ( teraz możesz palić ile zechcesz). Teraz ja majestatycznie oddałem się

rozkoszy tak jak to widziałem u palaczy. Dymki puszczałem z przyjemnością,

ale wymioty już takie nie były. Od tego momentu jestem z tego nałogu

wyleczony na zawsze. Ojciec nigdy nie pił i nie palił, w całym moim życiu nie

widziałem go pijanego i nie słyszałem przekleństw. Dlatego po niemiecku nie

potrafię zakląć. Przestrzegał mnie przed nałogami i niewłaściwym

zachowaniem. Odradzał gry w karty na pieniądze. Opowiadał, że znał ludzi,

którzy przegrali w karty całe majątki. Podobno też wujek Pałlek był w takiej

dramatycznej sytuacji , że musiał ratować się ucieczką, bo zanosiło się na

karcianą bójkę, w której mógłby nawet stracić życie. Ojciec zawsze jadł na

stojąco przy bifeju i to spore ilości mięsa lub kiełbasy, bo przecież

sąsiadowaliśmy z rzeźnią. Kiedyś podczas takiego posiłku mi się zwierzył i po

krótkim zastanowieniu powiedział – wiesz chyba w sumie przez cale życie

zjadłem może wagon mięsa.

Ale też potrafił delektować się suchym chlebem. W tym akurat momencie

przyszedł do warsztatu żebrak i poprosił o trochę jedzenia. Było widać jak

przyglądał się i taksował grubą sylwetkę ojca i na pewno spodziewał się, że

dostanie coś treściwego. Ojciec bez wahania poczęstował go suchym chlebem.

On zdziwiony, powiedział – a wom to smakuje?

38

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Wnętrze warsztatu zegarmistrzowskiego Franciszka Wieganda – od niedawna przekształcone w prywatne

muzeum

Bardzo często przychodzili do nas ludzie po prośbie lub w potrzebie.

Szyld „Zegarmistrz” przyciągał. Jak dziś pamiętam jedną scenę. Przyszedł

klient, ułomny z garbem i sprawiał wrażenie mocno wierzącego. Obserwowałem

tą scenę razem z rodzicami w warsztacie. Ten klient miał nietypową prośbę. Na

wstępie wyjaśnił, że jako praktykujący katolik, również chce przez swoje życie

przejść w cierpieniach tak jak Pan Jezus. Dlatego prosi, żeby ten gruby łańcuch,

który pokazał, założyć mu bardzo ciasno na nadgarstek ręki. Matka z ojcem

starali się mu wyperswadować, że to jest niebezpieczne dla życia. Matka długi

czas mu tłumaczyła, że to spowoduje zatrzymanie przepływu krwi do kończyn

ręki i może się źle skończyć. Mimo wszystko nadal nalegał, aż w końcu ojciec

zgodził się założyć na przegub ręki ten łańcuch, jednak z większym luzem.

39

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Obserwacja klientów ojca była dla mnie ważnym wydarzeniem i nauką.

Przechowuję w pamięci wiele takich wizyt. Wspomnę o jednej: Ojciec

wychodził akurat do piekarni. Ze schodów z pierwszego piętra schodził starszy

pan i zwrócił się do ojca po niemiecku: czy ty jesteś Richard Wiegand? Ojciec

odpowiedział- tak, to jestem ja we własnej osobie.

Potem dalej prowadzili rozmowę, ale ciągle ojciec nie wiedział z kim

rozmawia. Nie przeciągając opowieści powiem tylko, że twierdził dalej, że

w Niemczech dobrze mu się powodzi, posiada dwie emerytury: jedną

przedwojenną z Oberschlesien i jeszcze niemiecką. Jego opowiadania były

poruszające, ale ojciec ciągle nie wiedział z kim rozmawia. Podczas dalszej

rozmowy ciągle nawiązującej do przeszłości, rozmówca starał się przytoczyć

fakty, które mogą pomóc przypomnieć ojcu jego sylwetkę z tamtych

młodzieńczych lat i zapytał czy ty pracowałeś u Sucheckiego; tak, a czy znałeś

takie przezwisko Bubuś tak – wtenczas ojciec skojarzył - a to ty jesteś. Dalsza

rozmowa toczyła się w warsztacie i ciągle krążyła wokół wspomnień sprzed

50 laty. Pragnął przed śmiercią jeszcze raz zobaczyć swoje miasto rodzinne

Tarnowitz”. Nie znał języka polskiego, ale dobrze sobie w Polsce radził, bo

między innymi odwiedził Szkołę Podstawową nr 1, do której uczęszczał.

Poprosił kierownika szkoły, żeby mu pozwolił wejść do jego klasy i usiąść

w ławce szkolnej w której dawniej siedział.

Szczególny gość przyszedł do ojca kilka lat po wojnie. Pamiętam jego

charakterystyczny chód (miał jedną drewnianą nogę) i jego zapytanie ze

śpiewnym wschodnim akcentem: „A będzie pan wiedział od kogo ten zegarek?”

Ojciec nie odwracając się, spokojnie odpowiedział: „Nie zapomina się ludzi,

którzy mnie chcieli wsadzić na rollwaga do wysiedlenia”. Klient jak niepyszny

odwrócił się i wyszedł. Najchętniej zrobiłby to bardzo szybko, jednak sztuczna

noga nie pozwalała mu na to. Mogłem więc ze schodów oglądać jego minę.

Inna historia dotyczyła sąsiada mojej teściowej pana Lepiarza. Warto tu

wspomnieć, że pełnił on różne odpowiedzialne stanowiska. Nadmienię też, że

robił sam nalewki z pływającymi w nich płatkami, podobnymi do złotych w

Goldwasserze” . Z tym, że płatki jego były ze srebra. W wolnych chwilach

eksperymentował ten swój „wynalazek” i nawet mnie tym częstował.

Zapewniał, że tego nikt nie robi i ma zamiar to opatentować. W latach

40

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

pięćdziesiątych ubiegłego wieku on, pan Lepiarz przyszedł do mojego ojca,

zapytać czy czasem nie zostawił tu zegarka do naprawy. Ojciec go zapytał,

kiedy to było. No chyba jeszcze przed wojną. Ojciec upewnił go, że u nas nigdy

nie był klientem.

Także ciekawy był klient przyjeżdżający do nas rowerem nazwiskiem

Klucznik. Zdarzało się, że był u nas nawet kilka razy w tygodniu. Był już na

emeryturze, miał czas i dlatego zajmował się łowieniem ryb, rakami i także

uwielbiał zbierać grzyby. Zamiast zapłaty za usługi przynosił wspomniany

towar. Pamiętam pełny koszyk raków, które wysypał na podłodze w warsztacie.

To było trochę szokujące, tyle raków w życiu nie widziałem.

Na odmianę w każdy piątek przychodziła pani Mucka z Ożarowic.

Handlowała towarem z własnego gospodarstwa jak; jajka, sery, mleko,

śmietana, a przy okazji zdarzało się przynieść od znajomych zegarki do

naprawy.

Za nami mieszkał na ul. Starej pan „Grala Pu” tak dzieci na niego mówili.

Przyniósł budzik do naprawy. Przy odbiorze ojciec tłumaczył mu, że budzik nie

był popsuty, jedynie te karaluchy, co w środku mechanizmu były, spowodowały

jego zatrzymanie. Matka z ciekawości pytała go jak do tego doszło. Pan Grala

Pu nie był tym zdziwiony, ponieważ w jego domu jest ich pełno, nawet

w mleku pływają, ale jego żona to przecedza je przez sitko.

Kolejny, też ciekawy przypadek: klient za naprawę zegarka przyniósł

zabitego królika już wymoczonego w maślance i gotowego do pieczenia. Ojciec

coś przeczuwał, bo wiedział, że klient mieszka na uboczu wsi, dlatego łatwo

mógł zamiast królika zabić kota. Ale matce nic nie mówił, dopiero po dłuższym

czasie powiedział o jego przypuszczeniach z tym niby królikiem.

W lesie w okolicach Pniowca mieszkał pan Kocot, do którego przylgnęła

nazwa partyzant. Uważam bardzo trafnie, bo miał w domu skryte wiele

rodzajów broni, którą używał w kłusowaniu. Często przynosił do nas świeżo

upolowaną zwierzynę.

Dużo opowieści nasłuchałem sie od znajomych i kolegów ojca z ich

przeżyć wojennych, które słuchałem z wielką uwagą. Często takie zdania

41

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

słyszałem, że wojna jeszcze się nie zakończyła i za niedługo znowu tu przyjdą

Niemcy z Amerykanami. Inni opowiadali swoje niesamowite przeżycia

z frontu. Kilka razy słyszałem o tragicznych wydarzeniach w Katyniu

i o zamordowaniu takiej ilości żołnierzy polskich przez Rosjan. O dalszych

bestialstwach Rosjan w obrębie Lwowa opowiedział szeptem pan Kubecki,

który dla potwierdzenia tego przekazu dołączył przez siebie zrobione zdjęcia.

Wspomniał iż Rosjanie zagnali ludzi do wnętrza kościoła i potem żywcem ich

spalili. Zwłoki dzieci pod wpływem wysokich temperatur były napuchnięte.

Naturalnie zdjęć ja nie widziałem, bo skrycie pokazał je tylko ojcu.

Inny kolega ojca opowiedział historię, która wzbudziła moją wyobraźnię,

bo była przedstawiona bardzo obrazowo i w szczegółach. Opisał najpierw

kolumnę czołgów jadących wysoko w górach nad przepaścią po skalistej

wąskiej drodze. Gdy któryś z przodu uległ awarii i zatarasował pozostałym

drogę, to za nim stojący spychał go do przepaści. Tym sposobem odblokował

zatarasowaną drogę.

Teraz przedstawię moją ulubioną opowieść byłego żołnierza AK,

a zarazem dobrego znajomego ojca, który służył pod dowództwem

feldmarszałka Rommla w Afrika Korps. Po jednym z apeli przyszedł oficer

i szukał 10 chętnych, odważnych i doświadczonych żołnierzy –motocyklistów,

którzy mieli pokonać olbrzymią – 1000 kilometrową trasę po pustyni. Znajomy

opisywał trudy trasy i wykruszanie się ochotników, którzy już na początku

błagali o pozwolenie powrotu do bazy. Słuchałem tego jako młody chłopak,

zauroczony motorami i jazdą motocyklem i z niejaką pogardą odnosiłem się do

tych „słabeuszy”.

60 lat później mogłem się przekonać o jeździe po pustyni. Prowadziłem

quada po Pustyni Synaj z grupą innych turystów i pod okiem instruktora. Piasek

pustyni był ubity niczym beton. Napotkaliśmy kilka osad Beduinów.

W namiotowych domach gospodarze oferowali bardzo słodką herbatę lub zimne

piwo. W tych namiotach bardzo dokuczliwe były jedynie uporczywe muchy,

które tylko nami się zajmowały. Naszego przewodnika zapytałem, dlaczego te

muchy na niego nie siadają? On krótko to skwitował: bo one mnie znają.

Zaledwie po krótkiej przerwie na odpoczynek, nie sposób było wsiąść na

rozgrzane promieniami słońca siedzenia quadów. A pomyśleć, że jeszcze do

42

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

pokonania mieliśmy kolosalny odcinek drogi powrotnej liczący 30 kilometrów.

Prawie całą drogę trzymałem nogi w górze, prawie na kierownicy, bo spod

rozgrzanych cylindrów gorące powietrze okropnie parzyło. Na chwilę cała grupa

kładów zatrzymała się, żeby zobaczyć na pustyni parę mizernych krzaków. To

była dla nas pewna pułapka. Wokół nich znajdowały się kolczaste czernie. Były

bardzo niebezpieczne i jedna Rysiowi przebiła but na wylot i weszła do nogi.

Nie sposób było ją wyjąc. Dopiero młodemu przewodnikowi egipskiemu w jakiś

sposób udało się tę kolczastą czerń wyjąć. W pobliżu panowały same

niedogodności, żadnej wody, żadnych drogowskazów, jedynie palące słońce.

Wróciłem pamięcią do opowiadania kolegi ojca. Mogłem sobie wyobrazić

na jakie warunki skazywali się ochotnicy z AK. A przecież wojenny motocykl to

nie czterokołowy quad.

Teraz parę słów o moich klientach. Nigdy nie zapomnę wizyty

ówczesnego kierownika Szkoły Specjalnej w Tarnowskich Górach. Poprosił

mnie o przyjęcie pewnego pana z Niemiec interesującego się bardzo zegarami.

Po niedługim czasie zjawił się u mnie ten pan, który rzeczywiście wiedział

bardzo dużo o zegarach. Rozmowa toczyła się w języku niemieckim więc

mogliśmy sobie wiele naopowiadać. Przede wszystkim zdecydował się on na

kupno jednego zegara astronomicznego. Był z transakcji bardzo zadowolony

i z tego powodu dał 100 euro i prosił mnie, abym tą kwotę przekazał

kierownikowi na potrzeby szkoły specjalnej.

Również ciekawa i trochę szokująca historia zdarzyła się z klientem, który

przyniósł zegarek ręczny marki „Poliot” mocno zniszczony. Obejrzałem ten

zegarek i stwierdziłem, że w takim stanie nie warto w niego inwestować. Ale nie

powiedziałem tego wprost, jedynie zaznaczyłem, że koszt będzie dosyć wysoki

i niech się zastanowi czy warto go naprawiać. O dziwo on powiedział – cena nie

gra roli. To mnie zainteresowało dlaczego mu na tym zegarku tak zależy.

Wyjaśniłem, że u nas te zegarki są popularne i to nie jest w żadnym wypadku

jakiś rarytas. On z kolei opowiedział dlaczego mu na tym zegarku tak zależy.

Wybrał się z zegarkiem do pracy w polu. Na skutek nieszczęśliwego wypadku

traktor kołami przejechał mu po brzuchu. Przez tydzień leżał bez świadomości

i bez nadziei. Wraz z tym właśnie zegarkiem. Poniekąd był towarzyszem tej jego

największej niedoli i nie może go teraz po prostu wyrzucić.

43

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Zegarek Drechslera

Lubiłem stać z boku warsztatu ojca i podglądać jego ruchy i nawyki,

a równocześnie śledziłem jego zachowanie podczas przyjmowania zegarków do

Pan Franciszek i Pani Maryla z synem

naprawy. Dobrze zapamiętałem te szczególne przypadki z zegarkami złotymi

wyższej klasy. Wówczas ojciec odrywał wzrok od zegarka, którego koszty

naprawy skrupulatnie i uważnie taksował klienta. Zapewne jego dociekliwość

sprowadzała się do tego, z kim ma do czynienia i co ta osoba sobą prezentuje,

skoro stać ją na tak kosztowny zegarek. Do takich przypadków należała wizyta

pana Drechslera, szefa weterynarii w rzeźni, który przyniósł złoty kieszonkowy

zegarek Glashute Lange &Shone z zamiarem sprzedania go za kwotę 3000zł,

które potrzebne było mu na leczenie córki w Anglii, niedomagającą na chorobę

Heinego-Medina. Ojciec długo przypatrywał się temu zegarkowi, a pan

Drechsler w tym czasie opowiadał, że zegarek dostał od biskupa (ja

44

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

zrozumiałem, że członka rodziny), który długo przebywał w Jerozolimie i od

którego ma jeszcze inne prezenty. Chociaż trudno było mu się rozstać z tym

zegarkiem, ale pieniądze są mu bardzo potrzebne. Ojciec ostatecznie nie kupił

tego zegarka. Ale po jakimś czasie ponownie przyszedł pan Drechsler

z zegarkiem przerobionym na ręczny w kopercie aluminiowej nazywanej

potocznie pasówką. Ojciec wyraźnie był niezadowolony i powiedział mu, że

dokonał profanacji. Pan Drechsler to zignorował, bo był zadowolony, ponieważ

w Bytomiu dostał za samo złoto 5000zł i tabliczkę czekolady. Po wielu latach

z całą pewnością, zaraz po śmierci mojego ojca to jest po 1980 roku

przypomniałem sobie tę historię z zegarkiem i postanowiłem pójść do pana

Drechslera, który mieszkał już na nowym miejscu na ul. Armii Czerwonej

naprzeciw ubezpieczalni. W jego mieszkaniu przypomniałem historię sprzed lat,

która mnie ciągle nurtuje i chętnie bym ten zegarek odkupił. Pan Drechsler

stwierdził, że tego zegarka już nie ma, bo ma go syn we Wrocławiu, ale z całą

pewnością mogę liczyć, że ja go dostanę. Upłynął pewien czas, dostałem list,

w którym krótko w jednym zdaniu było napisane „jak pan nadal chce zegarek to

proszę przyjść”. Od razu pomyślałem, że ktoś zrobił mi jakiegoś psikusa. Ale

z nadzieją ponownie poszedłem i udało mi się kupić zegarek. Długo trwały

poszukiwania koperty srebrnej z innego zegarka, ale wreszcie udało się

dopasować idealnie i skompletować zegarek. Byłem dumny z posiadania takiej

klasy zegarka. Mijały lata i nawet do głowy by mi nie przyszło, że historia

zegarka pana Drechslera może mieć dalszy ciąg. Otóż dzisiaj rano 25. 05.2016

roku była u mnie pani Maryla Drechsler z naprawą starego zegarka Rolex.

Napomknęła iż jest córką pana Drechslera. Natychmiast przypomniałem sobie tę

chwile w warsztacie z ojcem i pana Drechslera, który przyszedł z zamiarem

sprzedania złotego zegarka kieszonkowego Lange &Sohne, by za uzyskane

pieniądze opłacić podróż i leczenie swojej najmłodszej córki w Anglii. Pani

Maryla w międzyczasie zaczęła opowiadać swoją historię: studiowała

w Lublinie na KUL- u, u Karola Wojtyły. Później płynęła z matką statkiem na

operację do Anglii. Mnie natomiast krążyły po głowie zasłyszane przed laty

45

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Pani Maryla, syn i opisywany zegarek

szczegóły dotyczące wizyty u nas jej ojca i wchodząc w słowo zapytałem ją, czy

wie, że pieniądze ze sprzedaży tego zegarka były przeznaczone na jej operację.

Opowiedziałem też historię zegarka, który jej ojciec dostał w prezencie od

spokrewnionego biskupa, ale ona sprostowała, że zegarek był własnością kolegi,

z którym studiował jej ojciec w Wiedniu, a niedługo potem został arcybiskupem

Wiednia, co więcej - był jej ojcem chrzestnym. Franz Konig został

nominowany do godności kardynała i był jedną z ważniejszych postaci

Kościoła. Zegarek połączył nas w jakiś sposób na ten moment i mogłem poznać

niezwykłe losy tej dzielnej kobiety. Dzięki samozaparciu i wewnętrznej

odwadze przeszła operację choroby Heinego-Medina, także stawu biodrowego.

Gdy płynęła po 20 latach tym samym statkiem do Wielkiej Brytanii, zaskoczył

ją kapitan, zapraszając ją do swego stolika. Okazało się, że będąc marynarzem

zamienił parę zdań z sympatyczną dziewczynką udającą się na operację. Nie

mogłem także zrozumieć (ogarniając myślą mój „dobytek”), jak można kilka

46

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

razy zmienić miejsce swego zamieszkania. Pani Maryla zmieniała je 17 razy!

Nie było to trudne, pod warunkiem, że dobytek zmieścić się może w kilku

walizkach. Nie mogę się już doczekać wizyty Pani Maryli u mnie z synem,

któremu chce pokazać ów słynny już zegarek.

Franciszek Wiegand

47

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

48

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

List do córek w Ameryce

Obie moje córki – zadajecie mi podobne pytanie, dotyczące tak zwanego

III Powstania Śląskiego z 1921 roku: „Dlaczego wasz dziadek, którego przecież

dobrze znałyście, brał udział w tym powstaniu, które ja nazywam bratobójczą

walką czy też lokalną wojną domową”?

Według Was, musiał przecież też wiedzieć, tak jak ja, czy Wy teraz, że to

powstanie było Górnoślązakom absolutnie niepotrzebne. Po co więc do niego

poszedł?

Po pierwsze, nie każdy biorący w nim udział po stronie polskiej, znalazł

się w jego szeregach ochotniczo, ze swej własnej dobrej woli. Ci, którzy brali w

nim ochotniczy udział lub byli wręcz jego współorganizatorami jako członkowie

POW (Polskiej Organizacji Wojskowej), też mieli swoje racje ukształtowane

przez polską prasę lub czasem, choć rzadziej, przez księży, będących polskimi

patriotami.

Wielu Ślązaków, zwłaszcza z najbiedniejszych warstw społecznych,

uwierzyło w obietnicę W. Korfantego, że jak tu przyjdzie Polska, to się

częściowo rozparceluje majątki wielkich niemieckich posiadaczy i każdy

bezrolny chałupnik czy wyrobnik dostanie na własność swoją działkę roli i do

tego co najmniej jedną krowę. To dotyczyło biedoty wiejskiej. A robotnikom,

górnikom, hutnikom też obiecywano znaczną poprawę ich bytu, jak nie będą

przez niemieckich przedsiębiorców wyzyskiwani.

Mówię tu o szeregowych uczestnikach powstania, a nie o oficerach,

których większość pochodziła spoza Górnego Śląska, głównie z Poznańskiego,

Galicji i Zagłębia Dąbrowskiego. Tak, że ja nawet do ochotniczych uczestników

tego powstania nie mam żadnych pretensji. Przytłaczająca ich większość była

święcie przekonana, że walczy o słuszną sprawę i zachowywała się poprawnie

nie okradając i nie mordując Niemców, ani nie niszcząc ich dobytku. Lecz jak

do każdego ruchu zbrojnego, tak i do tego przykleiło się sporo szumowin,

mówiąc po Śląsku chacharstwa i ci tym uczciwym powstańcom psuli opinię,

nie tylko na miejscu, lecz i na arenie międzynarodowej.

49

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Tyle o tych, którzy sami, z własnej dobrej woli, czyli ochotniczo poszli do

powstania.

A co do tych drugich, czyli nie ochotników, których było znacznie więcej

w powstańczych baonach (tak nazywano powstańcze bataliony), to opowiem

Wam, moje Córy, jak to było z tym Waszym dziadkiem, jego bratem, czyli moim

wujkiem i pewnym dobrym znajomym z Rusinowi.

Wasz dziadek, a mój ojciec, miał w czasie wybuchu powstania (w nocy

z 2/3 maja 1921 r.) 25 lat. Za sobą 4 lata w armii niemieckiego cesarza na

froncie francuskim. Zasłużył sobie tam na żelazny krzyż, skrzętnie przez całe

lata przechowywany w szufladzie wertika, czyli ozdobnej szafki na bieliznę

i dokumenty.

Po powrocie z wojny pracował jako górnik na kopalni „Buchacz”

w Radzionkowie-Rojcy, a mieszkał w Boruszowcu. I tam go zastało to

powstanie. Jego początek w rejonie tarnogórskim wyglądał tak. Grupa członków

POW z rejonu tarnogórskiego została parę dni wcześniej wezwana na zbiórkę do

lasu w okolicy Świerklańca i Nowego Chechła. Tam im zakomunikowano, że

nadszedł dzień powstania. Każdemu przydzielono odpowiednie zadanie.

Wyglądało to mniej więcej tak: komendant wzywał do siebie 3-4 uczestników

i przekazywał im co następuje: Ty, Hubert, jesteś z Boruszowca i znasz się tam

dobrze. Tu masz do pomocy dwóch chłopców z Hanuska i jednego ze Strzybnicy.

Pójdziesz z nimi „na gmina” w Boruszowcu i powiesz tam, że od teraz wy tam

bydziecie rządzić, bo jesteście przedstawicielami polskiej władzy, która od teraz

na Górnym Śląsku będzie panowała. Każcie sobie wydać spis poborowych

i rezerwistów, czyli wszystkich zdrowych „młodzioków” od 18-go roku życia. Na

jego podstawie roześlijcie im wszystkim powołania do polskiego powstańczego

wojska. Z tym powołaniem mają się tam a tam stawić. Kropka.

I takie powołanie dostał zaraz na początku powstania również mój ojciec,

a Wasz dziadek. Wychowany na pruskiej dyscyplinie, urzędowe pismo

potraktował poważnie i poszedł do Rept, gdzie go skierowano. Tam większą

ilość, podobnie jak on zaciągniętych, ulokowano w wolno stojącej stodole

między Reptami a Tarnowskimi Górami. Te jeszcze nie były przez powstańców

zajęte, podobnie jak Bytom, Gliwice, Zabrze czy Katowice. Celem tego

50

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

oddziału było zajęcie Tarnowskich Gór, lecz nie było to łatwe, bo miejscowy

niemiecki „Selbstschutz” (samoobrona) trzymał się dzielnie i powstańców do

miasta nie wpuszczał. Tak to trwało przez parę dni, aż pod tarnogórski dworzec

przyjechał z Poznańskiego pociąg pancerny uzbrojony w dość ciężkie armaty.

Dowództwo tego pociągu postawiło władzy miejskiej ultimatum – albo do tej

a tej godziny miasto poddadzą, albo swoją artylerią zaczną ostrzeliwać jego

centrum z pięknymi domami, sklepami i magazynami. No i rada miejska

zdecydowała się na kapitulację. I wtedy dopiero ten dziadkowy oddział

powstańczy ruszył od Rept ulicą Gliwicką do miasta. Zajął je bez jednego

strzału. O ile sobie dobrze przypominam, to chyba ich dowódca nazywał się

Józef Cebula.

Gdzieś w połowie lat 60-tych „nagrałem” ojcu, czyli Waszemu dziadkowi,

spotkanie w siedzibie tarnogórskiego ZBOWiD-u (Związek Bojowników

o Wolność i Demokrację), do którego włączono parę lat po wojnie również

Związek Weteranów Powstań Śląskich. Ojciec spotkał się tam z członkiem

zarządu, który był odpowiedzialny za sekcję powstańców śląskich, gdyż chciał

się wystarać o tzw. „dodatek powstańczy” do swojej skromnej renty. A że była

ona skromna mogę Was zapewnić, bo nie zaliczono do niej ani przedwojennych

czyli polskich, ani wojennych, czyli niemieckich lat pracy.

Towarzyszyłem ojcu na to spotkanie i byłem przy ich rozmowie obecny.

Okazało się, że należeli do tego samego oddziału. Powspominali wspólnych

znajomych i ten ich pobyt w owej stodole pod Reptami. A potem wejście do

Tarnowskich Gór, po ich kapitulacji. Brzmiało to mniej więcej tak: Pamiętasz

Franek jako wtedy w mieście panowała cisza? Wszystkie drzwi, okna, żaluzje

były pozamykane, a na ulicach ani człowieka. Oni się boli, że my ich może

powybijamy, a my o tym ani nie myśleli.

Ojciec na to: No tak, nie dziwota, tak ich nastraszono. Ale już na drugi

dziyń pierwsi zaczyli z domów wychodzić. Przeca my do nich nic nie mieli.

No i naturalnie ów rozmówca potwierdził dziadkowi jego udział

w powstaniu i dostał ten skromny dodatek powstańczy do renty. A później

jeszcze awans na porucznika. Przyznawano go wówczas byłym powstańcom

hurtowo”.

51

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Ojciec miał też brata, 5 lat młodszego. Nazywał się Karlik. Ten już na

wojnie światowej nie był, bo jak się skończyła miał 17 lat. Nie miał więc

w sobie wiele z pruskiej dyscypliny. W czasie powstania miał 20 lat i też dostał

powołanie do powstańczego wojska. Była to jednak dusza dość rogata i nie

poszedł się zgłosić tam, gdzie mu kazano. W domu powiedział jego ojcu, czyli

memu staroszkowi i siostrom, że on tam na żadne powstanie nie pójdzie, bo on

się z nikim bić nie chce. Dziś by go nazywano pacyfistą.

Skoro on nie poszedł, to za parę dni przyszło kilku do niego, po niego. Jak

mi ciotki, jego siostry, Anna i Marta wielokrotnie opowiadały, naprały mu po

pysku, nakopali do d… i Karlik Musioł z nimi pójść. Na tym się opowieść nie

skończyła, bo ja, mały, dociekliwy szkrab, dopytywałem się, co było z nim

dalej. Otóż ci z gminy nie byli za niego pewni, więc go do żadnego baonu

powstańczego nie wysłali, tylko zostawili u siebie na swe miejscowe potrzeby.

52

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

W Boruszowcu była duża, nowoczesna fabryka prochu, później

przeobrażona na fabrykę papieru. Potrzebowała ona dość dużo wody i tę

pompowano z potoku, zwanego Stołą. Pompy znajdowały się w małym

budyneczku niedaleko mostu drogowego nad Stołą. Nazywano go stawidłem.

A ponieważ dowództwo powstańcze obawiało się akcji sabotażowych ze strony

Niemców, więc wszystkie fabryki i urządzenia pomocnicze były przez nich

pilnowane. Również owa pompownia (stawidło), bo bez wody by fabryka nie

mogła funkcjonować. Pilnowało ją więc zawsze dwóch wartowników: jeden

w środku wypoczywał, a drugi chodził dookoła z biało-czerwoną opaską na

ręce i z karabinem na ramieniu. Jednym z nich był mój wujek Karlik. To byłoby

nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że miał on na ramieniu „flinta bez zamka”.

Po prostu miejscowy dowódca nie był go zbyt pewny, więc mu wyjęli zamek

z karabinu. A z szosy było widać tylko wartownika z karabinem i to starczyło,

aby potencjalnego „sabotażystę” odstraszyć. I tak pacyfista wujek Karlik

zaliczył powstanie. Niestety nie miał takiego szczęścia w drugiej wojnie

światowej. Zginął w szeregach Wehrmachtu.

Drugi przypadek odmowy udziału w powstaniu znam z Rusinowic,

w powiecie lublinieckim. Mieszkaliśmy przez 2 lata u państwa Józefa i Marii

Sowów. W czasie powstania miał on 23 lata, tak że zdążył jeszcze wziąć udział

w końcowej fazie pierwszej wojny światowej. Naturalnie w armii niemieckiej.

Jak powstanie wybuchło, to go też wezwano do powstańczego wojska. Lecz

Józef był wtedy bardzo zakochany w Maryjce. Jak mówił: „My się mieli bardzo

ku sobie”. Uradzili z Maryjką, że on się skryje w lesie, do którego było z 5-7

minut drogi przez pola. Zabrali więc na furmankę, niby to jadąc do roboty na

pole, parę koców, siennik, czyli po Śląsku sztrołzak, stary mantel (płaszcz),

mały zygówek (poduszkę), konewkę wody, chlyb i trocha wyndzonki. I poszli

szukać największego, najbardziej rozrośniętego świerku, pod którym mu

Maryjka naścieliła. Potem co drugi dzień mu donosiła jedzenie i picie. I tak

przeżył powstanie. Za 9 miesięcy po powstaniu urodziła się ich córka – Truda.

Zdążyli się jeszcze wcześniej pobrać, bo tego jeszcze wtedy przestrzegano.

53

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

To, że do powstańczego wojska zaciągano przymusowo również w innych

powiatach, wiem też od mego wujka Petra Trybusa, który pochodził

z rybnickiego. A moja prababka z powiatu gliwickiego też to potwierdzała.

Henryk Sporoń

(List drukowany w nr 5 (31) „Ulicy Wszystkich Świętych” z 29.V. 2002 r.)

54

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Nakło. Panowie

Na północ od Orzecha i Bobrownik otwierała się wielka niezamieszkała

przestrzeń. Wyróżniał się dość stromy garb rozciągnięty na pół mili z zachodu

na wschód, pomiędzy cieniutkim strumyczkiem mającym swe źródła na

bobrownickim wzgórzu i rzeką Brynicą. Żyzne wybrzuszenie zajmowały

puszczańskie dęby przemieszane z bukami, z dodatkiem jodeł i jaworów. Ale na

północ od garbu, na granicy dzisiejszego Nowego Chechła, gdzie polodowcowe

piaski wyściełały obniżenie Małej Panwi, zaczynało przybywać świerków, sosen

i brzóz. Garb rozcinała na pół dolinka, którą ze wschodu na zachód podążał inny

strumyk, by połączyć się z bobrownickim. Brzegi strumienia porastała trzcina

i krzaczaste wierzby, ponad nie wystrzelały pojedyncze wiązy i olchy. Było

mokro i grząsko.16

Taki mniej więcej krajobraz zastał gdzieś w średniowieczu rycerz, ów

pierwszy pan tej ziemi, bądź jego zaufany wysłannik. W narożniku u zbiegu

dwóch strumieni rycerz postawił drewniany zameczek, tuż obok zabudowania

dworskie. Początek większego folwarku, tak zwane allodium miało zapewne

około sześciu łanów. Na wschód od pańskiej siedziby kolejne łany dla siebie

wydzierali puszczy wolni chłopi.

Literacki opis pobliskiej doliny Brynicy, przylegającej od wschodu do

garbu, na którym założono Nakło i Chechło, znajdujemy na samym początku

powieści „Biała pani na Świerklańcu” Heinza vom Hagen dedykowanej księciu

Gwidonowi Henckel von Donnersmarck17: „To było w żniwnym miesiącu

sierpniu roku 1359. Na stalowoniebieskim niebie płonęło słońce i słało swoje

gorące promienie ku spłowiałym od żaru pastwiskom nad Brynicą. Tam

pstrokate krowy swobodnie i gnuśnie szukały sobie trawy albo gromadziły się w

cieniu potężnych dębów i buków na zboczach wzgórz otaczających długi pas

16Anno Domini 2014 strumień ów zaczyna się (wypływa z rury) za kościołem przy szosie do Tarnowskich Gór

i cały rok toczy szaroniebieskie ścieki, które całkowicie wsiąkają w Janaskę inaczej Tyrolową Łąkę pomiędzy

Nowym Chechłem i Zalewem. Tylko podczas dużych opadów część wody, wówczas już przezroczystej, płynie

dalej.

17Heinz vom Hagen „ Die weiẞe Frau von Neudeck”, 1917.

55

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

łąk.” Wzgórza na lewym brzegu Brynicy to współcześnie okolice Sączowa

i Wymysłowa, na prawym brzegu mamy najpierw styczność z „naszym”

garbem, trochę dalej, z biegiem rzeki, wznosi się Kozłowa Góra.

Mokry, błotnisty teren, miejsce nad wodą, także zakręt rzeczny to według

niektórych specjalistów od językoznawstwa historycznego dawne nakieł lub

nakło, zaś po czesku nakel i nakli oznacza m.in. mokre, błotniste miejsce, albo

to, co rzeka naniesie na brzeg, także zakręt rzeczny. Niektórzy próbują wywieść

Nakło od wyrazu kół, co oznaczałoby osadę na kołach czyli palach. Nasze

Nakło, założone przypuszczalnie około połowy XIV wieku, jest chyba

najmłodsze spośród kilku miejscowości o tej samej nazwie. Najsłynniejsze to

oczywiście Nakło nad Notecią (co najmniej od 1091 roku); mamy też bliższych

sąsiadów, mianowicie niedaleko Tarnowa Opolskiego (wieś wzmiankowana

w 1290 roku) oraz Nakło koło Włoszczowej.18

Na północ od garbu rozciętego dolinką jeszcze tylko Żyglin i Żyglinek,

przypuszczalnie rówieśnicy Nakła, znajdowały się w kasztelanii bytomskiej,

potem podniesionej do godności księstwa. Dalej rozciągał się niezamieszkały

pas nad Małą Panwią oddzielający kasztelanię19 bytomską od oleskiej, w skład

której wchodziła pierwotnie także ziemia lubliniecka.

W 1355 roku po śmierci księcia Bolesława cesarz Niemiec i król Czech w

jednej osobie, Karol IV Luksemburczyk, podzielił ziemię bytomską. Część

północna – gdzie już istniały lub wkrótce założono m.in. Nakło i Żyglin –

przypadła księciu oleśnickiemu Konradowi I, południe otrzymali książęta

cieszyńscy Kazimierz i jego syn Przemysław I Noszak. Długo trwało

wytyczanie nowych granic i dopiero 26 stycznia 1369 roku sporządzono

dokument zatwierdzający podział księstwa bytomskiego. Nie ma w nim mowy

o Nakle a jedynie o wsiach położonych20 w pobliżu Radzionkowa i Niemieckich

Piekar na północ od wielkiej drogi łączącej Miechowice z Czeladzią. „Nasz

szwagier [Konrad oleśnicki] powinien także mieć i posiadać tę część ziemi,

18M.in. Henryk Borek „Górny Śląsk w świetle nazw miejscowych”, Opole 1988, s. 51; Aleksander Brückner

Słownik etymologiczny języka polskiego”, Warszawa 1974, s. 354; Wywód profesora Kazimierza Nitscha

w liście z 1948 roku do księdza proboszcza Jarczyka, w: Musioł „Nakło…”, s. 19-20.

19Idzi Panic „Granice kasztelanii bytomskiej w wiekach średnich”, w: „Z dziejów dzielnic Bytomia”, Bytom

1991, s. 28.

56

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

w której leżą Radzionków i Niemieckie Piekary z wszystkimi wsiami w tej

części położonymi, od wielkiej drogi prowadzącej od Marcinowej karczmy

[Miechowice] aż do Czeladzi, którą to drogą ta ziemia jest podzielona”. Tak

brzmi dosłownie ów niezwykle dla nas ważny fragment (patrz drugi akapit

przypisu cesarskiego dokumentu. Wydaje się oczywiste, iż wśród tych

nienazwanych osad powinna się znaleźć także nasza wieś, ale treść pergaminu

jest bezlitosna: brak w nim nazwy Nakło. I jakiejkolwiek innej poza

Radzionkowem i Piekarami, więc „pokrzywdzone” zostały również inne

miejscowości.

24 czerwca 1481 roku w sporządzonym w Bytomiu dokumencie, dotyczącym

m.in. Stanisława Rudzkiego z Rudy, jako świadek występuje „Stiepan z Nakla”,

Szczepan z Nakła. To absolutnie pierwsza stuprocentowo pewna źródłowa

wzmianka o Nakle i jego właścicielu. Wkrótce ten sam Szczepan,

w towarzystwie m.in. Wrochema z Rept, świadczy jeszcze 27 lipca tegoż roku,

także w Bytomiu. Szczepan jest rycerzem i dziedzicem wsi Nakło. Nie wiadomo

którym z kolei, trudno także orzec, czy Nakło zawsze było prywatną własnością

rycerską, czy też któryś z przodków Szczepana/Stefana nabył wieś od księcia

albo otrzymał ją drogą nadania za zasługi.21

W 1532 roku zmarł książę Jan Dobry, ostatni Piastowicz na Opolu

i Raciborzu. Wcześniej, prawdopodobnie w 1498 roku, sporządzono urbarz

ziemi bytomskiej, w którym wymieniony został Jan Mokrski, dziedziczny pan

Nakła rodem ze wsi Mokre pod Mikołowem. W tymże22 urbarzu Mokrski

oszacował wartość sprzedażną Nakła na pięćset czerwonych (złotych) guldenów

węgierskich. Mokrski, właściciel prywatnej wsi, ale jednocześnie lennik pana

ziemi bytomskiej zobowiązany był w razie potrzeby służyć swemu panu jednym

zbrojnym na koniu („Dient mit 1 pferde”).

20Grünhagen u. Markgraf „Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens”, 1883, Band 2, s. 440: „Auch sal unser

swager daz halb teyl dez dorfes Polenischen Bechkern, daz da leit gen Radinkaw und Babrofnik halb, daz da leit

gen den Bechkern, haben und besiczzen […] Auch sal unser swager daz teil des Landes da Radinkaw und

Dewsche Bechker inne ligent, mit allen dorfern, die in tem teile ligent, von der grosen straz, die da get von

Merteins kraczen bis gen Schelczen, damit daz lant geteilt ist, haben und besiczzen”; także: Musioł “Nakło…”,

s. 21.

21“Codex diplomaticus Silesiae”, Breslau 1865, s. 110, regesty nr 330 i 333.

22Ludwik Musioł “Nakło. Z przeszłości wsi i parafii nakielskiej”, 1965, s. 22.

57

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

W 1602 roku akta tarnogórskie wymieniają Jerzego Nakielskiego, rok

później figuruje tam „Jerzy starszy Nakielski”. Mamy więc ojca i syna, których

nazwisko wywodzi się od nazwy wsi a to oznacza, iż jest to ród już od dawna

w Nakle osiadły.

W roku 1619 właścicielami Nakła są bracia Jerzy i Jan Bizowscy. Kusi

nas tutaj skojarzenie ich nazwiska z niedaleką Bizją, ale pozostawiamy na

uboczu spekulacje na ten temat. Według „Urbarza państwa bytomskiego” każdy

z braci posiadał w Nakle swój folwark, były tu więc dwa folwarki. Jeden,

starszy i większy blisko siedziby rycerskiej, drugi młodszy i mniejszy w Zorogu,

we wschodniej części wsi - o którym wspomina się jeszcze w 1683 roku

w aktach parafii Żyglin - później zlikwidowany. W 1652 roku znajdujemy

kolejne potwierdzenie23 rycerskiej dwuwładzy na obszarze Nakła: wieś jest

w posiadaniu Daniela Starzyńskiego oraz Mikołaja Bielszowskiego

z Bielszowic.

Lata około 1655-1695 to okres wywodzących się z Tyrolu baronów von

Larisch, spokrewnionych z rodem von Fragstein. W 1603 roku Jan Larysz

przypisany został do Naczęsławic24 i Laryszowa. Naczęsławice to inaczej

Nimsdorf niedaleko Głogówka, Laryszów leży za opłotkami Tarnowskich Gór

i nazywał się najpierw Larischhof, Dwór Larysza. Nota bene, jako swoje

gniazdo rodowe podają Nimsdorf także von Fragsteinowie. Oprócz majątków

w okolicach Tarnowskich Gór (jeszcze Lasowice z Sowicami) Laryszowie

posiadali od XVII po XIX wiek dobra m.in. w powiecie lublinieckim (Dzielna,

Kochcice) i oleskim (Sowczyce).

11 listopada 1657 roku żygliński proboszcz chrzci Jana, syna Krzysztofa

i Ewy Laryszów. Imię Jan zapewne na pamiątkę po dziadku, wymienionym

w 1603 roku. To pierwsza informacja z pobytu i panowania rodziny Laryszów

w Nakle. Jan ożenił się około roku 1685 z Ewą Barbarą a w 1686 roku urodziło

im się pierwsze (?) dziecko, po matce także Ewa Barbara. Dziewczynkę

trzymali do chrztu Tomasz Lewandowski i Maria Bargłowa, pensjonariusze

przytułku w Georgenbergu, czyli Miasteczku Śląskim. Łącznie w Nakle

23Bernard Szczech „Dokument Górnośląski 1650-1652”, Zabrze 1998, s. 28.

24AMTG, tom 17, s. 43, 58, 92; tom 40, fol.245, w: Musioł ”Nakło…”, s. 23.

58

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

przyszło na świat dziesięcioro małych Laryszów, bo jeszcze Anna Teresa (1688),

Jan Karol (1689), Zuzanna Zofia (1690), bliźnięta Jerzy Franciszek i Anna

Maria (1691), Elżbieta Jadwiga (1693), Antoni Józef (1695), Karol Maksymilian

(1696), Krzysztof (1702). Jak widzimy, potomkowie są regularnie dwojga

imion, z wyjątkiem ostatniego Krzysztofa. Niedopatrzenie autora notatki? Wola

rodziców? Nie wiemy, w każdym bądź razie pozostałe dzieci podwójnie tylko

mianowane również mogą świadczyć o skromności a przynajmniej o braku

przesady u Jana i Ewy Barbary. Bowiem ówczesna i późniejsza szlachta oraz

kasta urzędnicza za normę uważały przynajmniej trzy imiona a trafiały się

niemowlęta z balastem pięciorga imion. Nakielscy Laryszowie żyli chyba

w dobrej komitywie ze swoimi poddanymi. Ewa Barbara von Larisch, tu

swojsko jako Laryska, regularnie pozwalała się namawiać do roli matki

chrzestnej, może nawet tę funkcję traktowała bardzo poważnie zdobywając

szacunek siodłoków i zagrodników.

17 czerwca 1670 roku, niespełna pół wieku po tym, jak ich ród otrzymał

dobra na Śląsku, bracia Leon Ferdynand i Karol Maksymilian Henckel von

Donnersmarck podzielili się majątkiem.25 Karol Maksymilian otrzymał część

świerklaniecką, Leo Ferdynand bytomską. Pan na Bytomiu znacznie powiększył

swoją posiadłość. Zaczął w 1673 roku od kupna Piasecznej, dziś bardziej znanej

jako Strzybnica, osady z kuźnicą nad rzeką Stołą. Rok później od swego kuzyna

Eliasza Andrzeja z Bogumina nabył majątek Kochłowice.26

6 kwietnia 1695 roku Leo kupił dobra rycerskie Nakło za pięć tysięcy

guldenów reńskich. Sprzedającym był najprawdopodobniej wspomniany przed

chwilą Johann von Larisch, którego z Nakłem kojarzymy jeszcze przynajmniej

do 1702 roku. Być może Donnersmarck pozostawił Larysza w Nakle jako

tymczasowego zarządcę nowego majątku.

27 lipca 1697 roku Leo Ferdynand ma zaszczyt, obok innych

znakomitości (na przykład księcia Radziwiłła), witać elektora saskiego

Fryderyka Augusta I w Piekarach. W piekarskim kościele dotąd luteranin

25Musioł „Nakło…”, s. 24.

26Arkadiusz Kuzio-Podrucki „Henckel von Donnersmarckowie. Kariera i fortuna rodu”, Bytom 2003, s. 41, 53,

56, 61, 81.

59

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Fryderyk August Mocny powtarza ceremoniał przyjęcia wiary katolickiej

(pierwotna, oryginalna uroczystość miała miejsce 2 czerwca w Baden koło

Wiednia), co było warunkiem koronowania go na króla Polski. Po mszy

Donnersmarckowie podejmowali27 gości w Radzionkowie. W listopadzie tego

samego 1697 roku cesarz Austrii Leopold I Habsburg nadaje ziemi bytomskiej

status wolnego państwa stanowego, Freie Standesherrschaft, zaś Leon

Ferdynand posiada odtąd tytuł wolnego pana stanowego Bytomia, Freier

Standesherr von Beuthen. 24 lutego 1699 roku liczący sobie 59 lat Leon

Ferdynand Henckel von Donnersmarck umiera. Pozostawia żonę Julianę

Maksymilianę z hrabiów Coob von Neyding oraz małoletnich synów: Karola

Józefa Erdmanna i Leona Ferdynanda II, którzy – zgodnie z wolą cesarza - mieli

być wychowywani w wierze katolickiej. Leon Ferdynand jako rotmistrz pułku

kirasjerów we Wrocławiu ginie tam w 1714 roku w pojedynku z Gustawem

hrabią von Oppersdorffem. Osiągnąwszy w 1710 roku pełnoletniość jedyny

spadkobierca, Karol Józef Erdmann, już bez pomocy matki-regentki kontynuuje

dzieło ojca znacznie powiększając majątek. W 1718 roku nabywa (właściwie

jego żona Maria Józefa) Bańgów i Siemianowice wraz z tamtejszym zamkiem,

w 1724 roku Przełajkę, w 1725 roku kupuje Radzionków, w 1727 folwark

Segiet, w 1734 część Świętochłowic.

Głowę Karolowi Józefowi zaprzątają nie tylko nowe zdobycze

terytorialne. Musi także bez przerwy pilnować wschodniej rubieży swoich dóbr.

Tutaj przebiega granica pomiędzy państwem bytomskim i miastem Czeladzią

i jednocześnie stykają się Austria z Polską Już na początku swoich rządów,

w 1714 roku, wysłannicy grafa najechali położoną z dala od granicy siewierską

wieś Dąbie, własność Wojciecha Nekandy Trepki, i pod nieobecność dziedzica

wytłukli mu wszystkie szyby w oknach oraz spustoszyli folwark z browarem,

służących zaś poturbowali. W 1726 roku sporządzono akt rozgraniczenia

pomiędzy Księstwem Siewierskim28 i państwem bytomskim hrabiego Henckel

von Donnersmarcka, co jednak nie uspokoiło waśni. Dokładny przebieg linii

27Ks. Józef Knosała „Parafia radzionkowska”, Katowice 1926, s. 239. Autor podaje, że w latach 1680 i 1685

siedzibę właściciela Radzionkowa nazwano jeszcze arx, co oznacza zamek obronny, twierdza. Radzionkowski

zamek miał istnieć do drugiej połowy XVIII wieku.

28Zdzisław Noga „Osadnictwo i stosunki własnościowe w Księstwie Siewierskim do 1790 roku”, w: „Siewierz,

Czeladź, Koziegłowy”, Katowice 1994, s. 169-170.

60

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

granicznej, głównie rzeką Brynicą, utrwalił wówczas na szczegółowej mapie

matematyk Daniel Petzold.

W latach 1740-1742, zwanych później pierwszą wojną śląską, król Prus

Fryderyk II zajął Śląsk przepędziwszy zeń Austriaków. Karol Józef Erdmann,

katolik, zdobył zaufanie Wielkiego Fryca – Hohenzollerna i ewangelika, który

mianował hrabiego nadprezydentem Wyższego Urzędu Rządzącego w Opolu

(Oberamts-Regierung). Jednak w drugiej wojnie śląskiej 1744-1745 hrabia

zmienił front stając się zwolennikiem Austrii, czego mu już Fryderyk nie

wybaczył. Po przegranej Habsburgów Karol Józef Erdmann uszedł do Wiednia.

Zmarł w 1760 roku w Sopron na Węgrzech przeżywszy 72 lata. Jego

skonfiskowane dobra bytomskie otrzymał Leon Maksymilian z protestanckiej

linii rodu.

Prawdopodobnie już w 1747 roku najstarszy syn hrabiego, Franciszek

Ludwik odzyskał skonfiskowane dobra. Wkrótce zakupił położony na

peryferiach Tarnowskich Gór folwark, który na cześć ojca nazwał Karlshof,

Dwór Karola, potem także w polskiej wersji Karłuszowiec. Odtąd, przez prawie

dwa wieki, z tego miejsca zarządzano całym majątkiem bytomskosiemianowickich

Donnersmarcków. Franciszek Ludwik, częściej chyba znany

tylko z drugiego imienia, nie odmawiał udziału w życiu towarzyskim

okolicznych błękitno- krwistych. Na przykład 12 lutego 1765 roku wraz z hrabią

Franciszkiem Tenczyńskim z Byczyny został świadkiem na ślubie szlachetnego

Ludwika Szymońskiego z Kochanowic (powiat lubliniecki) i Antonii primo voto

Wrochem. Co miało miejsce w kościele św. Piotra i Pawła w Tarnowskich

Górach.29

Franciszek Ludwik zmarł w 1768 roku w Halembie. Nie dziedziczył po

nim kolejny wedle starszeństwa brat Karol Jan, być może dlatego, że był

duchownym i na stałe mieszkał w Wiedniu, więc poza Śląskiem. Najmłodszy

z braci, Łazarz III, przebywał – podobnie jak ojciec Karol Józef Erdmann –

w Austrii, gdzie nosił tytuł cesarskiego szambelana i szlify majora. W latach

1756-1763, podczas ostatniego etapu zmagań o Śląsk, zwanego wojną

siedmioletnią, Łazarz III walczył przeciwko Prusom. Ów fakt utrudnił mu

29APTG 1765/Ks. ślubów.

61

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

przejęcie spadku, co nastąpiło ostatecznie w 1768 roku. Łazarz III, od 1793 roku

piąty wolny pan stanowy Bytomia, rezydował w Siemianowicach. Jego dobra

obejmowały ponad 19 tysięcy hektarów ziemi, jedno miasto (Bytom), 23 całe

wsie, jedną częściowo, 18 folwarków oraz dwie kuźnice – w Halembie

i Piasecznej. W 1805 roku małżonka hrabiego, Antonina hrabina Praschma,

kupiła od Leopolda von Larisch majątki Lasowice i Sowice. Jednak rosnąca

fortuna i znaczenie rodu nie ugasiło konfliktu granicznego, który ciągnął się za

Łazarzem od czasów jego siedemnastowiecznych przodków, głównie Karola

Józefa Erdmanna. Przedmiotem sporu był m.in. Las Bibielski, Bibieller Wald,

w którym swój przydział drewna mieli obywatele Georgenbergu a do którego

rościli sobie pretensje także polscy sąsiedzi z Zendka i innych miejscowości

Księstwa Siewierskiego. Włościanie pustoszyli miejskie lasy Woźnik a przy

okazji ścinali drzewa hrabiemu, w związku z czym rząd pruski przysłał mu do

pomocy szwadron huzarów.30

19 sierpnia 1788 roku najbogatszy Henckel miał zaszczyt witać

w Tarnowskich Górach Fryderyka Wilhelma II, króla Prus. Zanim jednak król,

którego głównym celem były Pyskowice, dotarł do miasta gwarków, odwiedził

w Piasecznej hutę swojego imienia, Friedrichshütte. Tam przez ponad godzinę

przyglądał się pracy dwóch wielkich pieców i fryszerek, po czym poprzedzany

asystą ośmiu konnych urzędników górniczych przejechał przez Tarnowskie

Góry udając się do kopalni „Fryderyk”, Friedrichsgrube31, w Bobrownikach.

Tutaj kolejne uroczyste powitanie i hołd oraz chyba największa atrakcja całej

wizyty: cud techniki, słynna machina ogniowa, Feuermaschine, czyli maszyna

parowa.

Hrabia Łazarz III zmarł w 1805 roku w Siemianowicach i pochowany

został w kościele franciszkanów w Bytomiu. W 1810 roku hrabiowskie oraz

jego przodków szczątki przeniesiono do krypty kościoła mariackiego. Majątek

Łazarza III odziedziczył jego najstarszy syn Karol Józef Erdmann, natomiast

tytuł wolnego pana stanowego przyjął kolejny senior rodu Hencklów Erdmann

Gustaw ze Świerklańca.

30Urbarz Georgenbergu/Miasteczka Śląskiego z 1785 roku.

31„Schlesische Provinzialblätter”, 1788, Band VIII., s. 194-196.

62

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Za czasów Karola, w 1806 roku, Napoleon zadał Prusom sromotną klęskę

pod Jenąi Auerstedt. Jednak przegrana nie wywołała obezwładniającej żałoby

ani też bezczynnego32 rozpamiętywania. Prusy otrząsnęły się z szoku i mimo

francuskiej okupacji przeprowadziły serię reform państwa, w tym najważniejsze

dla wsi pociągnięcie: uwłaszczenie stanu chłopskiego. W 1809 roku Karol

wyjechał na krótko do Austrii, gdzie służył jako porucznik huzarów. Cztery lata

później, kiedy wojska pruskie wypowiedziały posłuszeństwo Napoleonowi

i zwróciły się przeciwko niemu, zaciągnął się do 1. Śląskiego Regimentu

Huzarów i otrzymał zaszczytną nominację na adiutanta feldmarszałka Blüchera.

A Gebhard Leberecht von Blücher to był nie byle kto, tylko – wraz z księciem

Wellingtonem – późniejszy sprawca klęski Bonapartego pod Waterloo w 1815

roku. Hrabia Karol nie dożył ostatecznego tryumfu nad znienawidzonym

Korsykaninem. 2 maja 1813 roku został ciężko ranny pod Groß Görschen

w Saksonii i pięć dni później zmarł w Dreźnie.

Jedyny potomek hrabiego Karola, syn Hugo, miał wówczas dwa lata.

Dopiero w 1832 roku został uznany pełnoletnim i odtąd aż do swojej śmierci

w 1890 roku zarządzał ogromnym majątkiem linii bytomsko-siemianowickiej.

Za jego życia dokonała się rewolucja przemysłowa w Europie, w Prusach i na

Górnym Śląsku, ale dla nakielskich chłopów zapewne równie ważne było ich

uwłaszczenie, co przypieczętował akt z dnia 8 lutego 1834 roku z podpisem

hrabiego Hugona Henckel von Donnersmarcka („Uwłaszczeni”).

Oto niektóre z zakładów i innych obiektów tworzących imperium przemysłowe

Hugona:

kopalnie „Hugo” i „Zwang” w Kochłowicach;

Antonienhütte”, huta „Antonina” w Wirku;

tam też i w pobliżu Kochłowic pola górnicze oraz huty cynku „Hugo”

i „Liebehoffnung”;

wybudowana kosztem 350 tysięcy talarów huta żelaza „Laura”

w Siemianowicach (1839, największy wówczas tego typu zakład w Niemczech);

32Głównym sprawcą klęski był książę Fryderyk Ludwik von Hohenlohe-Ingelfingen, później właściciel

Sławięcic, gdzie zmarł w 1818 roku. Syn Fryderyka i sąsiad Donnersmarcków Adolf von Hohenlohe-Ingelfingen

(1797-1873) nabył dobra koszęcińskie; wybudował pałac, dziś siedzibę zespołu pieśni i tańca „Śląsk”

63

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Königshütte”, huta „Królewska” w Chorzowie;

Hugohütte”, huta żelaza „Hugo” w Sowicach-Czarnej Hucie, dzielnicy

Tarnowskich Gór; tamże od 1876 roku pierwsza w Niemczech fabryka celulozy;

kopalnia „Radzionków”/”Radzionkau”

huta cynku „Łazarz”/ „Lazyhütte”, także w Radzionkowie;

kopalnia rudy żelaza w Bibieli na północ od Miasteczka Śląskiego;

wapienniki w Nakle Śląskim

zakłady metalurgiczne a potem fabryka celulozy w Karyntii (Austria)

Hrabia Hugo kupował dobra ziemskie, budował nowe i restaurował stare

rezydencje. Nabył majątki w Karyntii, m.in. Wolfsberg, oraz Rusovce/Karlburg

na Słowacji (wówczas Węgry), zmodernizował zamek Wolfsberg i wystawił

okazały pałac w Wiedniu.

W 1857 roku zmarła małżonka Hugona Laura von Hardenberg. Po roku

hrabia pojął za żonę młodszą od siebie o 35 lat, także Laurę, von Kaszonyi.

Około 1859 roku na miejscu skromnego pałacyku myśliwskiego stanął w Nakle

prawdziwy pałac, choć nadal nie główna siedziba rodu, lecz tylko letnia

rezydencja. Dokładnie w tym samym czasie Hugo założył w lesie (zwanym

Polskim Lasem) niedaleko Małej Panwi i Woźnik osadę Dąbrowa Wielka, coś

jakby spóźnioną o prawie stulecie kolonię fryderycjańską33.

4 października 1890 roku pozostawiwszy trzech synów Hugo zmarł.

Bracia zarządzali wspólnie odziedziczonymi dobrami, ale każdy zamieszkał

gdzie indziej. Hugo II został lokatorem pałacu w Siemianowicach, Łazarz IV

przeniósł się z Ramułtowic koło Wrocławia do Nakla, zaś Artur osiadł na stałe w

Wolfsbergu.

3 maja 1892 roku w nakielskiej kaplicy zamkowej związek małżeński

zawarli córka Łazarza IV hrabianka Gabriela Henckel von Donnersmarck

i Gustaw Ruffer z Łazisk Średnich. Błogosławił im pastor Schirmeisen

z Bytomia, jako że pan młody był protestantem. Geistlicher Rat, radca

duchowny Schirmeisen został poproszony o ponowne przybycie do Nakła

11 stycznia 1900 roku. Węzłem małżeńskim połączyli się wtedy kolejna córka

33ABO 1859/150.

64

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Łazarza hrabianka Maria i Hans Friedrich Georg baron von Saurma, major

w sztabie Śląskiego Pułku Kirasjerów nr 1 we Wrocławiu34.

Nowa siedziba Łazarza IV była formalnie własnością jego macochy,

drugiej żony Hugona Laury. Po śmierci Laury w 1905 roku bracia sprzedali

spadek po niej z wyjątkiem Nakła. Łazarz IV przebudował pałac m.in.

podwyższając jego wieżę. Wymienił resztę drewnianych zabudowań

folwarcznych na nowoczesne murowane. Dbał o przypałacowy park, gdzie na

jego południowo-zachodnim obrzeżu, jeszcze od czasów Hugona, znajdowała

się słynna na całą Europę stajnia koni wyścigowych. Nieco bliżej zamku stanęła

willa, którą służbowo zamieszkiwał zarządzający finansami hrabiego

Rentmeister, skarbnik. Przeciwległy, północno-zachodni fragment ogrodzonej

murem posiadłości zajmowało ogrodnictwo dostarczające warzyw i owoców na

stoły hrabiów i zwykłych pracowników dworskich.

W 1894 roku naprzeciw ogrodnictwa, po pólnocnej stronie szosy

tarnogórskiej, wyrósł kościół („We własnej parafii” ) ufundowany w całości

przez Łazarza i jego małżonkę hrabinę Marię von Schweinitz. W 1898 roku przy

świątyni stanęło mauzoleum dla rodziny hrabiego. Rok później niedaleko

pałacu, przy ulicy Głównej, zamieszkały siostry boromeuszki. Zwykle

przebywały w Nakle cztery zakonnice. Prowadziły one sierociniec, były

pielęgniarkami, okresowo prowadziły ochronkę i udzielały nakielskim

dziewczętom lekcji gospodarstwa domowego. Podobną placówkę założyli

świerklanieccy Donnersmarckowie. Opiekę nad klasztorem sprawowali kolejni

właściciele Nakła, przede wszystkim zmarła w 1943 roku Wilhelmina, żona

Edwina. W 1924 roku obchodzono ćwierćwiecze powstania placówki

i jednocześnie srebrny jubileusz pierwszej przełożonej domu siostry

Maksymiliany. Na 16 lat zastąpiła ją siostra Fidelia, która odeszła w 1939 roku

do Chorzowa, następnie zakładem kierowała siostra Gemma. W 1925 roku

zezwolono na przechowywanie w domu zakonnym Najświętszego Sakramentu,

ale kiedy pięć lat później wybuchł tam niegroźny co prawda pożar, przeniesiono

Sanctissimum do kaplicy zamkowej. Klasztor istnieje do dziś jako ośrodek

34KAT 1892/38; APN 1900.

65

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Caritasu” opiekując się niepełnosprawnymi chłopcami. W 1999 roku nakielskie

boromeuszki uroczyście obchodziły stulecie instytucji.35

Jeszcze przed nadejściem XX wieku hrabia Łazarz Henckel von

Donnersmarck sumą 4 tysięcy marek wspomógł budowę kościoła w Starych

Tarnowicach a kiedyw Radzionkowie pożar pozbawił 60 rodzin dachu nad

głową, kazał rozdzielić pomiędzy swoich pracowników odzież oraz po 400

marek na głowę. W Radzionkowie i Rojcy ufundował ochronki dla dzieci oraz

zadeklarował 200 tysięcy marek plus grunt na budowę kościoła w tejże Rojcy,

jednakże wybuch wojny w 1914 roku i śmierć hrabiego przecięły

urzeczywistnienie tych planów. Wiosną 1906 roku – w porozumieniu z braćmi

Hugonem z Brynka i Arturem z Wolfsbergu – odstąpił kamilianom tarnogórski

Galgenberg czyli Szubieniczne Wzgórze. Tam powstał klasztor i szpital

pomyślany początkowo jako zakład leczenia alkoholików. Hrabia i w tym

wypadku okazał się najhojniejszym spośród fundatorów przedsięwzięcia.

Mierzona dziesiątkami tysięcy marek dobroczynność Łazarza IV nie

kłóciła się zupełnie z postawą dbającego o własne interesy posiadacza. Na

przykład w 1895 roku Hugo II, Artur i Łazarz IV toczyli pojedynek z Bytomiem

o pozwolenie na budowę fabryki kwasu siarkowego i prażalni rudy w pobliżu

Dąbrowy Miejskej. Miasto nie chciało się zgodzić, ale bracia byli ostatecznie

górą po interwencji u władz powiatowych.36

W 1896 roku, aż po ośmiu latach wzajemnych podjazdów, zakończył się

spór pomiędzy Donnersmarckami z Nakła i Świerklańca, także innymi

udziałowcami a gminą Bobrowniki-Piekary Rudne. Chodziło o to, że

poszerzająca swoje pola wydobywcze kopalnia rudy zagarnia stopniowo

pastwiska uważane przez bobrowniczan za swoje. Ostatni, zresztą przegrany,

z placu boju zszedł hrabia Łazarz IV i to dopiero w 1905 roku. Obliczono, że

spod gminnego trawnika wydobył rudy za 60 tysięcy marek i prawdopodobnie

taką sumę musiał oddać. Nie licząc kosztów sądowych w wysokości 4 tysięcy

marek.37

35„Handbuch des Bistums Breslau … für das Jahr 1917”, Breslau, s. 156; Kudelko w: CHN, KUD s. 38 i in.

36KAT 87/1894.

37KAT 123/1896, 91/1905.

66

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Łazarz IV działał w polityce na poziomie śląskim, państwowym pruskim

i ogólnoniemieckim. W latach 1870-1876 głosami wyborców z okręgu

bytomskiego zasiadał w parlamencie pruskim, gdzie reprezentował Centrum,

najpoważniejszą wówczas partię katolików śląskich, której notabene był

współzałożycielem. W 1884 roku kandydując do Reichstagu, a więc parlamentu

Rzeszy, uzyskał w okręgu Bytom-Tarnowskie Góry ponad 70 procent głosów.

Hrabia Lazy IV Henckel von Donnersmarck zmarł 18 grudnia 1914 roku,

niespełna rok po swojej żonie Marii, obok której spoczął w nakielskim

mauzoleum. Gazeta „Katolik”, która potrafiła rozpisywać się obszernie

i rzewnie o każdym swoim całkiem przeciętnym acz długoletnim i utraconym na

zawsze czytelniku (byle nie był zwolennikiem Centrum!), zdołała wykrztusić

tylko tyle: „Pogrzeb hr. Łazarza Donnersmarka zmarłego we Wrocławiu odbył

się tu [tzn. w Nakle] w poniedziałek przed świętami. Pogrzeb odbył się na

życzenie zmarłego bez szczególnej okazałości. W kościele odbyło się uroczyste

nabożeństwo za duszę zmarłego, poczem zwłoki w grobowcu złożono. Było

obecnych około 20 księży, przedstawiciele urzędników i robotników oraz

przedstawiciele władzy politycznej z prezesem regencyi na czele”. Żurnaliści

zapomnieli” dodać, że zmarłego uznawano wręcz za wzór cnót

chrześcijańskich38, że fundował kościoły i placówki opiekuńcze w swoich

dobrach, wreszcie że był gorliwym katolikiem nie tylko z racji partyjnej

przynależności do Centrum, ale także w życiu prywatnym. Jego współcześni,

kamerdyner Josef Oder, pochodzący z Nakła prokurator Gorol i inni,

wspominali, jak to hrabia Lazy prawie każdego dnia przyjmował komunię

świętą, cały październik chodził na różaniec oświetlając sobie drogę latarnią

a podczas mszy niedzielnej, ku zadowoleniu księdza Marxa, regularnie wrzucał

do koszyczka 20 marek. Zmarły w 1943 roku Oder opowiadał, że hrabia Łazarz

codziennie o 22.00 udawał się do kaplicy zamkowej, gdzie aż do późnej nocy

modlił się w samotności. Czynił to nawet wtedy, gdy miał gości. Po prostu o tej

godzinie uprzejmie się z nimi żegnał.39

38KAT 155/1914. W 1908 roku hrabia Łazarz obchodził złoty jubileusz małżeństwa. Z tej okazji ustanowił

fundusz w wysokości 50 000 marek, z którego procenty przeznaczył na emerytury dla swych robotników oraz na

zapomogi dla wdów i sierot. KAT 1908/100

39KUD s. 145, 161, 162, 163.

67

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Nakielskie dobra odziedziczył urodzony jeszcze w Ramułtowicach jedyny

syn Łazarza IV Edwin. Warto wiedzieć, iż jego otrzymana w spadku fortuna to

nie tylko przemysł ale także 11 417 hektarów lasów, którymi zarządzał

mieszkający w Bytomiu Forstassessor Edler von Braunmühl. Hodowla

i ochrona lasu, gospodarka drewnem, łowiectwo osiągało u Donnersmarcków

najwyższy niemiecki a więc jednocześnie światowy poziom. Aby umiejscowić

owe tysiące hektarów hrabiowskiej kniei wymienimy nadleśnictwa: Bibiela

(leśnictwa Bibiela, Dąbrowa, Imiełów, Szyndros), nadleśniczy Tschoepe;

Halemba (Bärenhof, Halemba, Radoszów), Reiche; Huta Hugona/Czarna Huta

(Piekary, Wilkowice, Nakło, Segiet, Tylina, Trzcionki, Wymysłów), Hergt oraz

leśnictwo Boroszów w powiecie oleskim.40

Podobnie jak ojciec był Edwin politykiem Centrum i w 1908 roku dostał

się do parlamentu pruskiego, w czym pomogli mu polscy wyborcy.

W poselskich ławach spędził dziesięć lat – aż do końca wojny światowej, która

doprowadziła ostatecznie do powstań, plebiscytu i podziału Śląska w 1922 roku.

Ramułtowice pozostały w Niemczech, Nakło w całości przypadło Polsce. Edwin

został członkiem Wydziału Powiatowego w Tarnowskich Górach i stał na czele

władz Volksbundu, organizacji mniejszości niemieckiej w województwie

śląskim. Zaś w skali Nakła był szanowanym panem i pracodawcą, pełnił także

odziedziczoną po ojcu funkcję patrona kościoła. Z tym ostatnim wcieleniem

hrabiego Edwina wiąże się zabawna historyjka. Otóż wiosną 1920 roku

szykował się do odejścia z Nakła proboszcz Marx. Wakat po nim zamierzał

objąć ksiądz Kudelko, w związku z czym wysłał ładnie umotywowaną prośbę

na adres nieżyjącego od prawie sześciu lat hrabiego Łazarza. Mimowolna

próba wskrzeszenia fundatora i pierwszego patrona kościoła nie powiodła się.

Edwin nie obraził się. Obrócił pomyłkę Kudelki w żart i przyjął go na

stanowisko proboszcza nakielskiej parafii. Przy okazji dał księdzu do

zrozumienia, że bez znajomości polszczyzny nie ma czego w Nakle szukać.41

W marcu 1921 roku, krótko przed plebiscytem, wielkie górnośląskie

ziemiaństwo zwróciło się do głosujących z apelem, aby zechcieli związać swój

los z Niemcami. „Erklärung des oberschlesischen Großgrundbesitzes” podpisał

40VHO s. 78.

41KUD s. 2, 3.

68

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

również Edwin Henckel jako przedstawiciel powiatu katowickiego, natomiast

w roli reprezentanta powiatu tarnogórskiego wystąpił baron von Fürstenberg

z Miedar-Kopaniny.42

Hrabia Edwin żył w poprawnych stosunkach z władzami katowickiej kurii

biskupiej. W 1925 roku znalazł się wśród Niemców witających nowego

ordynariusza katowickiego, księdza biskupa Augusta Hlonda. Tego samego roku

przekazał budynek gospodarczy (świniarnię) w Lasowicach do przeróbki na

kościół dla powstającej parafii. W maju 1928 roku przyjmował biskupa

Arkadiusza Lisieckiego wizytującego parafię w Nakle i udzielającego tu

sakramentu bierzmowania. Na słowa powitania hrabiego Edwina odpowiedział

biskup podnosząc wielkie zasługi nakielskich Hencklów dla Kościoła na

Górnym Śląsku. Lisiecki zjadł na probostwie skromne śniadanie, potem

odprawił mszę, bryczką udał się z księdzem Kudelko na wizytację szkoły, ale

był gościem przede wszystkim patrona czyli hrabiego Edwina. Gwoździem

programu stał się wieczorem marsz z pochodniami – przez park do zamku, gdzie

witali biskupa m.in. przedstawiciele nakielskich Niemców. 43

Edwin pojął za żonę Wilhelminę hrabinę von Kinsky, z którą miał

pięcioro potomstwa, w tym dwóch synów – Łazarza V i Fryderyka Karola.

Łazarz odziedziczył Nakło, młodszy syn osiadł w Ramułtowicach. Pod koniec

życia hrabia chorował, w związku z czym odwiedzał go profesor Erklentz

z Wrocławia. Po 1922 roku nie zawsze okazywało się to takie proste, bo było

podróżowaniem z państwa do państwa, więc medyczną opiekę nad hrabią

zaczynał przejmować dr Weil, też z zagranicy ale z pobliskiego Bytomia. Jednak

żaden lekarz nie ochronił hrabiego przed śmiercią. Po nagłej, trwającej dziesięć

dni ciężkiej chorobie hrabia Edwin Henckel von Donnersmarck pożegnał ten

świat 23 marca 1929 roku. Stało się to o północy ze środy na czwartek

w Wielkim Tygodniu, w czym obecny przy konającym ksiądz Kudelko dostrzegł

symboliczne znaczenie.

Wilhelmina przeżyła męża o 14 lat, z których większość poważnie

niedomagała a ostatni okres przed śmiercią była przykuta do łóżka. 15 kwietnia

42KZ 1921/67.

43KUD s. 38, 39.

69

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

1934 roku ciężko chorą hrabinę odwiedził biskup Adamski (wizytując przy

okazji parafię i proboszcza Kudelkę). Wcześniej Wilhelmina była często

widywana przez mieszkańców Nakła na spacerze aleją lipową obok kościoła.

Poruszała się w wózku inwalidzkim popychanym przez służącego, często mając

u stóp któreś z wnuków – dzieci Łazarza V i Franciszki.

Hrabina umierała dwa dni. Śmierć wyzwoliła ją od cierpienia w nocy

z soboty na niedzielę 17 maja 1943 roku. We wtorek odbyły się uroczystości

żałobne - msza o godzinie 7.30 i odprowadzenie do mauzoleum o 15.00. Mszę

celebrował proboszcz Kudelko - on także wygłosił mowę pogrzebową -

w asyście prefekta tarnogórskich kamilianów księdza Bölnera. Po południu do

wysoko dobrze urodzonych, Hochwohlgeborene, i zwykłych parafian przemówił

katowicki wikariusz generalny ksiądz Woźnica podkreślając głęboką pobożność

zmarłej i wielkie zasługi, przede wszystkim jej szeroko znaną dobroczynność

wobec biednych. Wilhelmina zachowała się w dobrej pamięci ostatnich

nielicznych świadków przedwojennego życia w Nakle. Jej męża Edwina

przypominają głównie ślady po kopalniach rudy żelaza m.in. przepastny dół

z hałdą na Kowolikach, Edwincja, w wersji gwarowej Edwincyjo. Przerobiono

w ten sposób nazwę hałdy Edwins-Höhe, Wzgórze Edwina.44

U świerklanieckich Hencklów chętnie pozwalał się gościć największy

wówczas niemiecki myśliwy, cesarz Wilhelm II. Jako przykład podajemy

skrócony przebieg łowieckiego rajdu kajzera po Górnym Śląsku w 1900 roku.

W piątek 16 listopada cesarz wyjeżdża z Wrocławia do Strzelec, ale nim

wsiądzie do salonki pozwala się wielbić zgromadzonym na ulicach poddanym.

W trakcie przejazdu przez stolicę Śląska ulicą Ogrodową pewna obłąkana

niewiasta zamierza, nomen omen, upolować kajzera rzucając w jego powóz

toporkiem. Nie trafia i Wiluś już bez przygód dociera pod wieczór do Strzelec,

gdzie wita go hrabia Tschirsky-Renard45 w towarzystwie miejscowych notabli

a potem w gęstym szpalerze członków różnych organizacji oraz zwykłych

44KUD s. 32, 42.

45Nazywała się Selma Schnapka. Po niecelnym rzucie schyliła się po siekierę zamierzając powtórzyć atak, ale jej

to udaremniono. Policja uratowała zamachowczynię przed samosądem tłumu. Osadzono ją w szpitalu dla

umysłowo chorych w Rybniku, gdzie zmarła w 1932 roku w wieku 72 lat. Powód zamachu? Podobno wierzyła,

że kajzer jest jej osobistym wrogiem. PZ 1932/173

70

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

gapiów prowadzi do pałacu. Kajzer nie wie, że przy wejściu do zamku załamał

się drewniany szkielet bramy powitalnej i nie było już czasu na naprawę, więc

szczątki tego prowizorycznego łuku triumfalnego pośpiesznie usunięto.

W sobotę główny cel odwiedzin, polowanie, a w niedzielę pociągiem do

Radzionkowa. Tam o 16.45 powitanie – hrabia Gwidon, landrat z Tarnowskich

Gór i inni – następnie powozem do Świerklańca. Nazajutrz począwszy od

Orzecha gon na okolicznych polach. Cesarz uśmierca 732 bażanty, 8 zajęcy

i 2 króliki. W rewanżu szacowny gość wręcza hrabiemu Gwidonowi

Kronenorden, Order Korony I klasy. Gazety pisały, choć tej informacji w pełni

nie potwierdzono, że podczas wizyty cesarza w Świerklańcu uszczerbku na

honorze doznał pewien podróżny w Tarnowskich Górach,46 którego

profilaktycznie aresztowano jako anarchistę. Kiedy go puszczono wolno

podobno zaskarżył policję. Natomiast prawdziwego, nie zmyślonego, pecha

miał górnik Antonio Papurello rodem z Turynu a mieszkający w Orzegowie.

Zdążył on słownie obrazić cesarza zanim ten przybył do Świerklańca, co sąd

okręgowy w Bytomiu wycenił na trzy miesiące więzienia.47 W tym samym czasie

w rowie doprowadzającym wodę do jeziora Paprocańskiego utopił się

najpiękniejszy z pszczyńskich żubrów przeznaczony do odstrzału dla cesarza.

(Może wolał to od kulki kajzera?) I jeszcze: Wilhelm II przez 40 lat (aż do

abdykacji w 1918 roku) posługiwania się sztucerem i dubeltówką zaszlachtował

2100 jeleni, 1872 daniele oraz 3442 dziki; plus 64 tysiące bażantów, zajęcy,

królików i innego drobiazgu.

Przyjmując na siebie pokaźny bagaż niemieckich tradycji i zachowań

łowieckich spore pieniądze na bażanty wydawali również nakielscy Henckel

von Donnersmarckowie. Największe polowania w Nakle odbywały się w końcu

listopada. Z nieukrywaną nostalgią wspomina je w swoim pamiętniku przyjaciel

hrabiego Edgara Henckla von Donnersmarck z Brynka (później

w Krowiarkach), baron Friedrich von Fürstenberg, właściciel Miedar-Kopaniny.

Zawsze pierwszego dnia urządzano gon na dziki, następnego na bażanty

i zające. Na jednym z polowań w 1911 roku jako zaproszeni goście do bażantów

strzelali, oprócz barona, m.in. także hrabiowie Franz Kinsky oraz Ludwig Karl

46KAT 1900/137, 139, 140, 142, 143.

47KAT 1901/55.

71

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Ballestrem, właściciel Kochcic i syn sławnego Franciszka z Pławniowic.

Dziesięciu a może dwunastu strzelców podzielono na dwie grupy. Jedną

zawieziono na Lipkę pomiędzy Kozłową Górę i Piekary, druga pozostała

w Nakle. Polowano w kocioł: dwie ustawione naprzeciw siebie linie myśliwych

przemieszanych z naganiaczami zbliżały się powoli do siebie wypłaszając

żerujące na polach bażanty i śpiące zające. Królem polowania został „Franzi”

Kinsky, Fürstenberg mając na koncie 198 ptaków był drugi, trzecie miejsce zajął

Ballestrem. Łącznie pokot wyniósł tego dnia 1650 bażantów. W tym samym

1911 roku barona odwiedził Franz Holnsbroich, jednocześnie kuzyn

i Fürstenberga i Edgara Henckla. Donnersmarck zaprosił obydwu krewniaków

na polowanie. Chcąc się okazać szczególnie łaskawy wobec Holnsbroicha,

najprawdopodobniej kazał swojemu nadleśniczemu tak poprowadzić polowanie,

aby jego królem został kuzyn Franz. Jednak mimo iż Oberförster ganiał barona

po najgorszych stanowiskach strzeleckich i w ogóle robił co mógł, aby

wywiązać się polecenia Edgara, nic to nie dało i Fürstenberg odstrzelił

większość bażantów i zajęcy sam.48

Podczas śląskiej wojny domowej lat 1919-1921 na ogromną skalę rozlała

się plaga kłusownictwa. Na polach należących do nakielskich i świerklanieckich

Donnersmarcków, w zbożu, kartoflach i krzewiasto-drzewiastych remizach

uchowały się setki bażantów, których nie zdążył odstrzelić goszczący tu jeszcze

niedawno Wiluś czyli cesarz Wilhelm II oraz inni, nieco mniej znamienici

goście. Do systematycznego pomniejszania stada najlepiej nadawał się

karabinek małokalibrowy, tesing (Tesching), ulubiona broń robsików, bo

skuteczna i przede wszystkim cicha. W całym okresie międzywojennym tesingi,

często na furmankach pod węglem albo kartoflami, przemycano z Niemiec do

Polski a więc z Bytomia do Piekar czy Tarnowskich Gór. Pewnego dnia

wyposażona w ów śmiercionośny sprzęt gromadka kłusowników wybrała się,

nie po raz pierwszy zresztą, na hrabiowsko-książęcą niwę, aby zapolować na

bażanty, króliki i całkiem nieliczne już sarny. Gon trwał w najlepsze, plecaki

napełniały się dziczyzną, kiedy czujni kłusownicy dostrzegli idący wprost na

nich silny patrol wojskowy. Byli to Włosi w sile może plutonu. Robsiki

wykonali błyskawiczne „Padnij!”, nadal niezauważeni zaczekali aż żołnierze

48Friedrich von Fürstenberg „Pamiętnik”, Kopanina 1943, s. 160, 218, 221.

72

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Ententy podejdą na parędziesiąt kroków i dali ognia celując im pod nogi.

Oczywiście z normalnych karabinów i pistoletów, którymi również na wszelki

wypadek dysponowali. Gwałtowany ostrzał tak zaskoczył Włochów, że ci

natychmiast wycofali się. Nawet w panice, jak zapewniał opowiadający to

zdarzenie.49

Za panowania Łazarza IV na przełomie XIX i XX stulecia polowano

intensywnie nie tylko na pańskim, lecz także na polach gminnych. Zarząd

wiejski z sołtysem na czele oddawał hrabiemu w dzierżawę prawo do

polowania, jak to wówczas praktykowano, na okresy sześcioletnie, co powinno

się odbywać na drodze przetargu. Nie wiemy, czy procedurę wynajmu

zachowano wobec pana hrabiego w całości, w każdym bądź razie co roku do

kasy gminy Nakło wpływało z tego tytułu 250 marek. Kwota niemała, ale nie

u wszystkich wzbudzała zachwyt.50

Narzekano powszechnie na szkody, jakie wyrządzała zwierzyna, przede

wszystkim bażanty i sarny. Za jedną zdeptaną morgę (2 500 m2) żyta lub

pszenicy płacił hrabia rolnikom tylko 1 markę 50 fenigów, 1 legowisko sarny

wyceniono na 50 fenigów, bażancie gniazdo na 5 fenigów. Zaś szacujący szkody

leśnicy do reszty depczą zboże i niezbyt dokładnie liczą straty, żalili się rolnicy,

a pan hrabia pewnie o tym nie wie.

W 1928 roku Łazarz V ożenił się – w austriackim Wels nad Dunajem -

z Fanny (Franciszką) hrabiną von und zu Eltz. Mieli pięcioro dzieci,wszystkie

urodziły się przed 1939 rokiem w Nakle.

Łazarz V uczestniczył w lokalnych uroczystościach i świętach. W 1928

roku jak wielki pan feudalny i patrona kościoła, choć formalnie już nim nie był,

przyjmował zwierzchnika kurii katowickiej biskupa Lisieckiego. Zapewne raziła

go zajadłość niektórych członków organizacji państwowo-patriotycznych, ale na

przykład 8 września 1929 roku z okazji zlotu Stowarzyszenia Młodzieży

49Wspominał Józef Schnurpfeil. Za tak zwanej starej Polski będąc na robsicce (tradycyjnie u Donnersmarcków)

został z kolegami otoczony w remizie przez policjantów. Otrzymał postrzał w głowę, stracił przytomność

i obudził się w areszcie w Tarnowskich Górach, skąd wkrótce uciekł. W latach sześćdziesiątych

i siedemdziesiątych XX wieku strażnik łowiecki koła „Świerklaniec” z siedzibą na Kowolikach.

50KAT 1908/154.

73

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Polskiej wziął udział w całodziennym świętowaniu. 4 listopada 1930 roku

urzędnicy Wydziału Skarbowego z Katowic przeprowadzili kontrolę w siedzibie

Generalnej Dyrekcji Dóbr hrabiego Donnersmarcka w Karłuszowcu. Zajęto

większą ilość korespondencji i ksiąg handlowych. Nie znamy wyniku rewizji

i nie wiemy, czy było to działanie rutynowe, czy wynik czyjejś sugestii.51

Podczas kryzysu lat 1929-1937 Łazarz V był członkiem Powiatowego

Komitetu Niesienia Pomocy Bezrobotnym. W kwietniu 1932 roku hrabia Łazarz

(a może jego stryj z Brynka Edgar, też tam bywający) całkiem nieświadomie

pomógł jakiemuś bezrobotnemu włamywaczowi i miłośnikowi łowiectwa

w jednej osobie. A może w dwóch … Otóż włamano się do pałacyku

myśliwskiego w Bibieli i przywłaszczono sobie 5 par parostków (sarnich

rogów), termometr oraz 1 wieniec (poroże jelenia). Willa była pełna ubrań,

butów i innych cennych przedmiotów należących do hrabiego Donnersmarcka

i księcia Sapiehy, których sprawca nie tknął. Paweł Sapieha był siostrzeńcem

hrabiny Karoliny von Henckel-Gaschin, żony hrabiego Edgara.52 Edgar zatrudnił

młodego księcia w Karłuszowcu, gdzie miał się uczyć zarządzania majątkiem.

W okresie międzywojennym, szczególnie po 15 lipca 1937 roku, kiedy

wygasł piętnastoletni okres konwencji genewskiej, polskie organizacje

domagały się m.in. przymusowej parcelacji majątku hrabiów Henckel von

Donnersmarck oraz wpływania władz państwowych na skład urzędników

w dobrach prywatnych, a więc także u Hencklów. Na początku 1939 roku

znowu przypomniano temat parcelacji, która miała obowiązywać w strefie

przygranicznej, ale – o ile wiemy – nic takiego Donnersmarcków nie dotknęło.

Przypomnijmy tylko, że w 1924 z okazji likwidacji obszarów dworskich miasto

Tarnowskie Góry otrzymało z majątku Karłuszowiec-Segiet 480 ha, zaś w 1930

roku 240 ha na cele osadnicze.53

Przed wybuchem wojny mieszkali w Nakle Łazarz V z żoną Fanny

i dziećmi oraz Wilhelmina, małżonka zmarłego w 1929 roku Edwina, matka

Łazarza. Rozpalał się pojedynek na słowa, złośliwości i groźby pomiędzy

51PZ 1930/278.

52PZ 1932/107

53GTG 371/1937; PZ 1939.

74

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Niemcami i Polską. Na niemieckim Śląsku bojówki hitlerowskie i zamykanie

polskich szkół i organizacji, tu w królestwie wojewody Grażyńskiego ciągle

podsycany choć może łagodniejszy w objawach polski nacjonalizm. Prawie

każdego dnia denuncjowano kogoś za „lżenie Narodu i Państwa Polskiego”.

Wystarczyło, że pechowiec spędzając miły wieczór w knajpie wyraził się

ujemnie o Polsce albo tylko pochwalił coś niemieckiego i już mógł liczyć

przynajmniej na pół roku odsiadki i to bez zawieszenia, surowiej niż za kradzież

a nawet czyn bandycki. Lokatorów nakielskiego zamku jakoś omijały

posądzenia i napaści. Do wyjątków zaliczymy artykuł w „Polsce Zachodniej”

z lipca 1939 roku, w którym oburzano się na służbę leśną zatrudnioną w dobrach

Donnersmarcków. Leśnicy byli mianowicie butni, odzywali się tylko po

niemiecku a w dodatku nosili zielone czyli niemieckie mundury.54

Podczas II wojny światowej hrabia Lazy Henckel von Donnersmarck

figuruje w rejestrach władz niemieckich, w stopniu Hauptsturmführera, jako

szef NSFK (Nationalsozialistischer Fliegerkorps, Narodowosocjalistyczny

Korpus Lotników) w powiecie tarnogórskim. Tak go przynajmniej

charakteryzuje „Tarnowitzer Heimatkalender” na rok 1941. Urodzona w 1929

roku córka Łazarza V Maria przewodzi miejscowemu Związkowi Niemieckich

Dziewcząt, Bund Deutscher Mädel.

Józef Tyrol

fragment książki

Nakło Śląskie, jego dawni mieszkańcy i sąsiedzi”

Nakło Śląskie 2016

54PZ 1939/183.

75

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

76

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Rozwój reformacji na Śląsku

Nauki Lutra znalazły na Śląsku tak wielu wyznawców i szerokie

zastosowanie przede wszystkim z uwagi na ich prawdziwość - opartą na

ewangelii, jednoznaczność i powiązanie z życiem człowieka, tak różne wobec

zmitologizowanego kultu świętych, mnogości obrzędów, przepychu

i rozwiązłości „sług” kościoła katolickiego. Niemniej ważnym aspektem ich

popularyzacji był fakt, że już w średniowieczu na Śląsku – poprzez sieć szkół

parafialnych, kolegiackich i katedralnych, istniała (można powiedzieć)

powszechność nauczania. Właściwie w żadnym śląskim mieście nie można było

zamieszkać (otrzymać obywatelstwa) jeśli nie umiało się pisać lub czytać!

Protestantyzm kładł nacisk na słowo – także w sztuce. To, rozwój sztuki

drukarskiej i głoszenie Słowa Bożego w językach rodzimych, doprowadziło do

szybkiego rozpowszechnienia się nowych zasad wiary. W dodatku w szkołach

pojawili się w tamtych czasach ludzie wybitni, nie tylko o wymiarze

regionalnym. Wzorcowe gimnazjum stworzył w Złotoryi Walenty Trotzendorf –

wybitny pedagog i humanista. Dziś w wieży kościoła można oglądać

pomieszczenie ze słynnym „księgozbiorem na łańcuchach”. Na szkole

złotoryjskiej wzorowały się gimnazja protestanckie we Wrocławiu, Oleśnicy,

Świdnicy, Zgorzelcu, Bytomiu, Legnicy i w innych miastach. Większość z nich

osiągnęła poziom prawie że uniwersytecki, a w Legnicy w 1527 roku powstał

Uniwersytet Luterański. Postać Trotzendorfa była przed wojną powszechnie na

Śląsku znana. Nazywano go „Nauczycielem Śląska”. Obserwujemy ostatnio

rosnące zainteresowanie jego osobą i dziełem. Szczególnie w miejscu jego

urodzenia (Zgorzelec) i pracy: Legnicy, Złotoryi. W Złotoryi, na miejscu

zburzonego pomnika Valentina Trotzendorfa, powstała dokładna jego kopia.

Najwyższy czas, by w przestrzeni publicznej Śląska – wypełnionej tabliczkami,

płytami i pomnikami poświęconym w większości ludziom miernym lecz

wiernym idei „powrotu ziem do macierzy”, zaistnieli tacy ludzie jak wymieniani

w niniejszym „serialu” o Reformacji.

77

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Trotzendorf na uniwersytecie w Wittenberdze prowadził wykłady

z Cicerona (znał wszystkie jego dzieła na pamięć) i św. Pawła. Był uwielbiany

przez studentów. Na wykłady wnosili go na rękach. Szkoła w Złotoryi, której

był rektorem, cieszyła się takim powodzeniem i uznaniem w Europie, że do

liczącego okresami tysiąc uczniów przybytku wiedzy, przybywali Niemcy,

Polacy, Ślązacy, Węgrzy, Czesi i Litwini. Stworzenie z niej uniwersytetu (jak

w Legnicy), było kwestią czasu. Niestety zaraza i zaraz po tym wielki pożar

miasta w połowie XVI wieku, zniweczyły te plany. Gimnazjum Łacińskie

w Złotoryi zasłynęło i przeszło do historii pedagogiki światowej nie tylko za

sprawą jego rektora i doborowej stawki wykładowców. Trotzendorf stworzył

w nim specjalną strukturę organizacyjną nazwaną Republiką szkolną,

korzystając z wzorców starożytnego Rzymu w okresie republiki.

Uniwersytet w Legnicy także długo nie istniał. Przy jego zakładaniu

i w początkowym okresie jego działalności, doszło do starcia dwóch wybitnych

osobowości: Valentina Trotzendorfa właśnie i Caspara Schwenckfelda. Ten

drugi był radcą księcia brzeskiego i legnickiego Fryderyka II i za jego sprawą

ogłoszono luteranizm religią państwową w księstwach. Później jednak ten

wybitny humanista i teolog przeszedł na pozycje bardziej radykalne, objął

w księstwie opieką anabaptystów, samego zaś Lutra oskarżył o tworzenie

nowego papizmu”. Domagał się między innymi rozdziału kościoła od państwa

i przeciwny był chrztowi dzieci. Dążył do wspólnoty wszystkich chrześcijan,

przeciwny był noszeniu i używaniu broni, marzył o uniezależnieniu się diecezji

wrocławskiej. Biskupowi von Salza proponował oderwanie się od Rzymu.

Wyznawane zasady spowodowały ostry spór między nim i Trotzendorfem

i rozdźwięk w stosunkach z księciem. Schwenckfeld zajął się propagowaniem

swych poglądów. W serii dysput (niektóre ciągnęły się miesiącami) między

teologami śląskimi i niemieckimi (m.in. na zamkach we Wleniu i Bolkowie)

górą byli myśliciele śląscy. Kaspar stworzył swoją grupę wyznawców –

szwenkfeldystów, którzy ośrodek mieli w Krainie Wygasłych Wulkanów u stóp

Ostrzycy Proboszczowickiej w Górach Kaczawskich. Byli oni prześladowani

i przez protestantów i później, przez katolików. Los tej wspólnoty stanowi

fascynującą historię. Pod koniec XVIII wieku opuścili Europę. Nie wszyscy

dotarli do Ameryki. Część z nich została ujęta na ladzie, część na morzu przez

łowców niewolników i sprzedana. Na Śląsku ostatni szwenkfeldysta zmarł

78

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

w 1826 roku. Przeżyła natomiast nauka Kaspra. Dziś pod Filadelfią znajduje się

ośrodek religijny i kulturalny szwenkfeldystów, których jest dziś w USA 3.000.

Nabożeństwa w 6 kościołach odprawia się w starym, śląskim dialekcie z XVI

wieku. W bibliotece przechowuje się równie stare dokumenty. Szwenkfeldyści

kultywują pamięć o Śląsku. W Twardocicach – gdzie wzrok przykuwają ruiny

olbrzymiej świątyni, była dwukrotnie ich delegacja: w 2002 i w 2010 roku.

Wznieśli także w tej wiosce - swej duchowej ojczyźnie pomnik poświęcony

swym dawnym przodkom. Atmosfera religijnych swarów i prześladowań,

historie tajnych stowarzyszeń, odnalazły swe miejsce w wydawanych w setkach

tysięcy egzemplarzy powieściach. Najsławniejszym bowiem potomkiem

szenkfeldystów jest pisarz, który zaintrygował cały świat - Dan Brown. Twórca

Kodu Leonarda da Vinci” jest wnukiem Shermana Gerharda, sekretarza

Towarzystwa Szenkfeldystów na Uchodźstwie i prawnukiem innego Gerharda,

autora fundamentalnych dla tej społeczności dzieł. Tak więc najpoczytniejszy

obecnie pisarz na świecie przejął w genach dociekliwość Ślązaków, tęsknotę za

sprawiedliwością. Jego niechęć do skostniałych kościelnych struktur, rygoryzmu

Opus Dei źródło swe miała niechybnie pod Ostrzycą.

Niniejszy odcinek zarysu historii reformacji na Śląsku, dotyczący

zaledwie jednego księstwa i przedstawiający tylko dwie postaci, pozwala

uzmysłowić sobie czym był w tym zakątku świata ten ruch reformatorski.

Spowodował on „burzę mózgów”, w krótkim czasie stworzył plejadę wybitnych

teologów, humanistów i pedagogów. Rozwój szkolnictwa i patronat nad nim

udzielnych książąt, spowodował lawinowy wzrost twórczości – zarówno

naukowej, publicystycznej, jak stricte artystycznej. To w tym okresie Niemcy na

określenie twórczości poetyckiej na Śląsku używają określenia: Glanz Zeit

(okres świetności, wspaniały). Zobaczmy, jak rozwijała się reformacja w innych

księstwach.

Jan Hahn

79

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

80

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Wy i my

Cywilizacja Zachodu upada!

Czy upada też cywilizacja chrześcijańska będąca jej częścią, którą świat

Zachodu już nie jest - tu postawię znak zapytania? Czy cywilizacja islamu ma

prawo zastąpić cywilizację Zachodu? Nie ma takiego prawa, bo nie ma sędziego

który by przyjął jej pełnomocnictwa do takiej akcji. Wolno jej jednak to zrobić,

bo jest silniejsza: wiarą, kulturą i siłą ludzi. Nie stawiam pytania czy jej kultura

jest lepsza od kultury zachodniej, czy wiara w Allacha jest głębsza od wiary

w Jezusa Chrystusa? Ja osobiście na oba te pytania odpowiadam: nie, nie jest.

Nie ma głębszej dla człowieka wiary na świecie niż chrześcijaństwo,

a w nim katolicyzm. Kultura Zachodu to nie tylko jej ateizm z jego kulturowymi

przejawami, to też kultura chrześcijańska wraz z rzymskim prawem

zmodyfikowanym przez miłość.

Cywilizacja islamska pragnie stworzyć na całym świecie królestwo Boże,

w tym i w Europie. My chrześcijanie, już tego próbowaliśmy, ogniem i mieczem

jak się inaczej nie dało, przez prawie 2000 lat, zanim nie doszliśmy do wniosku,

że Bóg tego od człowieka nie pragnie. Islam będzie tego jednak próbował. Tego,

co nam się nie udało, aż się sam przekona, że Allach tego nie chce. Wierzyliśmy,

że nasz Bóg pragnie krwi pogan i innowierców. Nie wstydźmy się wyznania

naszych błędów, to nas wzmocni w dobrym postępowaniu. To kiedyś wzmocni

także i wyznawców islamu, wierzę w to.

My wierzymy, jako jedyni na świecie, że Bóg sam przyszedł do człowieka

na ziemię i nastało Jego Królestwo. Bo jest Król i jego Lud. I niechrześcijanie,

czy islamiści czy buddyści czy niewierzący, my wszyscy razem, już jesteśmy

Jego Ludem w Jego Królestwie zaczętym na ziemi. To nie my ale Bóg sam

stworzył swoje królestwo na ziemi i nas do niego zaprosił.

Islam jest tak podzielony i mało logiczny i mało spójny w swojej wierze,

że jak powiedział prezydent Egiptu, trzeba coś z nim zrobić, bo czy „dla

zbawienia 1,5 mld ludzi potrzeba wymordować pozostałe 6 mld?” Dlatego świat

islamu, jego państwa wyznaniowe, znane autorytety, nie protestują na necie czy

81

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

też na ulicach przeciw islamskim terrorystom? Bo nie znają odpowiedzi na to

pytanie, „wybić resztę, czy jednak nałożyć podatki lub nawrócić”. Są

autorytetami na miarę naszych sędziów trybunału. Czyli mają wiele różnych,

a nawet diametralnie sprzecznych, opinii. Islam żyje w świecie kazuistyki

prawa.

Kazuistyka zabija religię, ona przeszkadza uznać Allacha za Boga dla

wszystkich, nawet dla niewierzących czy innowierców. Połączenie prawa

świeckiego i religijnego i w tej mentalności, ocena świata to największa

przyczyna istnienia islamskiego terroryzmu. Bo, wprawdzie nie każdy

wyznawca islamu jest terrorystą, ale 80 procent terrorystów jest wyznawcami

Allacha.

My wierzymy w tak dziwne rzeczy, że przy nas islam jest całkiem

normalny w swoich wierzeniach. Uznajemy, że Bóg zstąpił z nieba i stał się

człowiekiem, że teraz mieszka, Cały, w kawałku mąki i wody. Przy nas wasze

trwanie przy widzeniu świata jako miejsca do stworzenia królestwa bożego na

ziemi dla wyznawców islamu, to pikuś, czy też wasza idea, że wszyscy rodzimy

się wierzącymi w Allacha.

I tak jak w chrześcijaństwie nie wszyscy są katolikami tak i u Was nie

każdy jest szyitą. Macie Świętą księgę i Tradycję (sunna), my też mamy Pismo

święte i Tradycję. Nie badacie jednak naukowo Koranu, Sunny i prawa, macie je

i boicie się je badać. Macie szkoły i uniwersytety, a boicie się użyć wiedzy

w waszej wierze. Nasza święta księga jest słowem Bożym w tym co do

82

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

zbawienia i moralnego życia prowadzi. Wy macie swoją, z nieba zesłaną,

z prawem Bożym, vide np. sura 4,20.

Wierzymy podobnie . „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS

JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -

osiągniesz zbawienie.” . Też macie takie do wypowiedzenia credo. Ale my

zostawiamy Bogu tych których nie przekonamy. Nie są dla nas gorszej kategorii,

a nawet czasem podajemy ich za wzór, dla nas wierzących w Chrystusa, do

naśladowania.

Jak i my, chcecie by cały świat był Boży. My opieramy się tutaj na

sumieniu każdego, równego sobie człowieka, jeszcze przed jego

zdecydowaniem się za wiarą, równego wierzącemu w godności i z prawem do

odrzucenia tego Boga. Pozostaje on nadal Bożym Dzieckiem, chociaż

niewierzącym w Niego. Macie to zapisane w Koranie, ale w to nie wierzycie.

Mówicie; Al-Halim, Pobłażliwy i Al-Ghafur, Przebaczający wszystko, ale

uważacie, że czyni to Wam muzułmanom , a nie też nam, niewierzącym.

Jeszcze nie widzicie znaczenia sumienia innych ludzi, nie muzułmanów.

Nie uznajecie go w niewierzącym, albo raczej oddajecie je niewierzącym, bo po

co one kroczącemu drogą jedynej Prawdy. Chociaż do końca to nie jest prawda,

bo podobno wszyscy od urodzenia jesteśmy islamistami, od Abrahama. Mówicie

dżihad to wojna duchowa, a sami wiecie że ma wiele znaczeń. Zgodnie z zasadą

naskh” zamieniacie wersy „pokojowe” na „wiersze miecza” wierząc, że

najpóźniej objawiona sura 9 Koranu z wierszami miecza jest ważniejsza.

Mówicie Al-Wadud, Kochający. Ale nie znacie Imienia Boga Miłość, bo

Allach kocha swoich, Was, waszym zdaniem, a nie jest Miłością do całego

świata, jakim dla nas jest. Tylko raz, w liście św. Jana, piszemy, że Bóg jest

Miłością ale ustawiliśmy tę prawdę, jako źródło naszej religii, wiary.

Od początków islamu uważacie się za "naród nie kochany", tak jak

Ismael: "syn odrzucony"; oto pretekst aby narzucać siłą "mahometański

message". Jako kolejni wybrańcy, po Żydach i chrześcijanach, niechciani ale

chcący być tym Narodem Wybranym wybieracie Ismaela na przodka swojej

wiary.

Pewnie ciężko stać tak, wśród samych niewierzących i bronić swojej

wiary, ale tyko tak nasza, Wasza wiara się umacnia i dojrzewa. Sam nie wiem co

83

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

bym robił gdyby ktoś publicznie moją wiarę podważał, a ja znalazłbym jakiś

sens w tym podważaniu.

A myśmy cały ubiegły rok kościelny poświęcili Al-Rahman, Bogu

Miłosiernemu. Jak piszę Bóg to mam na myśli Allacha, bo nie ma innego Boga

niż Bóg.

Marek Ziaja

84

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Kalendarium tarnogórskie. Zdarzyło się …

Maj

2/3-5-1921 – Wybuch trzeciego powstania śląskiego.

3-5-1801 – Zmarł pastor tarnogórskiej parafii ewangelickiej Jan Wilhelm Pohle

3-5-1919 – W Tarnowskich Górach założono pierwszą polską bibliotekę

publiczną z inicjatywy Towarzystwa Czytelni Ludowych.

4-5-1670 – Poświęcenie kościoła pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła

w Tarnowskich Górach przez biskupa –sufragana krakowskiego Mikołaja

Oborskiego.

8-5-1670 – Konsekracja kościoła pw. Wniebowzięcia NMP w Miasteczku

Śląskim przez biskupa-sufragana krakowskiego Mikołaja Oborskiego.

17-5-1618 – Wyrokiem sądu najwyższego nakazano margrabiemu Janowi

Jerzemu oddanie ziemi bytomskiej i bogumińskiej Habsburgom.

19-5-1665 – Synowie zmarłego rok wcześniej hrabiego Łazarza II Henckel von

Donnersmarck, tj. Eliasz, Gabriel i Jerzy Fryderyk podzielili się spadkiem.

Pierwszy otrzymał Bogumin wraz z okolicznymi ziemiami (tzw. Bogumińskie

państwo stanowe, które statusem było równe księstwom), następny Bytom,

a ostatni jako najmłodszy Tarnowskie Góry wraz z zamkiem w Świerklańcu.

Rodzina Henckel von Donnersmarcków zamieszkiwała na Śląsku do 1945 roku.

23-5-1835 – W pałacu w Siemianowicach urodził się hrabia Łazarz IV Henckel

von Donnersmarck, drugi syn hrabiego Hugona I i jego pierwszej żony Laury

von Hardenberg. W 1890 r. po śmierci ojca stał się współwłaścicielem fortuny

obejmującej fabryki, zakłady, kopalnie oraz ogromne obszary ziemi i lasów na

Śląsku i poza nim (np. w Austrii). Na swą główną rezydencję wybrał pałac

w Nakle. Przyczynił się do wybudowania tamtejszego kościoła parafialnego.

Włączył się także w budowę i założenie klasztoru O.O. Kamilianów

w Tarnowskich Górach i prowadzonego przez nich Zakładu Św. Jana dla

85

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Uzdrowienia Nałogowych Pijaków. Hrabia wszedł do rady nadzorczej tej

instytucji. Z inicjatywy jego żony hrabiny Marii von Schweinitz powstał

w Nakle Dom Sierot prowadzony przez zakon sióstr Boromeuszek (do dnia

dzisiejszego). Hrabia Łazarz był współzałożycielem katolickiej Partii Centrum

w Niemczech. Zmarł w 1914 roku.

27-5-1316 – W dokumencie wystawionym w Bytomiu przez księcia Siemowita

jako świadek został wymieniony Adam „de Tharnowicz” – pierwsza wzmianka

o wsi Tarnowice (dziś dzielnica Tarnowskich Gór).

29-5-1865 – Jakub Koessler otrzymał wyłączne prawo do zakładania

przewodów gazowych w Tarnowskich Górach.

86

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Czerwiec

2-6-1670 – Hrabia Jerzy Fryderyk Henckel von Donnersmarck nadał kowalom

i ślusarzom z Miasteczka Śląskiego prawa cechowe na wzór statutów

obowiązujących w Bytomiu.

17-6-1917 – Kopalnia rudy w Bibieli (dziś dzielnica Miasteczka Śląskiego)

została całkowicie zalana przez wodę. Pomimo szybkiego napływu wody,

wszystkich górników uratowano.

19-6-1923 – W Tarnowskich Górach gościł prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Stanisław Wojciechowski.

26-6-1922 – Do Tarnowskich Gór wkroczyły oddziały wojska polskiego pod

dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego.

27-6-1616 – Tarnogórski cech krawiecki otrzymał zatwierdzenie swych praw.

30-6-1969 – W Tarnowskich Górach zmarł znany lekarz Bronisław Hager,

w latach 1922-1937 honorowy wiceburmistrz miasta. Został pochowany

w Zabrzu.

87

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Lipiec

1697 – Przez ziemię bytomską przejeżdżał elektor saski Fryderyk August I.

Wśród witających był hrabia Leon Ferdynand Henckel von Donnersmarck – pan

okolicznych ziem oraz polscy magnaci: Jabłonowski, książę Radziwiłł i biskup

żmudzki Jan Hieronim Kryspin. W Piekarach Sas potwierdził przyjęcie wiary

katolickiej (był protestantem). W Radzionkowie hrabia przyjął osobiście

królewskiego gościa. August zdążał do Krakowa na koronację na króla

polskiego, gdzie przyjął imię Augusta II.

1-7-1884 – Otwarcie połączenia kolejowego między Tarnowskimi Górami

i Kaletami.

1-7-1948 – Powstanie w Tarnowskich Górach Zakładów Mięsnych.

9-7-1746 – Pożar w Tarnowskich Górach. Zniszczeniu uległy m.in. 103

budynki, 17 stodół, solarnia, brama krakowska i świątynia protestancka.

14 -25-7-1697 – W Tarnowskich Górach przebywał elektor saski Fryderyk

August I Wettin.

88

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

16-7-1643 – Władze Tarnowskich Gór zatwierdziły statut cechu rzeźnickiego.

16-7-1831 – Bytom i Tarnowskie Góry zostały włączone do diecezji

wrocławskiej na podstawie bulli „ad salute animarum”.

22-7-1652 – Rozpoczęto budowę podkopu „Boże Wspomóż” przez obywatela

olkuskiego Jana Szała.

25-7-1562 – Margrabia Jerzy Fryderyk von Ansbach nadał Tarnowskim Górom

herb.

29-7-1651 – Łazarz II Henckel von Donnersmarck – władający na Górnym

Śląsku Bytomiem, Tarnowskimi Górami i Boguminem (dziś w Czechach) –

otrzymał tytuł hrabiego cesarstwa. Na następny tytuł arystokratyczny musieli

czekać jego potomkowie do 1901 roku, kiedy to Guido Henckel von

Donnersmarck został wywyższony do godności księcia.

89

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

90

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Notki o autorach

Jan Hahn

Prezes Przymierza Śląskiego. Autor wydawnictw związanych z historią i kulturą

Śląska: „Ilustrowana historia Śląska w zarysie”, „Lux ex Silesia”, „Śląsk

w Europie”. Pisze artykuły do prasy lokalnej („Gwarek”, „Montes

Tarnoviciensis”) i regionalnej („Nowiny Rybnickie”). Z wykształcenia filolog

słowiański (serbskochorwacki na UJ). Tłumacz tego języka.

Arkadiusz Kuzio-Podrucki

Doktor nauk humanistycznych. Historyk. Zajmuje się dziejami śląskiej szlachty

i arystokracji. Wykładowca i publicysta. Jest autorem monografii prawie

wszystkich ważniejszych śląskich rodów. Wraz z dr. Dariuszem Woźnickim jest

autorem godeł dzielnic Miasteczka Śląskiego, przywróconego herbu

i weksyliów miasta Tarnowskie Góry, nowego herbu i weksyliów Piekar

Śląskich, Powiatu Tarnogórskiego. Pomysłodawca i obecny pracownik (zastępca

dyrektora) Centrum Kultury Śląskiej w Nakle Śląskim.

Henryk Sporoń

Urodzony w Świerklańcu. Absolwent Liceum Pedagogicznego w Tarnowskich

Górach, Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych w Warszawie (historia

powszechna) i WSP w Krakowie (geografia). Studia podyplomowe na

Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Pracował jako nauczyciel historii

i geografii w szkołach podstawowych i średnich w Tarnowskich Górach,

Radzionkowie, Świętochłowicach, Rusinowicach, Mierzęcicach, Katowicach,

Świerklańcu, Koszęcinie oraz w Norymberdze i Schweinfurcie w Niemczech –

gdzie obecnie mieszka. W czasie stanu wojennego internowany, przebywał

w więzieniach w Katowicach, Jastrzębiu, Uhercach i Rzeszowie. Po zwolnieniu

wyjechał w roku 1983 – bez prawa powrotu – z całą rodziną do Niemiec.

91

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Publikuje na łamach prasy emigracyjnej, polskiej i śląskiej. Wydał kilka tomów

wspomnień i dokumentów.

Bernard Szczech

Historyk, muzealnik, bibliotekarz, urodzony w Lubszy. Ukończył historię na

Uniwersytecie Śląskim. Pełnił kierownicze funkcje w placówkach muzealnych

i kulturalnych na Górnym Śląsku. Był kierownikiem działu w Muzeum

Górnośląskim w Bytomiu, dyrektorem Muzeum Miejskiego w Zabrzu,

kierownikiem Działu Zbiorów Śląskich w Bibliotece Śląskiej w Katowicach,

organizatorem i dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Lędzinach,

dyrektorem Muzeum Miejskiego w Rudzie Śląskiej. Autor i współautor

niezliczonej ilości wydawnictw i publikacji. Społecznik, założyciel Związku

Górnośląskiego. W Katowickim Informatorze Kulturalnym określono go jako

nieuleczalnie twórczy człowiek”. Mieszka w Bytomiu Szombierkach. Z żoną –

solistką baletu, dochował się dwóch synów i wnuczka.

Józef Tyrol

Pochodzi z rodziny znanych i zasłużonych leśników. Sam wie prawie wszystko

o lesie, mimo, że ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię słowiańską.

Zajmuje się jednak przede wszystkim badaniem dziejów północnej części

Górnego Śląska. Dzięki biegłej znajomości języka niemieckiego (nauczał go w

szkołach średnich)dotarł do starych kronik i ksiąg parafialnych. Wydał m.in.:

Nad Liswartą i Potokiem Jeżowskim”, „Ciasna z Jeżową – wsie i parafia”,

Dawno temu w lesie. Między Małą Panwią, Liswartą i Stobrawą”. Napisa

ł i oczekuje wydania obszernej monografii: „Nakło Śląskie, jego dawni

mieszkańcy i sąsiedzi”, z której fragment umieściliśmy w numerze.

Franciszek Wiegand

Jeden z najlepszych zegarmistrzów w Europie Środkowej. Jako jedyny w tej

części świata wykonywał zegary astronomiczne. Poza tym „złota rączka”

i mechanik do wszystkiego. Świadek i uważny obserwator wielu wydarzeń

w mieście gwarków. Jego wspomnienia, ilustrowane unikalnymi, starymi

zdjęciami, będziemy sukcesywnie zamieszczać.

92

Kalejdoskop Śląski Zeszyt 2

Marek Ziaja

Urodził się w Sowicach. 10 lat w Lublinie studiował na KUL – u. Otrzymał

magisterium licencjackie z teologii dogmatycznej. Potem – jak sam pisze:

katechezą męczył młodzież krótko”. Wyjechał na 6 lat do USA, by studiować

język i poznać przy okazji aparaturę przemysłową. Prowadząc swój blog i pisząc

artykuły do czasopism, kieruje się (jak sam twierdzi) myśleniem

zdroworozsądkowym. Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Przymierza

Śląskiego.Chętnym do zapoznania się z innymi jego tekstami podajemy stronę:

www.ziajam.webd.pl

93